TEST: X-Bee Drone 1.0

1

Czym kiedyś były samochody na radio, tym dziś są zdalnie sterowane śmigłowce i quadrocoptery. I choć latająca zabawka wymaga znacznie więcej wprawy i odpowiedzialności, daje też więcej frajdy. Sprawdźmy, czy Overmax da radę nam ją dostarczyć.

X-Bee Drone 1.0 to prawdziwe maleństwo – przekątna tego quadrocoptera to zaledwie 10 centymetrów. Pomijając brak kamery, urządzenie nie odbiega jednak budową od swoich większych, amatorskich odpowiedników – tak jak one wyposażone jest w sześcioosiowy żyroskop, cztery śmigła okolone pałąkami pełniącymi funkcję zderzaków, odłączaną baterię pod podwoziem i ledowe oświetlenie.

Kolorowa obudowa z charakterystycznym przodem może się podobać
Kolorowa obudowa z charakterystycznym przodem może się podobać

W zestawie otrzymujemy jeszcze ładowarkę, a tak naprawdę po prostu przewód USB z końcówką umożliwiającą podłączenie baterii, zestaw dodatkowych śmigiełek na wypadek konieczności wymiany, mini-śrubokręt do otwierania pilota zdalnego sterowania i operowania przy dronie oraz, co oczywiste, rzeczonego pilota.

W zestawie otrzymujemy dodatkowe śmigła i mini-śrubokręt. Niestety, nie ma pełnowartościowej ładowarki
W zestawie otrzymujemy dodatkowe śmigła i mini-śrubokręt. Niestety, nie ma pełnowartościowej ładowarki

Wykonanie tego malucha jest poprawne – za około 90 złotych (niekiedy mniej, jeśli trafimy na promocję) trudno spodziewać cudów. Zabawka, jak na swoje rozmiary, wygląda jednak w miarę solidnie i w przeciwieństwie do niektórych większych – i starszych – modeli Overmaxa nie sprawia wrażenia wykonanej niechlujnie.

Mały, ale cieszy oko

Innymi słowy: obudowa X-Bee Drone 1.0 jest przyzwoicie spasowana, bateria pewnie leży w przeznaczonej dla niej gondolce, pilot wykonano z całkiem przyjemnego w dotyku tworzywa. Widać, że z roku na rok Overmax wypuszcza coraz bardziej dopracowane produkty, co cieszy.

Pilot z zestawu jest wykonany lepiej, niż w niektórych zestawach konkurencji. To duży plus
Pilot z zestawu jest wykonany lepiej, niż w niektórych zestawach konkurencji. To duży plus

Po podłączeniu baterii do gniazda w zabawce rozjarza się wielobarwne oświetlenie ledowe, wypełniające oczodoły stylizowanego na czaszkę przodu naszego mini-statku powietrznego i żyłkowate nóżki zakończone gumowymi stopkami.

Mały, ale wariat. X-Bee Drone 1.0 prezentuje się kolorowo i efektownie
Mały, ale wariat. Włączony i gotowy do startu X-Bee Drone 1.0 prezentuje się kolorowo i efektownie

Światła, oprócz tego, że cieszą, efektownie odbijają się od ścian i ułatwiają śledzenie drona w ciemniejszych pomieszczeniach, pomagają też w zorientowaniu się, gdzie jest przód, a gdzie tył naszej zabawki. Przede wszystkim jednak gotowy do lotu X-Bee Drone 1.0 prezentuje się zaskakująco dobrze i  zachęca do harców.

Miniaturowa bateria

Akumulator mocowany pod spodem zabawki wydaje się być śmiesznie mały, ale spełnia swoje zdanie. Według producenta X-Bee Drone 1.0 może latać do 6 minut. Naszym zdaniem przy oszczędnym operowaniu drążkami czas lotu można spokojnie wydłużyć o minutę-dwie. To może wydawać się mało, ale do relaksującej zabawy w przerwie w pracy i kilku lotów po mieszkaniu czy biurze w zupełności wystarczy.

