TEST: Overmax X-Bee Drone 4.1 Cam

0

Ile może kosztować tani dron, by nadawał się do latania i przynosił frajdę z pilotażu? W zalewie urządzeń niełatwo wybrać właściwe. Sprawdzamy, czy X-Bee Drone 4.1 od Overmaxa nadaje się dla początkującego.

Testowany model to jeden z największych quadrokopterów w ofercie Overmaxa i dość spore urządzenie w ogóle: jego rozmiary to 61 na 61 centymetrów (w obudowie). Za niewielkie jak na ceny tych urządzeń pieniądze możemy więc kupić dość spory sprzęt. Jego wartość sklepowa w dniach testów to blisko 600 złotych za najdroższy zestaw, na który składa się zamontowana pod spodem kamerka 2 Mpix, 12 dodatkowych śmigieł, śrubokręt, 2 zapasowe baterie, dwie dodatkowe ładowarki oraz karta SD 1GB wraz z czytnikiem USB. Brzmi nieźle.

W teorii, za rozsądne pieniądze, otrzymujemy dość sporo
W teorii, za rozsądne pieniądze, otrzymujemy dość sporo

Po wyjęciu z pudełka X-Bee Drone 4.1 budzi mieszane uczucia. Jakość zastosowanych do budowy materiałów pozostawia sporo do życzenia. Słowo „dron” jest tu nieco na wyrost – nie znajdziemy tu żadnych, zaawansowanych technologii, lokalizacji za pomocą GPS czy programowanych trybów lotu. Mamy do czynienia z prostym, czterośmigłowym, zdalnie sterowanym helikopterem wykonanym z plastiku i obudowanym w styropianową piankę.

Wykonanie X-Bee Drone 4.1 trudno uznać za zadowalające
Wykonanie X-Bee Drone 4.1 trudno uznać za zadowalające

Wrażenie tandety potęguje siermiężny kontroler, który jako żywo przypomina te dołączane do kiepskich, chińskich zabawek sprzed dwóch dekad. W niczym nie różni się od urządzeń dołączanych do tanich, żyroskopowych śmigłowców za kilkadziesiąt złotych.

Kontroler woła o pomstę do nieba. X-Bee Drone 5.1 otrzymał już, na szczęście, zacznie lepszy
Kontroler woła o pomstę do nieba. X-Bee Drone 5.1 otrzymał już, na szczęście, zacznie lepszy

Na wykonanie X-Bee Drone 4.1 można przymknąć oko: ostatecznie klient powinien sobie zdawać sprawę, że „prawdziwe” drony, np. z serii Phantom, zaczynają się od kwot kilkukrotnie wyższych.

Tani, ale… drogi?

Coś za coś zatem, choć jeśli wziąć pod uwagę, że bazowy model X-Bee Drone 4.1 (tak samo wykonany, ale bez kamerki i dodatków) kosztuje około 300 złotych, dopłacanie drugie tyle za resztę wydaje się już mało uzasadnione. Zestawu kilkunastu plastikowych śmigiełek, kamerki o rozdzielczości 2 Mpix, dodatkowych baterii i ładowarki, karty SD o małej pojemności oraz czytnika USB zebranych razem nijak nie da się wycenić na prawie 300 zł.

Mechanizm napędzający śmigła - duet metalowej i plastikowej zębatki - może okazać się mało trwały
Mechanizm napędzający śmigła – duet metalowej i plastikowej zębatki – może okazać się mało trwały

Ostatecznie najważniejsze jest jednak to, jak X-Bee Drone 4.1 poradzi sobie w powietrzu. Overmax obiecuje tutaj sporo: sześcioosiową, żyroskopową stabilizację, „możliwość wykonywania widowiskowych akrobacji” (cytat z materiałów producenta), do 30 minut lotu i szansę na spojrzenie na świat z góry, dzięki kamerce dostępnej w droższych zestawach. Trudno jednak powiedzieć o niej coś więcej poza tym, że… jest. Wzmianka na kartonie z quadrokopterem sugeruje, że jest to kamera HD i jest to prawda: matryca 2 Mpix rzeczywiście wystarcza do osiągnięcia stosownej rozdzielczości obrazu.

