Symulator patologicznej rodziny. Recenzujemy Yakuza 0

0

Cudowne lata osiemdziesiąte.

Azjatycka branża gier wideo z perspektywy typowego Europejczyka może wydawać się dziwna i niezrozumiała. Na terenie Japonii od wielu lat co roku wydawanych jest masę najróżniejszych tytułów, które w wielu przypadkach nie wychodzą poza swój kraj. Niektóre z nich docierają na Zachód, lecz nie cieszą się zbytnią popularnością. Wynika to z różnic kulturowych, innej obyczajowości czy przyzwyczajeń do odmiennych standardów w grach. Idealnym przykładem niedocenionej u nas produkcji może być właśnie seria Yakuza. Cykl zadebiutował w 2005 roku na konsoli PlayStation 2, nie zyskując jednak należytej popularności wśród mieszkańców Starego Kontynentu i Stanów Zjednoczonych. Najnowsza odsłona (pierwotnie wydana w Kraju Kwitnącej Wiśni na początku 2015 roku) w końcu ma szansę na odrobienie straconych lat i zwróceniu uwagi graczy na coś nowego, z czym do tej pory nie mieli do czynienia.

W Internecie krąży popularne stwierdzenie, że „Yakuza to japońskie Grand Theft Auto”, które moim zdaniem jest niezwykle krzywdzące dla produkcji SEGI.  Dzieło Japończyków to kompletnie inny tytuł, różniacy się od dzieła Rockstar Games praktycznie pod każdym względem. Dlatego w dalszej części tekstu nie zamierzam porównywać Yakuzy 0 do GTA, ani żadnego innego sandboksa traktującego o mafijnych porachunkach. Recenzowany przeze mnie tytuł to mariaż chodzonych bijatyk (każda z postaci operuje kilkoma stylami walki), interaktywnych filmów, gier ekonomicznych i klasycznych opowieści gangsterskich. Ciężko jednoznacznie ustalić gatunek Yakuzy 0, ponieważ wraz z postępami twórcy udostępniają nowe zawartości, wymuszające na użytkowniku nowego podejścia do rozgrywki. Nie zmienia to faktu, że podczas gry najczęściej pierzemy zbirów po pyskach, łazimy po mieście w poszukiwaniu aktywności oraz oglądamy niesamowicie długie przerywniki filmowe (niektóre potrafią trwać ponad trzydzieści minut).

DO TANGA TRZEBA DWOJGA

Yakuza 0 to prequel pierwszej części, dlatego może być idealnym startem dla wszystkich osób, nie mających dotychczas styczności z serią. W grze śledzimy losy Kiryu Kazumy i Goro Majimy (weterani cyklu doskonale znają tę dwójkę), których losy przenoszą nas odpowiednio do dzielnic Tokio oraz Osaki. Pierwszy  z bohaterów jest młodym chłopakiem, dopiero zaczynającym swoją karierę w działalności przestępczej. Poznajemy go w dosyć nieprzyjemnych okoliczności, gdy w brutalny sposób pobiera pieniądze od jednego z „klientów”. Następnie okazuje się, że poturbowany przez Kiryu mężczyzna został zamordowany, co od razu rzuca podejrzenia na protagonistę. W międzyczasie wychodzi na jaw, że do zabójstwa doszło w pewnym strategicznym miejscu, interesującym kilka mafijnych rodzin. W taki oto sposób niedoświadczony gangster wpada w sam środek poważnej intrygi, zmuszającej go do wielu wyrzeczeń i podejmowania ciężkich decyzji.

Pieniądze w Yakuza 0 odgrywają bardzo dużą rolę - kupujemy za nie wymagane przedmioty, inwestujemy w posiadane przedsiębiorstwa, ale także rozbudowujemy umiejętności głównego bohatera.
Pieniądze w Yakuza 0 odgrywają bardzo dużą rolę – kupujemy za nie wymagane przedmioty, inwestujemy w posiadane przedsiębiorstwa, ale także rozbudowujemy umiejętności głównego bohatera.