Podłączenie baterii do gniazdka automatycznie aktywuje drona
Podłączenie baterii do gniazdka automatycznie aktywuje drona

Bateria o pojemności 150 mAh stanowi problem przede wszystkim na początku, kiedy jeszcze dobrze nie panujemy nad zabawką i nerwowo rzucamy nią to w górę, to w dół. Niestety, maszyna nie zawisa w powietrzu – zawsze się wznosi lub nieco opada, co wymusza wyrobienie sobie odpowiedniego wyczucia stale korygowanej liczby nadawanych silnikom obrotów. Dopóki nie posiądziemy tej sztuczki – oraz umiejętności spokojnego, pozbawionego nagłych ruchów manewrowania, trwające pół godziny ładowanie X-Bee Drone 1.0 po każdym, kilkuminutowym locie będzie trochę irytujące. Dla niecierpliwych z natury dzieci będzie to zaś… cóż, lekcja cierpliwości.

Banalna obsługa

Obsługa zabawki jest jednak, w gruncie rzeczy, banalna, dość łatwo się ją kalibruje – choć nie zawsze precyzyjnie – a wyczucie drążków przychodzi już po kilku lotach. Dron jest przy tym na tyle mały i lekki, że jego upadek czy zderzenie z czymkolwiek właściwie nie jest w stanie wywołać większych szkód.

Sterowanie wymaga wyczucia. Po oswojeniu dron odwdzięcza się żwawością i zwrotnością
Sterowanie wymaga wyczucia. Po oswojeniu dron odwdzięcza się żwawością i zwrotnością

Przy delikatnym operowaniu drążkami można spokojnie pozwolić sobie na całkiem precyzyjne loty po mieszkaniu, zawisanie nad głowami domowników czy drażnienie czworonoga światełkami poza zasięgiem jego łap. Pewnym problemem może być tylko rozmiar pilota zdalnego starowania – jest on na tyle mały, że dla osób z większymi dłońmi operowanie nim może być dość niewygodne.

Szkoda też, że producent nie zdecydował się na pełnowartościową ładowarkę. Prosty kabel zmusza nas do korzystania z własnej ładowarki USB lub podłączania się do komputera, co może być kłopotliwe. Mały plus: żółta wtyczka zmienia kolor na czerwony, gdy dron jest już naładowany. Dla części użytkowników irytujący może też być odgłos pracy małych śmigiełek, aż nadto kojarzący się z insektami.
Niestety, rozmiary tej „pszczółki” po prostu robią swoje.


Werdykt

  • Jakość wykonania
    7
  • Łatwość obsługi
    8
  • Stabilność w powietrzu
    8
  • Czas lotu
    7
  • Cena/jakość
    9
  • Ocena użytkowników (1 głosów)
    10
    Your Rating:
Podsumowanie

Porządna zabawka latająca, stabilniejsza od żyroskopowych helikopterów. Cztery śmigła zapewniają zrównoważony lot i zwrotność. Producent twierdzi, że dron poradzi sobie z lotami na dworze, naszym zdaniem jednak nie warto ryzykować. Gabaryty zdecydowanie predysponują X-Bee Drone 1.0 do lotów we wnętrzach, a maksymalny zasięg nadajnika - 40 metrów, często mniej - rozwiewa złudzenia co do możliwości w plenerze.

78%
78
Dobry

Pani w szkole mówiła, że jest zdolny i faktycznie jest - do wszystkiego. Kiedy trzeba, w 10 minut rozłoży dowolny problem do fundamentów i wytłumaczy tak, że każdy zrozumie. Radiowiec, fotograf, autor opowiadań, awanturnik. Przedkłada wódkę nad piwo i V8 nad elektryczne mikrofalówki na kołach. Rzadkie połączenie gadżeciarza-entuzjasty i testera-sceptyka.

Dyskusja1 komentarz

Zostaw komentarz