Test: ASUS ROG G20AJ

0

Komputery dla graczy to specyficzne produkty, przy których projektanci mogą popuścić nieco wodze fantazji…

…i pozwolić jej trochę pognać wiedzionej instynktem. Pierwszy kontakt z komputerem budzi w pełni pozytywne wrażenia. Jak przystało na członka rodziny produktowej Republic of Gamers (ROG w nazwie) urządzenie ma dość nietypowy wygląd. asusrogBryła ROG G20AJ to całkowite zaprzeczenie standardowych rozwiązań wzorniczych. Maszyna wygląda jak dzieło architekta, przekwalifikowanego z projektowania niewykrywalnych myśliwców i posadzonego przed dechą kreślarską w biurze projektowym ASUS-a. Wymiary ograniczają się do 358 x 340 x 108 mm.

Producent twierdzi, że gdyby jego obudowę zamienić w butelkę i wypełnić ją płynem zmieściłoby się w niej tylko 12,5 l. Testowany w zeszłym tygodniu MSI B85 Nightblade mógłby pomieścić do 16 litrów. Różnica w liczbach nie jest tak wyraźna jak w ocenie organoleptycznej – ROG G20AJ sprawia wrażenie dużo mniejszego – prawdopodobnie przez strzelistość i wyjątkową smukłość obudowy.

DSC_0033DSC_0034

Całość składa się jakby z 3 części. Wykonanych ze sztywnego, czarnego plastiku boków i rozdzielającego je paska czerwonego tworzywa, w którym umieszczono dwa porty USB, gniazda audio i napęd optyczny typu slim. Całość ma naprawdę fantastyczny kształt i pełna jest ażurowych wcięć i łamanych, symetrycznych powierzchni.

DSC_0030

Konstrukcja mimo, że wykonana z wierzchu z tworzywa sztucznego, jest bardzo sztywna i solidna. Spasowaniu całości również niewiele można zarzucić – nic nie skrzypi, ani nie poddaje się chętnie naciskowi. Pewnym minusem jest nieprzystosowanie obudowy do pracy w pozycji poziomej.

DSC_0035

Kompaktowe rozmiary wymusiły na projektantach większe skupienie na obmyśleniu układu chłodzenia. Boki obudowy nie mają żadnych otworów wentylacyjnych, więc w zasadzie cała wymiana powietrza odbywa się poprzez ażurowe wstawki i „śledzie” karty graficznej. Z punktu widzenia cyrkulacji kluczowym miejscem jest wierzch obudowy, którego pod żadnym pozorem nie polecamy przykrywać czymkolwiek. Pod jego powierzchnią znajdują się bowiem 2 wentylatory zapewniające chłodzenie wnętrza dość ciasnej obudowy.

Zmniejszenie rozmiarów urządzenia nie mogło się odbyć bez pewnych cięć – na szczęście niezbyt drastycznych. Tył obudowy został pozbawiony wyjścia VGA/DVI, portu PS/2, próżno szukać również SPDIF, czy eSATA. Znaleźć za to można na nim 4 porty USB2.0, 2 USB3.0, porty audio i RJ45, blokadę Kensington i wyjście HDMI ze zintegrowanej karty graficznej.

DSC_0043

Spostrzegawczy czytelnicy prawdopodobnie zauważyli już brak jednego elementu z tyłu obudowy. Celem zmniejszenia ogólnych rozmiarów i usprawnienia chłodzenia zasilacz został wyprowadzony poza jej obrys i dostarczony w postaci 2 kostek przypominających słusznych rozmiarów laptopowe ładowarki, połączonych na sztywno dwoma kawałkami plastiku. Oba mają po 2 kable, z których jeden trafić powinien do gniazdka elektrycznego, a drugi w odpowiednie miejsce z tyłu obudowy. Nie można oprzeć się wrażeniu, że oba zasilacze wzięte zostały z magazynu z ładowarkami do różnych modeli notebooków – mają nieco inne kształty, wymiary i długości przewodów. To jednak dość nieistotny szczegół, który wspominamy raczej w ramach ciekawostki.

DSC_0037ASUS Command

Oczywiście, jako sprzęt dla graczy, G20AJ musi sobie czasem poświecić. Diody RGB znajdują się za ażurowymi panelami frontu i z dołu, a ich kolor można dowolnie, indywidualnie wybierać korzystając z dostarczonej aplikacji ASUS Command. Dodatkowo można wybrać opcję „Breath lighning effect”, dzięki któremu zamiast świecić jednostajnie, LED-y będą rytmicznie przygasać, tworząc ciekawy, subtelny efekt.

