Stłuczka niekontrolowana. Recenzujemy FlatOut 4: Total Insanity

0

Średniak z ambicjami.

Kilka miesięcy temu jedna z firm postanowiła wskrzesić serię MotoRacer, ale efekt końcowy był co najmniej mizerny. W przypadku FlatOuta również miałem pewne obawy, ponieważ pierwsza i druga odsłona, choć nie były jakimiś wybitnymi tytułami, obrosły wśród fanów pewnym kultem. Trzecia część z kolei nie przypadła do gustu chyba nikomu i nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ produkcja była po prostu zła. Do prac nad „czwórką” podeszło studio Kylotonn mające na swoim koncie dwa ostatnie wydania WRC. Czyste szaleństwo? Sprawdźmy to!

TOTALNA DEMOLKA

Głównymi założeniami recenzowanego przeze mnie tytułu jest nieokiełznana destrukcja podczas zwariowanych wyścigów. Nie licząc trybów dodatkowych, zazwyczaj zostajemy rzuceni na trasę razem z jedenastoma konkurentami i musimy za wszelką cenę dotrzeć do mety na pierwszym miejscu (bądź trzecim, żeby odblokować kolejne trasy w trybie kampanii). Przejazdy nie należą do standardowych, gdyż podczas jazdy musimy rozpychać się wśród przeciwników oraz niszczyć otoczenie, w celu zdobycia dopalacza, niezwykle przydatnego do osiągania ogromnych prędkości. Rozwałka to zdecydowanie największa zaleta tej produkcji, która nie nudzi nawet po kilkunastu godzinach grania. FlatOut 4 pomimo kilku niedoróbek, śmiało może stawać ramię w ramię z „dwójką”. Zaliczanie wyścigów bywa satysfakcjonujące i przede wszystkim bardzo uzależnia. Syndrom jeszcze jednej trasy jest tu mocno odczuwalny. Niestety, developer trochę zbyt oszczędnie podszedł do tematu map, przez co nieustannie bywamy zmuszani do zaliczania tych samych etapów. Na szczęście trasy zostały całkiem nieźle dopracowane, więc można wybaczyć ich małą ilość. Lokacje są bardzo różnorodne – począwszy od terenów leśnych, poprzez jakieś fabryki, a na zaśnieżonych górach kończąc – dlatego nieustanna powtarzalność map nie bywa tak mocno odczuwalna.

Flatout 4 to diabelnie dynamiczna gra, w której nawet najmniejszy błąd może nas sporo kosztować. Poziom trudności nie został mimo to mocno podkręcony, dlatego nawet z ostatniego miejsca jesteśmy w stanie nadrobić utracone pozycje. Niestety, czasami w drodze do upragnionego złota przeszkadzają nam dwie rzeczy – fizyka jazdy oraz podatność elementów otoczenia na zniszczenie. Kylotonn przy okazji serii WRC udowodniło, że potrafi pracować z ciężarem samochodu oraz jego zachowaniem na drodze, dlatego tym bardziej dziwi fakt, że pojazdy w ich nowym dziele momentami zachowują się jak pozbawione bebechów zabawki. Nie ważne jakim pojazdem jeździmy, i tak będziemy musieli uważać nawet na najmniejsze przeszkody, sprawiające, że auta wylatują w powietrze jak wystrzelone z procy, koziołkują jakby były z kauczuku, czy tracą równowagę na prostych zakrętach. Model jazdy początkowo może być niezwykle uciążliwy, dlatego przed przystąpieniem do trybu kariery polecam przetestować pojazdy, w jakich czujemy się najlepiej. Zdecydowanie najlepiej brać te jak najbardziej masywne, ponieważ tylko wtedy mamy jakąś tam pewność, że nie kierujemy Hot Wheelsem.

TOTALNE DZIWACTWA

System odblokowywania kolejnych pojazdów we Flatout 4 to jedna wielka łamigłówka. Gra w żaden sposób nie wyjaśnia nam jak zdobyć nowe maszyny, przez co dopiero po kilku godzinach (i wymianie maili z polskim wydawcą) odkryłem jak to wszystko działa. Zauważyłem też, iż podstawowe samochody w pełni wystarczają do pomyślnego ukończenia dostępnych zawodów na pierwszym miejscu. Ponadto, producent przygotował opcje tuningowania, dzieląc ją na trzy kategorię: skórki, efekty dopalacza oraz dźwięk klaksonu. Jeśli to dla Was nadal za mało, to Kylotonn opracował także mechanizm ulepszania fur. Każdemu z pojazdów możemy wymienić podwozie, dodać nowy układ wydechowy, bądź umieścić pod maską lepszy silnik. Najciekawsze jest to, że system ten bywa kompletnie bezwartościowy. Ostatnie wyścigi kończyłem samochodem z podstawowym wyposażeniem i ze spokojem zdobyłem złote puchary. Postanowiłem jednak ulepszyć na maksa swoją furę, która stała się przez to kompletnie bezużyteczna. Samochód osiągał tak absurdalne prędkości, że zapanowanie nad nim było wręcz niemożliwe, co w połączeniu z dziwną fizyką wykluczało go z dalszej gry.

