Tu miała być recenzja Kingdom Come: Deliverance, ale nie dałem rady

0

Wpis powstał na podstawie wersji 1.01.

  NASTĘPNA 

Ten tekst traktować można bardziej jako pierwsze wrażenia, a nie pełnoprawną recenzję, ponieważ nie byłem w stanie dotrzeć do finału. Nie dlatego, że miałem zbyt mało czasu, a terminy gonią, ale głównie z tego względu, że według mnie na tę chwilę w Kingdom Come: Deliverance nie da się grać z kilku powodów, o których napiszę za chwilę. Gdybym jednak po kilkugodzinnej zabawie miał wystawić ocenę ostateczną, wyglądałaby ona następująco: 60/100. Nie zrobię tego jednak, ponieważ jeszcze długa droga przede mną, a w tym czasie produkcja czeskiego studia może jeszcze będzie w stanie mnie czymś zaskoczyć – w pozytywny lub negatywny sposób.

MASA ŚWIETNYCH POMYSŁÓW

Na Kingdom Come czekałem z ogromnymi wypiekami na twarzy, śledziłem wszystkie informacje, które dotyczyły tego tytułu. Zdawałem sobie sprawę, że gra będzie daleka od ideału, ponieważ od początku było widać, iż zbyt mały producent próbuje złapać zbyt wiele srok za ogon. Efekt końcowy okazał się niestety znacznie gorszy niż zakładałem, a teraz zamiast czerpać przyjemność z eksplorowania świata i imprezowania z księdzem, siedzę przed komputerem jak zgorzkniały staruch i wylewam swój jad do Internetu… Kilka miesięcy temu miałem podobny problem z Eleksem (recenzja), tyle, że w przypadku „dzieła” Piranha Bytes dałem radę dotrzeć do końca opowieści, po drodze starając się nie zważać na błędy i niedoróbki. Deliverance raczej nie dam takiej szansy, gra jest zbyt odrzucająca.

Gdyby gra składała się wyłącznie z cutscenek, wtedy byłaby idealna
Gdyby gra składała się wyłącznie z cutscenek, wtedy byłaby idealna

Warhorse Studios postanowiło zrezygnować w swojej produkcji z jakiejkolwiek magii, na rzecz realistycznie przedstawionego Średniowiecza. Trzeba przyznać, że był to rewelacyjny pomysł, niosący ze sobą nowe możliwości, co zresztą twórcom udało się pod wieloma względami idealnie wykorzystać. Zamiast napierdzielania się kulami ognia, producent postawił na wręcz survivalowy charakter rozgrywki, zmuszający głównego bohatera do regularnego jedzenia, odpoczywania i robienia innych czynności, o których w zwyczajnych RPG-ach nawet nie pamiętamy. Szkoda tylko, że twórcom brakowało konsekwencji w tworzeniu tego realizmu, przez co gra miewa rozdwojenie jaźni – z jednej strony możemy otruć się od zepsutego żarcia, ale z drugiej za pomocą gwizdnięcia przyzywamy konia, którego zostawiliśmy wcześniej jakieś pięć tysięcy kilometrów dalej. Najnowsza Zelda pokazała, że takie rozwiązanie jest możliwe do wykonania.

WARTOŚCI EDUKACYJNE

W trakcie gry musimy również uważać na wszelkie kontuzje, ponieważ te albo nas spowalniają, albo mogą doprowadzić do powolnej śmierci. Dlatego lepiej nie skakać z wysokich murków, ponieważ potem potrzebujemy sporo czasu, żeby wyleczyć stopy. Takie podejście do zabawy bywa niezwykle satysfakcjonujące i jest sporą odskocznią od innych RPG-ów, polegających na bezmyślnej młócce z przeciwnikami. A skoro jesteśmy już przy walce, to ta w Deliverance również jest wyjątkowa – zdecydowanie największy plus gry. System pojedynków przypomina trochę ten z Chivalry: Medieval Warfare, dlatego nie ma mowy o niczym oryginalnym. Twórcy gry rozwinęli go jednak na tyle, na ile mogli, dzięki czemu każda, nawet najmniejsza walka bywa ekscytująca. Momentami odnosiłem wrażenie jakbym rywalizował z Kolosami z Shadow of the Collosus (recenzja), tyle, że tutaj miałem znacznie mniejsze szanse na wygraną. Przynajmniej w początkowych godzinach przygody.

Grze można wiele zarzucić, ale na pewno nie to, że jest brzydka
Grze można wiele zarzucić, ale na pewno nie to, że jest brzydka

Żałuję, że tak szybko odbiłem się od gry, ponieważ jestem ciekaw, jak Warhorse Studios poprowadzi wszystkie wątki fabularne. Historia i scenariusz to kolejny mocny punkt gry, który doceniamy zwłaszcza podczas świetnie zrealizowanych przerywników filmowych. Twórcy zadbali o jak najwierniejsze przedstawienie faktów historycznych, zachowań poszczególnych osób, czy nawet odzwierciedlenia relacji pomiędzy szlachcicami, a wieśniakami. Wsiąknięciu w klimat pomaga także rewelacyjna encyklopedia, wyjaśniająca ogromną ilość pojęć, od ustrojów politycznych, poprzez konkretne postacie, a na działaniu wychodków kończąc.

  NASTĘPNA 

 

1 2
Łukasz Morawski

Prawdopodobnie urodził się z padem w ręku i kawałkiem pizzy w ustach. Miłośnik wszystkiego co jest związane z kulturą popularną i nowymi technologiami. Gra w gry, ogląda filmy, czyta książki i komiksy. Jedno jest pewne - nie ma czasu na nudę.

Zostaw komentarz