Wnętrze

W porównaniu do testowanego niedawno MSI B85 Nightblade, ASUS został wyposażony nieco inaczej. Zamiast wydajnego Core i7 zastosowano nieznacznie wolniejszy, czterordzeniowy Core i5, choć ta różnica odczuwalna będzie tylko w pewnych zastosowaniach. W większości wypadków będzie to wybór całkiem optymalny, głównie ze względu na zauważalnie niższą cenę (różnica w momencie publikacji wynosi około 600 złotych na korzyść Core i5).

Braki w mocy obliczeniowej procesora ASUS ROG G20AJ rekompensuje wyposażeniem w napęd BD-Combo, pozwalający na odtwarzanie nośników Blu-ray oraz nagrywanie płyt w formatach DVD i CD. Na plus zaliczyć można też moduł Wi-Fi umożliwiający komunikację bezprzewodową w standardach 802.11a/g/n/ac oraz Bluetooth w wersji 4.0.

Procesor Intel Core Core i5-4460 @ 3,20 GHz
22 nm, 4 rdzenie (4 wątki), 84W TDP
Turbo do 3,4 GHz
GPU GeForce GTX 970 (referencyjny)
RAM 8 GB (1×8 GB Samsung M471B1G73DB0-YK0 SO-DIMM) @ 800 Mhz
HDD 1 TB (TOSHIBA DT01ACA100)
Napęd optyczny BD-Combo (Pasnasonic BD-CMB UJ172 S)
SSD 120 GB (KINGSTON RBU-SC100S37128GD)
Dźwięk Zintegrowany, NVIDIA HD Audio 7.1
Sieć Intel Ethernet Connection I218-V (LAN)
Realtek 8821AE Wireless LAN 802.11ac PCI-E NIC (Wi-Fi)
Bluetooth 4.0
Porty Przód:
2x USB 3.0
1x Mic-out
1x Wyjście słuchawkowe
Tył:
6x Audio
1x RJ45
2x USB2.0
2x USB3.0
1x HDMI
Karta grafiki:
3x DisplayPort
1x HDMI
1x DVI-I
2x Złącze zasilania

gpu-z cpu-z

Reszta konfiguracji jest całkiem optymalna. Za wyświetlanie grafiki odpowiada referencyjny model GeForce GTX 970 – jednej z najkorzystniejszych pod względem wydajności i poboru energii kart graficznych wyższego segmentu. Dane magazynowane są na 120 GB SSD produkcji Kingstona i 1 TB dysku talerzowym Toshiby – ten pierwszy świetnie sprawdza się do instalacji systemu operacyjnego i ważniejszych aplikacji, a drugi nada się do przechowywania większych ilości danych.

ssd hdd

Oba nośniki pamięci masowej sprawdzają się dobrze. Można oczywiście znaleźć wydajniejsze rozwiązania, ale dziś nie testujemy maszyny do bicia rekordów wydajności, tylko optymalną konfigurację dla średniowymagającego gracza. W tym kontekście nie ma się absolutnie do czego przyczepić.

Wydajność

3dm-firestrike 3dm-skydiver

Zgodnie z oczekiwaniami, wydajność wypada bardzo dobrze. Wyniki w 3D Marku są nieco gorsze niż w przypadku B85 Nightblade, konkretniej o około 10% – prawdopodobnie z powodu zastosowania mniej wydajnego procesora. Wciąż jednak ilość osiągniętych punktów jest więcej niż zadowalająca – sugerując się tym wynikiem można spodziewać się, że konfiguracja powinna wystarczyć do spokojnego grania na parę lat.

heaven valley

W Unigine Heaven i Valley ROG G20AJ otrzymał noty zbliżone do tych, jakie dostał B85 Nightblade od MSI i dokładnie takie, jakie powinien dostawać komputer stworzony z myślą o grze w najnowsze produkcje.

