Street Fighter V – recenzja

0

Wysokobudżetowa wersja demonstracyjna dostępna w sprzedaży.

Od premiery czwartej odsłony serii dzieli nas już siedem długich lat. Od tamtej pory fani mogli jedynie raczyć się kolejnymi edycjami „czwórki”, w jakimś stopniu usprawniającymi niektóre mechanizmy i dodającymi co nieco do gry. Przyszła w końcu kolej na Street Fighter V, który zagościł kilka dni temu na komputerach osobistych oraz konsoli PlayStation 4. Wypadałoby powiedzieć „Hura! W końcu.”, szkoda tylko, że zamiast pełnej wersji, otrzymaliśmy nieźle zakamuflowane, rozbudowane demo.

Niektóre ataki są wyjątkowo widowiskowe.
Niektóre ataki są wyjątkowo widowiskowe.

Mordobicie pierwsza klasa

Na wstępie zaznaczę, że piąta część pod względem grywalności jest obecnie jedną z lepiej zrealizowanych bijatyk ostatnich lat. Rozgrywka bywa wymagająca i jeśli chcemy osiągać lepsze wyniki, musimy włożyć w to duży pracy. W przeciwieństwie do poprzedniczki, walki większy nacisk kładą na atakowanie, niż obronę. Dzięki temu pojedynki zyskały na dynamice i efektowności. Każdy z bohaterów standardowo posiada swoje unikatowe umiejętności, których perfekcyjne opanowanie wymaga długiego treningu. Grając przeciwko sztucznej inteligencji możemy poradzić sobie nawet podstawowymi ciosami, kłopoty zaczynają się w sieci, gdy natrafiamy na prawdziwych zapaleńców.

Wraz z premierą otrzymaliśmy szesnastu bohaterów, w tym kilku świeżaków. Z nowych postaci najlepsze wrażenie sprawia nieokrzesany Necalli, będący azteckim wojownikiem, polującym na dusze najwybitniejszych wojowników świata. Jest szybki i agresywny, a przy tym wytrzymały na obrażenia. Kolejnymi bohaterami dodanymi w „piątce” są: arabski fan nowinek technologicznych Rashid, seksowna Brazylijka Laura Matsuda oraz niejaki F.A.N.G., potrafiący zatruwać swoich oponentów. Brakuje natomiast kilku weteranów serii, lubianych przez fanów cyklu. Możliwe, że część z nich zostanie udostępniona w późniejszym czasie. Wszakże Capcom zapowiedział, że co miesiąc, przez pół roku dodawane będą kolejne postacie.

Bieda, bieda, bieda…

Street Fighter V miałby szansę osiągnąć status prawdziwego hitu, gdyby nie bardzo mocno ograniczona zawartość. W tym momencie gra nie oferuje zbyt wielu trybów, a te które są dostępne, niekoniecznie spełniają oczekiwania. Najgorzej obecnie prezentuje się zawartość zakładki Fabuła. Do dyspozycji oddano piekielnie krótkie historie przedstawiające losy wszystkich bohaterów. Ukończenie gry i poznanie całej historii zajmuje około dwóch godzin. Zdaję sobie sprawę, że jest to produkcja nastawiona na rozgrywki wieloosobowe, ale i tak, to co zaserwował nam Capcom woła o pomstę do nieba. Wystarczy spojrzeć na konkurencyjny Mortal Kombat X, oferujący fabułę na kilka, a nawet kilkanaście godzin.