Kamerka przypomina te montowane w komórkach sprzed doby smartfonów
Kamerka przypomina te montowane w komórkach sprzed ery smartfonów

Tyle, że z tym, co powszechnie rozumiemy jako „HD” – a więc wysoką jakością – nie ma nic wspólnego. Obraz jest przesycony czerwieniami i karmazynami, nierzadko zamazany, rozedrgany. Obsługa kamerki jest niewygodna, zaś ona sama pozbawiona jest jakiejkolwiek stabilizacji optycznej i… porządnego mocowania, łatwo ją bowiem przekręcić o ok. 90 stopni ku górze. To, co nie zwraca uwagi przed rozpoczęciem lotów ujawniło się jako spora wada po pierwszym bardziej pechowym upadku: zamiast patrzeć na ziemię pod dronem, obiektyw wycelowany był w jego spód.

Walka w powietrzu

Z upadkami zaś – i to niefortunnymi – trzeba się liczyć przy każdym locie. X-Bee Drone 4.1 jest upiornie kłopotliwy w pilotażu! Nawet osoby mające doświadczenie w zdalnym kierowaniu latającymi zabawkami mogą przy produkcie Overmaxa po prostu polec. Sterowanie samo w sobie nie nastręcza trudności i jest identyczne jak w przypadku klasycznych, elektrycznych śmigłowców: za pomocą lewego drążka regulujemy obroty śmigieł, prawym wyznaczamy kierunek lotu. Problem w tym, że byle wiatr sprawia, że kompletnie tracimy kontrolę nad dronem. Kiedy nagły podmuch sprawia, że nasza zabawka odlatuje kilkanaście metrów poza naszą jakąkolwiek kontrolą, jedynym ratunkiem przed utratą drona lub stworzeniem zagrożenia jest gwałtowne lądowanie.

Gwałtowne przyziemienie ujawnia niewielką trwałość styropianowych "zderzaków"
Gwałtowne przyziemienie ujawnia niewielką trwałość styropianowych „zderzaków”

Obudowa X-Bee Drone 4.1 jest przy tym mało odporna na bardziej brutalne kontakty z podłożem. Przymusowe lądowanie na chodniku już przy drugiej sesji z lataniem kończy się uszkodzeniem styropianowego egzoszkieletu. Nie wpływa to negatywnie na możliwości drona, ale trudno, by wzbudziło zadowolenie u potencjalnego właściciela. Dodatkowe śmigła okazują się mało potrzebne, być może jednak producent dołącza je z myślą o tym, że styropianowej obudowy kiedyś zabraknie?

Nieprzemyślana budowa

Oceny nie poprawia też specyficzna budowa quadrocoptera z umieszczaniem wymiennych baterii pod podwoziem w dość luźnym, plastikowym koszyku. To, co pozornie wygląda na proste i wygodne rozwiązanie, w praktyce szybko irytuje.

Gondoli baterii zdecydowanie brakuje dodatkowego zabezpieczenia
Gondoli baterii zdecydowanie brakuje dodatkowego zabezpieczenia

Po jednym czy drugim twardym lądowaniu okazuje się, że „gondola” średnio spełnia swoją rolę, a akumulator po ponownym wzniesieniu się w powietrze smętnie dynda na przewodzie. O ile w ogóle znów polecimy, bo bywa i tak, że kabel od baterii po prostu wyczepia się z gniazdka…

Przewody relatywnie łatwo od siebie oddzielić podczas uderzenia czy zahaczenia o gałąź
Przewody relatywnie łatwo od siebie oddzielić podczas uderzenia czy zahaczenia o gałąź

Co rozczarowujące, producent nie pomyślał o tym, by baterie wyposażyć w końcówki USB, co pozwalałoby na ich ładowanie z powerbanka lub z ładowarki samochodowej. Niestety, po wyczerpaniu akumulatorów zdani jesteśmy tylko na ładowarki z zestawu i domowe gniazdko lub – jeśli ktoś posiada – samochodowe przetwornice 220 V. Przy dłuższym pobycie w plenerze z dala od dostępu do klasycznych gniazdek praktycznie nie ma mowy o tym, by ponowić zabawę, a szkoda. Ważna rzecz: ładowanie jednej baterii trwa około godziny, co pozwala docenić dodatkową ładowarkę…