Goro Majima to z kolei bardziej doświadczony mafiozo, który ze względu na pewne wydarzenia z przeszłości, stracił status członka Yakuzy. Poznajemy go jako właściciela bardzo dobrze prosperującego lokalu, lecz szybko wychodzi na jaw, że nie czuje się tam w pełni szczęśliwy. Jednooki bohater za wszelką cenę chce wrócić do szeregów mafii i w tym celu przyjmuje pewne ryzykowne zlecenie. Jak łatwo się domyślić, nie wszystko poszło jak należy, przez co Goro, podobnie jak Kiryu, za wszelką cenę musi walczyć o przetrwanie. Myślę, że tyle opisów wystarczy, żeby nakreślić Wam trzon fabularny produkcji. Nie będę pisał nic więcej, ponieważ odkrywanie kolejnych fragmentów historii jest zdecydowanie największą zaletą gry. Scenarzyści ponownie nie pokpili sprawy, oddając w ręce graczy wielowątkową opowieść, pełną brutalności i dojrzałości. Yakuza 0 pomimo wielu infantylnych – charakterystycznych dla japońskich dzieł popkultury – wstawek, bywa niezwykle poważną grą, przywodzącą na myśl największe filmowe klasyki kina gangsterskiego.

WYSKOCZYMY NA MIASTO?

W przerwach od angażującego głównego wątku fabularnego, możemy odpocząć realizując zadania poboczne lub korzystając z usług lokalnych sklepów czy salonów gier. Yakuza 0 jest wypełniona po brzegi subquestami, których zaliczanie znacząco wydłuża rozgrywkę. Zadania dodatkowe, w przeciwieństwie do podstawowych, okraszone zostały specyficznym humorem, potrafiącym wywołać uśmiech nawet u największego buca. Misje są bardzo różnorodne, zarówno pod względem opowiadanych historii, jak i sposobów na ich przejście. W dużej mierze polegają one na walczeniu z przeciwnikami (głównie na pięści i elementami otoczenia, broń palna to w grze prawdziwa rzadkość), ale dosyć często musimy również odpowiednio prowadzić rozmowy, aby uzyskać pożądany efekt. Żeby nakreślić Wam, z jakimi zleceniami musimy się borykać, wspomnę tylko, że w pewnym momencie musiałem odkryć sekret dziewczyny handlującej własną, używaną bielizną. Innym razem udawałem reżysera filmowego, a jeszcze następnym odwracałem uwagę przechodniów, żeby człowiek-rzeźba mógł cichaczem skoczyć do pobliskiej pizzerii.

Twórcy gry zadbali także o całą masę innych atrakcji. W każdej chwili możemy wyskoczyć na obiad do jednej z wielu restauracji (m.in. w ten sposób regenerujemy pasek życia) lub pójść bardziej w stronę rozrywki. Do dyspozycji oddano od groma mini-gier, takich jak bilard, baseball, karty, zdalnie sterowane samochodziki czy karaoke. To oczywiście tylko kilka przykładów, a zapewniam, że lista jest znacznie, znacznie dłuższa. Dodam jeszcze tylko, że w jeśli mamy ochotę, mamy możliwość pójścia do się do lokalnych salonów gier SEGI, w celu przetestowania jednej z kilku produkcji. Tak, oznacza to, że faktycznie możemy sprawdzić jak wyglądał oryginalny Out-Run czy Space Harrier. Jeśli wymienione przeze mnie atrakcje, to dla Was ciągle za mało, po kilku zaliczonych rozdziałach, producenci umożliwiają nam zarządzanie biznesami należącymi do głównych bohaterów. Prowadzenie działalności zostało dosyć mocno uproszczone, ale i tak jest na tyle rozbudowane, że ciężko się od niego oderwać. Zwłaszcza w przypadku organizowania imprez w lokalu Majimy. Nie dosyć, że musimy wytrenować dziewczyny, ubrać je, zrobić makijaż, to na dodatek na naszych barkach spoczywa to, w jaki sposób pracownice obsłużą klientów (bez podtekstów… No może trochę).