Oprócz tego, możemy stoczyć pojedynek z drugim graczem lub wziąć udział w trybie Przetrwanie. W przypadku pierwszej opcji, warto zaznaczyć, że gra współpracuje z arcade stickami od PlayStation 3, co z pewnością jest dobrą informacją dla osób posiadających wyłącznie jednego DualShocka 4. Z kolei, gdy zdecydujemy się na drugi tryb, przyjdzie nam wziąć udział w serii starć z innymi wojownikami, będąc w posiadaniu wyłącznie jednego życia. Przegrana oznacza koniec rozgrywki. Przetrwanie wprowadza do produkcji element taktyczny, ponieważ po każdej ukończonej walce mamy możliwość wydania zdobytych punktów na jeden z dostępnych bonusów. Do wyboru mamy m.in. przywrócenie zdrowia, zwiększenie mnożnika lub poprawienie defensywy. Jeśli toczenie pięćdziesięciu lub stu walk pod rząd sprawia problem, w każdej chwili mamy dostęp do treningu. Warto zajrzeć do niego na początku zabawy, żeby opanować podstawowe kombinacje ciosów.

Power-upy momentami są mocno przydatne. Niestety niekiedy musimy poświęcić na nie dużą ilość zdobytych wcześniej punktów.
Power-upy momentami są mocno przydatne. Niestety niekiedy musimy poświęcić na nie dużą ilość zdobytych wcześniej punktów.

Biedy ciąg dalszy

Wspominałem wcześniej, że Street Fighter V jest ubogi w zawartość? Fakt, że nie bardzo mogę wymieniać kolejnych trybów, tylko potwierdza moje słowa. Oczywiście możemy jeszcze brać udział w meczach rankingowych i nierankingowych, ale to akurat było oczywiste. W porównaniu do poprzednich odsłon serii, biedota menu głównego prezentuje się wręcz żałośnie. W najnowszej części nie weźmiemy nawet udziału w walkach „1 vs 1” z komputerem. Capcom cały czas przypomina, że gra będzie rozbudowywana, o czym może świadczyć chociażby nieaktywne pole Wyzwania lub Sklep. Mimo wszystko, w dniu premiery otrzymaliśmy produkt niekompletny, który powinien trafić do sprzedaży dopiero za kilka miesięcy.

Kolejnym dowodem na to, że gra nie była przygotowana na premierę, są problemy z serwerami – te już pierwszego dnia odmówiły posłuszeństwa. Producent przez kilkanaście godzin nie mógł uporać się z problemem, oferując jedynie powierzchowne rozwiązania. Do teraz występują błędy związane z brakiem naliczania punktów po ukończonych meczach rozegranych w Internecie lub problemy z nawiązaniem połączenia z innym graczem.

W tym przypadku komentarz jest zbędny.
W tym przypadku komentarz jest zbędny.

K.O. Capcom

Jak już pisałem na początku, Street Fighter V to gra bardzo dobra. Niestety niszczy ją polityka Capcomu, która nastawiona jest raczej na pazerny sukces finansowy, aniżeli artystyczny. Szkoda, ponieważ gra prezentuje się bajecznie, oprawa wizualna robi ogromne wrażenie, system walki działa fenomenalnie, a starcia w sieci bywają prawdziwym wyzwaniem. Niestety, to nadal tylko dobrze przypudrowana wersja demonstracyjna, udająca pełnoprawny produkt. Za kilka miesięcy z pewnością oceniłbym grę znacznie wyżej, jednakże dzisiaj nie zasługuje na większą notę.

Grę do testów dostarczyła firma Cenega, za co serdecznie dziękujemy!

Werdykt

  • Fabuła
    3
  • Klimat
    8
  • Grafika
    8,5
  • Grywalność
    8,5
  • Dopracowanie
    3
Podsumowanie

Żałuję, że Street Fighter V już teraz trafił do sprzedaży. Gdyby Capcom wstrzymał się kilka miesięcy i napakował grę zawartością, miłośnicy bijatyk pialiby z zachwytu. Japoński producent zdecydował inaczej, przez co "piątka" zamiast pochwał, zbiera do kolekcji kolejne głosy krytyki.

60%
60
Zadowalająca
Łukasz Morawski

Prawdopodobnie urodził się z padem w ręku i kawałkiem pizzy w ustach. Miłośnik wszystkiego co jest związane z kulturą popularną i nowymi technologiami. Gra w gry, ogląda filmy, czyta książki i komiksy. Jedno jest pewne - nie ma czasu na nudę.

Zostaw komentarz