Producent nie przewidział możliwości podłączenia więcej niż jednego akumulatora
Producent nie przewidział możliwości podłączenia więcej niż jednego akumulatora

Producent deklaruje, że na dołączonych do zestawu akumulatorach dron może latać 30 minut. Należy jednak pamiętać, że baterie należy w międzyczasie wymieniać, co oznacza, że tak naprawdę możemy latać trzy razy po 10 minut. Nie ma możliwości, by podłączyć więcej, niż jeden akumulator na raz, a szkoda, tym bardziej że X-Bee Drone 4.1 bez problemu udźwignąłby ich ciężar. Bez baterii dron waży zaledwie ok. 270 gramów – tyle, co duży grejpfrut. Akumulator zwiększa jego ciężar o ok. 60 gramów. Mocne silniki X-Bee Drone 4.1 spokojnie poradziłyby sobie ze zwiększoną masą. X-Bee Drone 4.1 ma, według producenta, zasięg do 200 metrów – nie można tego w praktyce ocenić, bo trudno odlecieć aż tak daleko, zachowując poczucie elementarnej kontroli nad sytuacją. Trzeba jednak oddać sprawiedliwość, że w czasie testów dron ani razu nie stracił sygnału.

Frustrująca zabawka

Po kilkunastu podejściach już wiemy: latanie X-Bee Drone 4.1 to zabawa dla upartych i… odważnych. Upartych, ponieważ przy małej masie nawet drobny wiatr skutecznie przekreśla szanse na wykonywanie lotów zgodnych z naszym planem. Odważnych, ponieważ jeśli nie liczyć kompletnie odludnych miejsc, zniesionego wiatrem drona łatwo stracić lub – jeszcze gorzej –  spowodować zagrożenie.

Przed zabraniem X-Bee Drone 4.1 w przestrzeń publiczną - nawet tam, gdzie jest dużo miejsca - trzeba się solidnie zastanowić
Przed zabraniem X-Bee Drone 4.1 w przestrzeń publiczną – nawet tam, gdzie jest dużo miejsca – trzeba się solidnie zastanowić

Jego niewielka masa wprawdzie nie wyrządzi wielkich szkód przy upadku, ale wirujące z dużą prędkością śmigła mogą przypadkiem zranić, a spadający obiekt spowodować zbyt nagłą reakcję np. u kierowcy. Potencjalni klienci powinni mieć świadomość, że za 600 złotych nie kupią urządzenia, które choć zbliży się do dronów pozwalających na bezstresowe fotografowanie czy filmowanie z powietrza. Czas latania na pojedynczym akumulatorze – ok. 10 minut – byłby satysfakcjonujący, gdyby pilotaż nie sprawiał problemów. Kiedy jednak jest nader kłopotliwy, 10 minut to bardzo mało. W najtańszej wersji – z jedną baterią – dron będzie zatem rozczarowaniem.


Werdykt

  • Jakość wykonania
    3
  • Łatwość obsługi
    7
  • Stabilność w powietrzu
    2
  • Kamerka
    2
  • Czas lotu
    4
  • Dodatki
    7
  • Cena/jakość
    3
  • Ocena użytkowników (0 głosów)
    0
    Your Rating:
Podsumowanie

Przy cenie X-Bee Drone 4.1 w najdroższej wersji, z kamerą i dodatkami, zastanowilibyśmy się głęboko, czy warto wydawać takie pieniądze. Do postawienia pierwszych kroków i latania w mieszkaniu wystarczy kilkukrotnie tańszy (i poręczniejszy, mniejszy) helikopter. Loty w plenerze z kolei są bardzo trudne, praktycznie za każdym razem oznaczają nierówną walkę o utrzymanie się w powietrzu i spore ryzyko. Kamerka to dodatek raczej symboliczny.

40%
40
Słaby

Pani w szkole mówiła, że jest zdolny i faktycznie jest - do wszystkiego. Kiedy trzeba, w 10 minut rozłoży dowolny problem do fundamentów i wytłumaczy tak, że każdy zrozumie. Radiowiec, fotograf, autor opowiadań, awanturnik. Przedkłada wódkę nad piwo i V8 nad elektryczne mikrofalówki na kołach. Rzadkie połączenie gadżeciarza-entuzjasty i testera-sceptyka.

Zostaw komentarz