Ten rok jest słaby. Najgorszy okres w historii 8. generacji konsol

0

POPRZEDNIA         NASTĘPNA 

CZY JEST ZA CO GANIĆ?

Zdecydowanie jest za co. Do tej pory na rynku pojawiło się już kilka produkcji, które miały zwojować tę branżę, a ostatecznie okazały się być prawdziwymi zawodami. Kurde, od czego by tu zacząć?

Może od Kingdom Come: Deliverance. Oczywiście, można było mieć wątpliwości co do tego debiutu Warhorse Studios, jednak przy tej produkcji nie pracowały żadne żółtodzioby, tylko ludzie, którzy maczali swoje palce przy takich seriach jak Mafia czy ArmA. Ostatecznie okazało się jednak, że obawy okazały się być słuszne, bo w grze pojawiła się chora wręcz ilość bugów i glitchy, która skutecznie potrafiła od Kingdom Come odstraszyć. Łukasz nie był w stanie z tego powodu napisać pełnoprawnej recenzji.

Na pewno trzeba też napomknąć o Vampyrze, który przez Łukasza określony został mianem rozczarowania. Dontnod naobiecywało naprawdę sporo w kontekście tej produkcji. To miał być  solidny kandydat na grę roku! Jak wyszło? No, średnio. Fabuła okazała się być niezła, ale cóż z tego, skoro sama rozgrywka przepełniona była totalnie nietrafionym rozwiązaniami? Okazało się też ostatecznie, że mimo zapowiedzi, decyzje gracza nie mają większego wpływu na opowiadaną historię.

To chyba, na ten moment, największe rozczarowanie tego roku.

Nie wypada nie wspomnieć też o Detroit: Become Human (recenzja). Kolejna produkcja Davida Cage’a, która pozwalała odbiorcy samodzielnie kształtować cały scenariusz. Cóż jednak z tego, skoro historia okazała się być w najlepszym wypadku średnia, a z częścią postaci próżno było się identyfikować. Tytuł ten najlepiej określić mianem „następnej gry Quantic Dream”.

Ubisoft też zaznaczył swój udział w sezonie ogórkowym. Na pierwszy ogień poszedł Far Cry 5, który w swoim tekście nazwałem najlepszym przedstawicielem serii, ale jednak w ogólnym rozrachunku produkcją mało rewolucyjną. Mówiąc krótko – zawód. No i niedawno na rynku zawitało The Crew 2 (recenzja), które poszło w ilość (pojazdów), ale na pewno nie w jakość (proponowanych aktywności i mechanik).

Survival od Konami okazał się być niezły, ale nie wystarczająco godny, aby nosić w swoim tytule słowa „Metal Gear”,

Na dopełnienie mamy jeszcze Agony, które zmarnowało swój potencjał (Łukasz swego czasu użył mniej delikatnych słów) i okazało się być zwyczajnym crapem oraz Metal Gear Survive (recenzja), za sprawą którego Konami nawet nie zbliżyło się do legendy gier, współtworzonych wcześniej wraz z Hideo Kojimą. Wychodzi więc, że przez siedem miesięcy znacznie więcej było zawodu, niż pełnej satysfakcji.

POPRZEDNIA         NASTĘPNA 


1 2 3

Gracz od 12 roku życia. Częściej z padem, rzadziej z myszką. Bliżej mu do niebieskiego, niż do zielonego. Zakochany w pudełkowych wersjach gier. Kolekcjoner steelbooków. W wolnych chwilach - kinoman.

Zostaw komentarz