W domu Wielkiego Brata. Recenzja gry Beholder 2

0

Orwellowski koszmar rodem z Rosji w nowym wydaniu.

Pierwszego Beholdera pokochałem za kameralność i ciężki klimat, który czuć było dosłownie na każdym kroku. Kiedy rosyjskie studio Warm Lamp Games zapowiedziało więc kontynuację, nie kryłem radości. Pierwsze pozytywne zaskoczenie przeżyłem już na początku rozgrywki. Beholder 2 nie jest bowiem zwykłym skokiem na kasę, którego twórcy gier dokonują często poprzez bezrefleksyjne kopiowanie rozwiązań i mechanik z poprzednich produkcji. Ekipa Warm Lamp Games w twórczy sposób rozwinęła pomysły, jakie zaserwowała nam w pierwszej części, dzięki czemu Beholder 2 jest równie oryginalny, co poprzednik.

MINISTERSTWO

W poprzedniej części kierowaliśmy krokami nowego zarządcy kamienicy, który ciągle balansował pomiędzy pomaganiem sąsiadom, donoszeniem na nich władzy i troską o własną rodzinę. Beholder 2 rzuca nas z kolei w samo serce totalitarnego państwa, czyli do Ministerstwa. Tutaj nasz bohater będzie nie tylko wspinał się po chybotliwych szczeblach kariery, ale także podejmie próbę rozwiązania zagadki „samobójczej” śmierci swojego ojca, który kilka dni wcześniej został znaleziony martwy u stóp budynku.

Kliknij w baner, aby przeczytać naszą recenzję pierwszego Beholdera.

Jeżeli graliście w poprzedniego Beholdera, od razu zauważycie, że zmieniła się perspektywa kamery, która przywodzi teraz na myśl platformówki 2.5D. Inna jest też ogólna koncepcja – oryginał stawiał bardziej na survival, kontynuacja kładzie z kolei większy nacisk na elementy przygodowe i warstwę fabularną, takie przynajmniej mam wrażenie. Nie zmienił się natomiast – i chwała za to Wodzowi – sugestywny styl graficzny gry. Nadal jest mroczny i ponury, ale też specyficznie przerysowany. Obrazu całości dopełnia przygnębiająca ścieżka dźwiękowa.

Praca dla Ministerstwa jest żmudna i pokazuje cienie dystopii.

Chociaż świetny, Beholder 2 nie ustrzegł się kilku wad. Doskwierało mi zwłaszcza tempo zabawy, które przez wykonywanie żmudnej pracy dla Ministerstwa niekiedy drastycznie zwalniało. Do szału doprowadzała mnie też konieczność ciągłego biegania w tę i z powrotem. Nawet szybka podróż na niewiele się zdaje, ponieważ aktywuje się dopiero po przejściu przez bramki, a do budynku Ministerstwa trzeba jeszcze dojść lub z niego wyjść. Nie byłem też zadowolony ze sterowania na padzie, dlatego koniec końców korzystałem wyłącznie z klawiatury i myszy.

ŚCIANY MAJĄ USZY

Jak już wspomniałem we wstępie, Beholder 2 bazuje na mechanikach znanych z poprzedniej części i w twórczy sposób je rozwija. Tutaj też, przy okazji wykonywania żmudnej pracy w Ministerstwie, rozmawiamy z napotkanymi postaciami niezależnymi, szperamy w ich rzeczach czy wykonujemy zróżnicowane zadania poboczne. Zawsze jednak należy mieć się na baczności, ponieważ publiczne egzekucje w Raju to chleb powszedni.

Propaganda rzuca się w oczy na każdym kroku.

W nowym Beholderze trudne wybory odgrywają tak samo ważna rolę, jak w przypadku poprzednika. Niejednokrotnie można udzielić komuś pomocy, odmówić jej lub… zadenuncjować delikwenta władzom. Nawet jeżeli mamy jak najlepsze i jak najszczersze chęci, nie zawsze zdecydujemy się na pomoc, ponieważ nie przyniesie nam ona żadnego zysku, a rachunki płacić trzeba, inaczej można zostać uznanym za obiboka, a nawet wywrotowca. Nie raz i nie dwa zdarzyło mi się stłumić ludzkie odruchy, gdy do głosu doszła wola przetrwania za wszelką cenę.

Publiczne egzekucje to przerażająca codzienność.

Informacje zdobywamy na różne sposoby. Możemy m.in. śledzić seriale telewizyjne, a następnie rozmawiać o nich z  naszymi kolegami i koleżankami z pracy, przez co zdobywamy ich zaufanie. Nic nie stoi też na przeszkodzie, aby podszkolić się w otwieraniu zamków w szufladach biurek i łamaniu zabezpieczeń terminali, które kryją cenne wskazówki. Wszystko kosztuje czas, dlatego musimy nim rozsądnie rozporządzać i planować nasze działania z wyprzedzeniem.

WIELKI BRAT PATRZY

Beholder 2 to wymarzona kontynuacja świetnego tytułu. „Dwójka” wykorzystuje mechaniki znane z oryginału, ale znacznie je przy tym rozwija. Jeżeli graliście w poprzednią część gry, z miejsca poczujecie się, jak w domu, ale wrażenia płynące z rozgrywki będą dalekie od uczucia déjà vu, które towarzyszy tak wielu kontynuacjom. Gdybym miał się do czegoś przyczepić, to być może do tempa zabawy, które niekiedy wyraźnie zwalnia, co też miewa swój urok, zwłaszcza w sytuacjach, kiedy zmuszeni jesteśmy do żmudnej i powtarzalnej pracy dla Ministerstwa. Jeżeli, tak jak ja, kochacie książki, filmy i seriale o dystopiach, nie możecie nie zagrać w Beholdera 2. Ja tymczasem wracam do Ministerstwa, aby przekonać się, co mogłem zrobić inaczej.

Grę do testów dostarczyła firma GOG.com, za co serdecznie dziękujemy!

Werdykt

  • Ocena końcowa
    8
Podsumowanie

Beholder 2 to godna kontynuacja oryginału. Tytuł w twórczy sposób rozwija pomysły z pierwszej części i oferuje nowe spojrzenie na orwellowską dystopię.

80%
80
Dobra
Dawid Sych

Od dziecka zapalony pecetowiec, a od niedawna konsolowy neofita. Kocha rozbudowane gry role-playing z masą statystyk i dziesiątkami okienek, najlepiej izometryczne i w klimacie science-fiction lub post-apo. Alergicznie reaguje na wszelkiej maści sandboksy oraz gry sportowe. Wielbiciel literatury klasycznej i amator dobrych seriali.

Zostaw komentarz