Stara miłość nie rdzewieje. Gramy w Leisure Suit Larry – Wet Dreams Don’t Dry

0

Sławny podrywacz ląduje w XXI wieku – czy zdoła znów zawrócić w głowach kobietom?

Biały poliestrowy garnitur, łysina i obleśne żarty to wizytówka Larry’ego Laffera, słynnego podrywacza, który na przełomie lat 80-tych i 90-tych skradł serca pięknych kobiet i amatorów przygodówek z całego świata. Ostatnią wartą uwagi odsłoną była Miłość na fali z 1997 roku, która na polskim rynku ukazała się trzy lata później w pełni zlokalizowanej wersji z Jerzym Stuhrem, Katarzyną Figurą i Jackiem Czyżem w rolach głównych. Teraz, po ponad dwudziestu latach Larry Laffer powraca. Czy zdoła zawrócić w głowach kobietom… i mężczyznom w czasach, do których zupełnie nie pasuje?

NAZYWAM SIĘ LARRY, LARRY LAFFER

Wydawałoby się, że w przeczulonym na każdym punkcie XXI wieku nie ma miejsca dla bohatera, takiego jak Larry Laffer, ale wygląda na to, że nie mogłem bardziej się mylić! W Wet Dreams Don’t Dry nasz obleśny protagonista przenosi się z 1987 roku prosto do czasów współczesnych, gdzie zderza się z naszą codziennością – bezmyślną pogonią za lajkami i follołersami, zdrowym trybem życia, hipsterią oraz nowymi technologiami. Nie muszę chyba tłumaczyć, że na każdym kroku prowadzi to do komicznych sytuacji, na widok których zaśmiewałem się nie raz i nie dwa do łez. Prosty pomysł, ale moim zdaniem był to przysłowiowy strzał w dziesiątkę. Zabieg ten jest też o tyle ciekawy, że kiedyś to szowinizm głównego bohatera grał pierwsze skrzypce, teraz rola ta przypadła absurdom otaczającej nas rzeczywistości.

Nie zmienia to jednak faktu, że humor, jaki dominuje w Leisure Suit Larry – Wet Dreams Don’t Dry nie przypadnie do gustu każdemu. Kiedy ja skręcałem się ze śmiechu, moja żona z zażenowaniem pukała się w czoło. Niestety, Larry’ego albo się kocha, albo nienawidzi. Mnie wyśmiewanie głupotek życia codziennego, a zwłaszcza mediów społecznościowych, podsypane sprośnym humorem podobało się i to nawet bardzo. Cieszy zwłaszcza to, że chociaż przy tytule nie pracował Al Lowe, ojciec cyklu, to niemieckiemu studiu CrazyBunch udało się zachować klimat poprzedniczek i wprowadzić serię (i to dosłownie) w XXI wiek.

WSKAŻ I KLIKNIJ

Leisure Suit Larry – Wet Dream Don’t Dry to klasyczna przygodówka z gatunku point and click. Ekipa CrazyBunch zadbała jednak o to, żeby tytuł odpowiadał trochę bardziej dzisiejszym standardom, czego głównym przejawem jest mniejsza liniowość i większa swoboda działania. W praktyce wygląda to tak, że jeżeli utkniemy w jednym miejscu, zawsze możemy spróbwać zdziałać coś w drugim, koniec końców i tak musimy dotrzeć do „węzła” fabularnego, który popchnie historię dalej. Przeniesienie akcji gry w XXI wiek wpłynęło też na interfejs. Wyglądem nawiązuje do iPhone’a; przedmioty w ekwipunku przywodzą na myśl ikony, a w trakcie rozgrywki korzystamy z różnych aplikacji z Timberem, Instacrapem i Unterem na czele. Dodatkowo nasze poczynania nieustannie komentuje wirtualna asystentka Pi.

Wygląda znajomo, prawda?

Zagadki są pomysłowe i zabawne. Urzekły mnie zwłaszcza smaczki, takie jak konieczność połączenia ołówka z taśmą magnetofonową – moje pokolenie pamięta jeszcze czasy, kiedy zabieg ten był oczywisty, ale młodsi gracze mogą mieć już problemy z rozgryzieniem podobnych łamigłówek. Zagadki nie są ani zbyt trudne, ani zbyt łatwe. Zdarzało mi się zablokować na kilkadziesiąt minut, ale też przejść przez kilka akcji, jak burza. Myślę więc, że amatorzy klasycznych przygodówek będą zadowoleni.

Starcia Larry’ego z technologią były moimi ulubionymi fragmentami gry

Warsta wizualna Wet Dreams Don’t Dry budzi skojarzenia z Miłością na fali i odświeżoną wersją Leisure Suit Larry in the Land of the Lounge Lizards. Pomimo tego, że bohaterowie nadal są przerysowani, cieszy to, że twórcy zrezygnowali ze starego wyglądu Larry’ego, który przywodził na myśl obleśnego gnoma i wydawał się zupełnie oderwany od świata gry. Jedyne, co drażniło mnie podczas rozgrywki to zbyt mała liczba animacji, zwłaszcza, kiedy Larry podaje różne przedmioty swoim rozmówcom. Zwykle nie widać, co przekazuje bohater, a byłoby o wiele śmieszniej, gdyby pokazano, jak zza pazuchy wyciąga gitarę czy inną rzecz, która nie miałaby prawa zmieścić się w kieszeni. Dopełnieniem klasycznej warstwy wizualnej jest klimatyczna ścieżka dźwiękowa i świetnie dobrani aktorzy głosowi.

MOKRE SNY NIE WYSYCHAJĄ

Leisure Suit Larry – Wet Dreams Don’t Dry to ukłon w stronę klasycznych przygodówek point and click, których z roku na rok mamy coraz mniej. A wielka szkoda, ponieważ nowe przygody Larry’ego utwierdziły mnie w przekonaniu, że ciągle chcę w nie grać. Jeżeli lubicie klasyczne przygodówki lub cenicie sobie w grach wideo położenie nacisku na fabułę i przaśny humor, nie możecie przejść obok Wet Dreams Don’t Dry obojętnie. Zwłaszcza, że twórcom nie tylko udało się zachować ducha oryginału, ale dorzucić też coś nowego od siebie. Co więcej, Miłość na fali wreszcie otrzymała godnego następcę, który przywrócił dawny blask leciwej, ale kochanej niegdyś marce i który być może rozkocha w sobie nowe pokolenie graczy.

OCENA KOŃCOWA: 90/100

Grę do testów dostarczyła firma CrazyBunch, za co serdecznie dziękujemy!


Dawid Sych

Od dziecka zapalony pecetowiec, a od niedawna konsolowy neofita. Kocha rozbudowane gry role-playing z masą statystyk i dziesiątkami okienek, najlepiej izometryczne i w klimacie science-fiction lub post-apo. Alergicznie reaguje na wszelkiej maści sandboksy oraz gry sportowe. Wielbiciel literatury klasycznej i amator dobrych seriali.

Zostaw komentarz