W przerwie pomiędzy wyścigami, możemy wziąć udział w rozwałce na arenie. Wszystkie chwyty dozwolone!
W przerwie pomiędzy wyścigami, możemy wziąć udział w rozwałce na arenie. Wszystkie chwyty dozwolone!

W tym momencie przechodzę do drugiego punktu, czyli tego, jak elementy otoczenia reagują na uderzenia. Ogólnie większość rzeczy występujących na ekranie można zniszczyć, ale z drobnymi wyjątkami. I to właśnie te wyjątki były dla mnie zagadkami nie do rozwiązania, przez co niejednokrotnie zaliczałem solidne dzwony. Przykładowo, samochód na luzie roztrzaskuje w drobny maczek gruby ceglany filar, a blokuje się na małym drzewku. Zabrakło w tym wszystkim odrobiny konsekwencji, co chwilami potrafi lekko denerwować. Podobnie wygląda sprawa z taranowaniem samochodów oponentów – dopóki jesteśmy rozpędzeni do 180 km/h, nie ma żadnego problemu. Ten występuje dopiero, gdy stukniemy ich przy mniejszej prędkości. Nawet gdy siedzimy za kierownicą potężnego pickupa nie mamy pewności, że próbę staranowania malusieńkiego jeepa ukończymy z powodzeniem. Na szczęście, po zaakceptowaniu powyższych wad, powoli zaczniemy odkrywać zalety czwartej odsłony serii.

TOTALNY ŚREDNIAK (Z PRZEBŁYSKAMI)

W grze nie mogło oczywiście zabraknąć zwariowanego trybu FlatOut, w którymi nie rywalizujemy bezpośrednio z konkurentami, ale wykonujemy samotnie najróżniejsze (często mega dziwne) zadania. Większość wyzwań polega na wystrzelaniu kierowcy z pojazdu i osiąganiu wyznaczonego celu. Raz jest to trafienie do wielkiego kubka na napoje, a innym razem musimy zniszczyć wielki zamek zbudowany z drewnianych klocków. Developer stworzył dla tego trybu aż czterdzieści dwie misje, co powinno wydłużyć rozgrywkę o dodatkowe kilka godzin – zwłaszcza, gdy chcemy w każdym z nich wskoczyć na pierwszą pozycję. Co ciekawe, producent przygotował też rozgrywki wieloosobowe (jest też możliwość grani online), gdzie maksymalnie ośmiu graczy wykonuje po kolei te same zadania. Żałuję tylko, że Kylotonn nie zdecydował się na umieszczenie w grze split screena, tak dobrze radzącego sobie w WRC 6. Wynika to pewnie z niezbyt dobrej optymalizacji tytułu. Ten potrafił gubić wyświetlane klatki nawet na PlayStation 4 Pro, ale na szczęście były to tylko sporadyczne przypadki – zazwyczaj gdy na ekranie występowało mnóstwo samochodów i efektów cząsteczkowych wywołanych destrukcją otoczenia. Aczkolwiek takie sytuacje nie powinny mieć miejsca, gdyż oprawa wizualna raczej nie należy do zbytnio zachwycających.

Zabawa idealna dla sadystów.
Zabawa idealna dla sadystów.

FlatOut 4: Total Insanity to bardzo nierówny tytuł. Fani pierwszej i drugiej odsłony mogą czuć delikatne zmieszanie. Z jednej strony otrzymali świetnie zaprojektowane mapy, ogromny rozpierdziel na trasach i szalenie dynamiczne wyścigi, ale za to muszą zmierzyć się ze znacznie gorszym systemem jazdy oraz najróżniejszymi babolami, które wymieniłem wcześniej w recenzji. Osobiście, gra dała mi bardzo dużo frajdy i z chęcią wykonywałem kolejne cele wyzwań w trybie FlatOut lub rywalizowałem z przeciwnikami w Karierze. Momentami odczuwałem znużenie, ale to i tak nie przeszkodziło mi w dalszym zdobywaniu złotych pucharów.

Grę do testów dostarczyła firma Techland Wydawnictwo, za co serdecznie dziękujemy!

 

Werdykt

  • Fabuła i klimat
    7
  • Grafika
    7
  • Udźwiękowienie
    8
  • Dopracowanie
    6
  • Grywalność
    6
  • Ocena użytkowników (0 głosów)
    0
    Your Rating:
Podsumowanie

O FlatOut 4 niestety nie można powiedzieć, że jest udanym tytułem. Mamy natomiast do czynienia z solidnie wykonanym średniakiem, który pomimo kilku niedociągnięć potrafi przykuć do ekranu telewizora na kilkanaście godzin.

68%
68
Dobra
Łukasz Morawski

Prawdopodobnie urodził się z padem w ręku i kawałkiem pizzy w ustach. Miłośnik wszystkiego co jest związane z kulturą popularną i nowymi technologiami. Gra w gry, ogląda filmy, czyta książki i komiksy. Jedno jest pewne - nie ma czasu na nudę.

Zostaw komentarz