TECHNOLOGICZNY POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI

Warstwa techniczna to zdecydowanie największa bolączka Yakuza 0. Produkcja SEGI pod względem mechaniki to prawdziwy eksponat muzealny, pełen archaizmów i niepraktycznych rozwiązań. Gracze przyzwyczajeni do europejskich i amerykańskich standardów początkowo będą mieli problemy z przestawieniem się na specyficzny sposób chodzenia głównych bohaterów, na liczne niewidzialne ściany, na niemożność przeskoczenia przez malutki płotek i brak dubbingu w wielu dialogach (głównie z misji pobocznych). Choć seria cały czas próbuje rozwijać swoje możliwości, to mimo to nadal korzysta z rozwiązań występujących w pierwszej odsłonie. Twórcy gry zdecydowanie woleli poświęcić więcej uwagi fabule i różnorodności, aniżeli sprawom technicznym. Widać to również na przykładzie oprawy wizualnej (w Japonii gra wyszła też na PlayStation 3), która nie zawsze wygląda dobrze. Co prawda, świat gry został napakowany szczegółami i całościowo wygląda naprawdę świetnie, ale brakuje mu pewnego szlifu.

Pomimo raczej średniego poziomu, grafika miewa mocne momenty.
Pomimo raczej średniego poziomu, grafika miewa mocne momenty.

Yakuza 0 to tytuł bardzo specyficzny, dlatego z pewnością nie przypadnie wszystkim do gustu. Uważam jednak, że warto dać mu szansę, chociażby dla rewelacyjnej historii, podejmującej wiele trudnych tematów i przybliżającej graczom spoza Japonii kulturę tego fascynującego kraju. Całość osadzona została w latach 80-tych ubiegłego wieku, co dodaje grze dodatkowego smaczku. Nie ma tu miejsca na wypasione smartfony, cyberprzestępców czy drony szpiegujące przeciwników. Zamiast tego przyglądamy się tradycyjnie przeprowadzanym śledztwom, normalnym dyskusjom pomiędzy postaciami (w sensie twarzą w twarz, a nie przez Messengera) oraz dawnym zasadom, które w obecnych czasach dla większości przestały mieć znaczenie. Dzieło SEGI to technologiczny dinozaur, ale przecież magia dinozaurów nadal nie umarła. Yakuza 0 spełniła moje oczekiwania, zapewniając mi ogromną dawkę emocji – począwszy od śmiechu, a na płaczu kończąc.

Grę do testów dostarczyła firma Cenega, za co serdecznie dziękujemy!

 

Werdykt

  • Fabuła i klimat
    10
  • Grafika
    6.5
  • Udźwiękowienie
    9
  • Dopracowanie
    8
  • Grywalność
    10
  • Ocena użytkowników (0 głosów)
    0
    Your Rating:
Podsumowanie

Nigdy nie graliście w żadną odsłonę Yakuzy? Dzięki najnowszej odsłonie możecie wsiąknąć w historię bez obawy, że nie zrozumiecie wątków z poprzednich części. Jeśli nie przeszkadzają Wam przydługie dialogi i przerywniki filmowe, a także jesteście w stanie przymknąć oko na archaiczność gry, to śmiało sięgajcie po najnowsze dzieło SEGI.

87%
87
Bardzo dobra
Łukasz Morawski

Prawdopodobnie urodził się z padem w ręku i kawałkiem pizzy w ustach. Miłośnik wszystkiego co jest związane z kulturą popularną i nowymi technologiami. Gra w gry, ogląda filmy, czyta książki i komiksy. Jedno jest pewne - nie ma czasu na nudę.

Zostaw komentarz