Test: Headset Razer Kraken Tournament Edition

0

Dźwięk na najwyższym poziomie.

Bodajże od dwóch lat podczas grania na kompie i konsoli korzystam regularnie ze słuchawek Razera. Uważam, że to naprawdę solidne urządzenia, aczkolwiek nie są pozbawione wad. Model Man O’War (dowiedz się więcej) jest według mnie trochę zbyt kobylasty oraz nie za dobrze radzi sobie z odtwarzaniem muzyki, natomiast w Electra V2 (sprawdź test) irytuje mnie odczepiany mikrofon, który wiecznie gdzieś mi ginie, a także brak w zestawie adaptera odpowiedzialnego za dźwięk 7.1 na pecetach. Tym razem w moje łapska wpadło najnowsze wydanie popularnych Krakenów, dostosowane do wymagań profesjonalnych zawodników e-sportowych. Pro gamerem nie jestem, ale za to lubię wygodę urządzenia i jak basy rozpirzają mi bębenki w uszach. Tournament Edition zadbało o oba te elementy.

Żeby jednak nie było, że będę się zbyt mocno jarał nowym headsetem, wspomnę na początek o jego wadach. Chociaż w sumie ciężko nazwać je wadami, ponieważ rzeczy, jakie nie podobają mi się w Kraken TE zależą wyłącznie od moich upodobań. Po pierwsze, nie jestem przekonany do oczoje***** zielonego koloru obudowy, ale rozumiem, że taki był główny zamysł. Wszakże producentowi podczas wielkiego turnieju zależy na tym, żeby ich sprzęt od razu rzucał się w oczy widowni. Druga sprawa to pałąk – ten jest naprawdę wygodny (o wiele bardziej niż w Man O’War), ale i tak daleko mu do tego wykorzystanego w Electra V2. Gdyby ściągnięto rozwiązanie z wcześniejszego modelu (metalowa konstrukcja z dostosowującą się do głowy gąbką, przesuwającą na „szynach”), to pewnie nie zdejmowałbym słuchawek z głowy nawet podczas prysznicu. No dobra, wyprztykałem się już z elementów moim zdaniem nietrafionych, dlatego przejdźmy do konkretów.

POZNAJCIE THX SPATIAL AUDIO

Od razu zapewniam was, że najnowsze urządzenie Razera doskonale radzi sobie zarówno podczas grania, jak i odtwarzania filmów czy słuchania muzyki. W każdym z tych przypadków dźwięk jest niezwykle czysty, pozbawiony zbędnych szumów i nie skacze jak oszalały pomiędzy tonami. Krakena TE podłączamy do innych sprzętów za pomocą złącza audio jack 3,5 mm, co oznacza, że możemy z niego korzystać zarówno na komputerach osobistych, wszystkich wiodących konsolach (PlayStation 4, Xbox One, Nintendo Switch), a także smartfonach i tabletach. Jeśli natomiast chodzi o pecety, to w tym przypadku ponownie możemy cieszyć się najwyższą jakością dźwięku. Wszystko za sprawą specjalnego kontrolera USB wyposażonego w kilka naprawdę interesujących funkcji.

To niepozornie wyglądające urządzonko początkowo sprawia wrażenie zwykłego pilota odpowiadającego za kontrolowanie poziomu głośności oraz włączanie i wyłączanie mikrofonu. Gdy jednak przyjrzymy mu się trochę uważniej, szybko dostrzeżemy dwa dodatkowe suwaki oraz jeden przycisk oznaczony mianem THX Spatial Audio. To właśnie dzięki tej funkcji otrzymamy w grach prawdziwą głębię i zwiększymy poziom immersji, zatapiając się całkowicie w świat wirtualnej rozrywki. Trochę górnolotne słowa, ale faktycznie czułem się jak bohater gry – testowałem na Call of Duty: WWII, PlayerUnknown’s Battlegrounds, Resident Evil VII i kilku innych tytułach. Jeszcze chyba nigdy nie słyszałem tak precyzyjnie odwzorowanego dźwięku przestrzennego, oferującego pozycyjne 360 stopni. Dzieje się dużo, oj bardzo dużo. A jeśli stwierdzicie, że gra przesyła wam za dużo sygnałów, to zawsze można THX wyłączyć i cieszyć się standardowym poziomem dźwięku.

DLA MIŁOŚNIKÓW KONTROLI

To jednak nie koniec atrakcji przygotowanych przez Razera. Jak wspomniałem w poprzednim akapicie, na pilocie umieszczono jeszcze dwa suwaki. Pierwszym dostosowujemy poziom basów do poziomu, jaki najbardziej preferujemy. Przełącznik jest dosyć precyzyjny, dzięki czemu czujemy, że faktycznie mamy pełną kontrolę nad ustawianiem dźwięku do własnych potrzeb. To samo mogę powiedzieć o następnym (według mnie jeszcze ciekawszym) suwaku. Z jego pomocą ustalamy, czy w słuchawkach chcemy słyszeć bardziej dźwięki pochodzące bezpośrednio z gry czy raczej zależy nam mocniej na dobrej słyszalności kolegów z zespołu. Rewelacja! Od teraz już nie trzeba bawić się w opcjach poszczególnych gier, ponieważ wszystko możemy dostosować ręcznie w każdym momencie, bez konieczności pauzowania rozgrywki. Dodajcie do tego oprogramowanie pozwalające na jeszcze większą kontrolę nad sprzętem.

Headset Razer Kraken Tournament Edition zrobił na mnie ogromne wrażenie, dlatego z całego serca mogę wam polecić to urządzenie. Co ciekawe, sprzęt został wyceniony zaledwie na sto dolców, co wydaje mi się stosunkowo niską kwotą, jak za słuchawki oferujące tak wysoką jakość. Niby powstały z myślą o profesjonalnych graczach, ale tak naprawdę polubią je wszyscy, którzy cenią sobie porządne udźwiękowienie w grach wideo. Najwyższa pora żeby Man O’War i Electra V2 odeszły na zasłużoną emeryturę, ja już znalazłem swojego faworyta na najbliższe miesiące.

Sprzęt do testów dostarczyła firma Razer, za co serdecznie dziękuję!

Łukasz Morawski

Prawdopodobnie urodził się z padem w ręku i kawałkiem pizzy w ustach. Miłośnik wszystkiego co jest związane z kulturą popularną i nowymi technologiami. Gra w gry, ogląda filmy, czyta książki i komiksy. Jedno jest pewne - nie ma czasu na nudę.

Zostaw komentarz