Rozgrywka w Wiedźmina w 1920×1200 była możliwa z detalami ustawionymi na poziomie Ultra. Można było zauważyć pewne spadki płynności, ale obcinając parę detali tu i ówdzie (korzystając na przykład z podpowiedzi aplikacji GeForce Experience) można ubijać potwory z pełną płynnością o której właściciele konsol mogą tylko pomarzyć. Zresztą zerknijcie na nagrane wideo.

hwmon

Ciasna obudowa ROG G20AJ mogłaby mieć przełożenie na panujący w jej wnętrzu klimat przy dłuższym obciążeniu jej podzespołów. Na szczęście – nie ma. Nawet długotrwałe obciążenie FurMarkiem na spółkę z wyszukiwaniem liczb pierwszych z wPrime nie potrafiło nagrzać komputera poza rozsądne ramy. 84 stopnie karty graficznej to dość dużo, ale do granic bezpieczeństwa wciąż jeszcze daleko. Procesor natomiast nagrzał się do maksymalnie 66 stopni Celsjusza – również w normie.

Skutkiem ubocznym relatywnie niewysokich temperatur mógłby być naturalnie dobiegający z wnętrza obudowy hałas. Ale tak nie jest. Nawet długa rozgrywka w wymagające gry z koparką BitCoinów w tle nie nie zmuszą chłodzenia do wydania z siebie dźwięków na tyle głośnych, żeby można je było uznać za irytujące. Wentylatory kręcą się cicho, a całość kultury pracy ocenić trzeba nawet wyżej niż testowanego niedawno B85 Nightblade. W dużej mierze jest to pewnie zasługa wyeliminowania wentylatora w zasilaczu – z początku takie rozwiązanie mogło dziwić, ale teraz rozumiemy bardzo dobrze jego sens.

Werdykt

Szukając jednego słowa do scharakteryzowania ASUS ROG G20AJ można stanąć w rozkroku pomiędzy urzekającym, a wybornym. Pod względem konfiguracji nie można mu w zasadzie niczego zarzucić. Wiadomo – zawsze znaleźć się może wydajniejsze rozwiązania, ale nie oszukujmy się, tutaj tak naprawdę „sky is the limit” i prawie zawsze znajdzie się rozwiązanie które wygeneruje więcej FPS-ów, pochłaniając przy okazji nieproporcjonalnie więcej energii elektrycznej i skuteczniej drenując konto bankowe.

DSC_0031

Nie można też odmówić ROG G20AJ wyglądu. Projektanci odwalili kawał dobrej roboty, dzięki czemu komputer może świetnie wyglądać gdzieś w okolicach telewizora na jakimś reprezentacyjnym miejscu – do tego wydaje się wprost stworzony. Wydzielenie zasilaczy poza obudowę sprawdziło się tutaj w stu procentach – te nie musza być chłodzone dodatkowym wentylatorem, więc komputer może działać dzięki temu nieco ciszej. Choć zaglądając w obudowę można dojść do wniosku, że tak ciasno upakowane, wydajne przecież, komponenty muszą nieprzyjemnie hałasować – w rzeczywistości jest zupełnie odwrotnie. Układ chłodzenia jest przy tym wystarczająco wydajny, by nie martwić się szczególnie o żywotność podzespołów.

Jak to zwykle bywa wszystko rozbija się o kwestię ceny – ta niska nie jest, bo za testowaną konfigurację zapłacić trzeba około 5300 złotych. Narzut za design jest więc widoczny, choć nie szalenie uciążliwy. Tym bardziej, że o ile w przypadku testowanego niedawno MSI B85 Nightblade jego forma nie odstawała za bardzo od obudów mATX, które można kupić w dowolnym sklepie, tak pudła w kształcie G20AJ nie znajdziecie nigdzie indziej – i to dla niektórych może być całkiem dobry argument, by rozważyć jego zakup.

  • Jakość wykonania
    9
  • Projekt
    10
  • Wydajność
    8
  • Kultura pracy
    9.5
  • Cena/Jakość
    7.5
Podsumowanie

Wygląda jak myśliwiec stealth, który przeleciał przez mały skład świątecznych dekoracji. Ładny, niewielki, cichy, wydajny - ma dokładnie wszystko, co powinien mieć tego typu sprzęt.

88%
88
Tak i poproszę dokładkę

Człowiek orkiestra, były redaktor PurePC, GoGamers, Linux+, okazjonalny współpracownik serwisów PCLab i Softonet.pl. Leń-perfekcjonista, koneser dobrego piwa i domowej przekąski. Po godzinach - Leniwiec we Wrocławskim ZOO.

Zostaw komentarz