Ryzykowny powrót do korzeni, czyli jak Activision wyciąga Call of Duty z dna

0

Niemcy znowu na celowniku.

Jakkolwiek źle by to zabrzmiało, gracze mają wielki sentyment do realiów II Wojny Światowej. Główną zasługą takiego stanu jest kilka rewelacyjnych produkcji, które swego czasu poruszały tę ważną dla współczesnego świata tematykę. Serie takie jak Medal of Honor oraz Brohters in Arms starały się zaprezentować konflikt z jak najbardziej realistycznej perspektywy, przedstawiając historyczne starcia lub emocje, jakie panowały wśród żołnierzy. Cykl Wofenstein także bazował na walce z Nazistami, jednakże robił to w bardziej prześmiewczy sposób, przedstawiając wizję bardziej pokręconą, wypełnioną po brzegi paranormalnymi aktywnościami i futurystycznymi technologiami. Oczywiście prym swego czasu wiodła również seria Call of Duty, oferująca przeżycie dramatu wojny z kilku perspektyw, wrzucając nas w buty zwykłych żołnierzy, a nie superbohaterów imających się wystrzelonych pocisków.

Niestety w pewnym momencie firma Activision odpowiedzialna za markę zaczęła kombinować z innymi motywami, z każdą kolejną odsłoną przesuwając ramy czasowe do przodu. Fenomenalne Modern Warfare okazało się wbrew pozorom gwoździem do trumny serii, która choć nadal sprzedawana była w obrzydliwych ilościach, to jednak jakościowo znacznie podupadła. Idealnym tego przykładem jest najnowsze Infinite Warfare, z akcją osadzoną w kosmosie. Co prawda, sam setting w ogóle mi nie przeszkadzał, ale brak pomysłów na rozwinięcie historii oraz wykreowanie wciągających misji kompletnie pogrzebały ten tytuł (więcej o grze przeczytacie w recenzji). Gracze już od wielu lat prosili wydawcę o powrót do korzeni, zarówno pod względem fabularnym, jak i gameplayowym. Ich modły po części zostały wysłuchane, dzięki czemu Call of Duty znowu opowie o walce Niemców z Aliantami.

SZEREGOWIEC RYAN TO PRZESZŁOŚĆ. NADCHODZI CZAS DANIELSA

Mimo to, już przy okazji pierwszej zapowiedzi, w Sieci pojawił się jęk zawodu wśród wielu graczy, ponieważ WWII opowie o między innymi o wydarzeniach rozgrywanych w trakcie operacji Overlord, tak dobrze znanej z innych gier, filmów oraz książek. Osobiście uważam jednak, że ponowne przedstawienie lądowania na plaży w Normandii i zaprezentowania trudnej przeprawy wojsk amerykańskich przez okupowaną Francję, było bardzo dobrym i rozsądnym pomysłem. Wielu graczy wchodzących obecnie w pełnoletniość mogło w ogóle nie kojarzyć starszych strzelanek bazujących na II Wojnie Światowej, albo wiedziało o ich istnieniu, ale nie miało sposobności osobistego ich sprawdzenia. Sam zresztą z chęcią po raz kolejny powrócę do znanych mi bitew, żeby przyjrzeć się im z nowej (lepszej?) perspektywy.

Ostatnie odsłony Call of Duty znacząco rozwinęły rozgrywkę, wprowadzając do niej możliwość biegania po ścianach czy wykorzystywania jetpacków. Z wiadomych powodów, tego typu atrakcji zabraknie w WWII, co wymusiło na producencie kompletnie innego podejścia do projektowania lokacji oraz celów stawianych przed graczem. I choć wszystko wskazuje na to, ze studio Sledgehammer Games poradziło sobie z przestawieniem się na inne realia, to jednak nie zabraknie dynamicznej rozgrywki znanej z Advance Warfare i Infinite Warfare. Weteranom serii może to delikatnie przeszkadzać, ponieważ w pierwszych odsłonach cyklu gameplay był znacznie spokojniejszy i mniej efekciarski. Po zwiastunach (i relacjach osób testujących CoD-a na targach E3) widać natomiast, że producent zaoferuje nam oskryptowane i widowiskowe strzelaniny, sporą destrukcję otoczenia oraz akcje wyjęte żywcem z gier takich jak Uncharted czy Tomb Raider. Dlatego już teraz z pewnością można stwierdzić, że główny protagonista – szeregowy Daniels – będzie kimś więcej, niż tylko jednym z pionków w wielkiej grze. Ponoć w jednej z misji otrzymamy możliwość wcielenia się w członkinię francuskiego ruchu oporu, więc istnieje szansa, że wtedy będziemy mieli okazję być małym trybikiem, a nie nieustraszonym herosem. Oby!

ALTERNATYWNA WERSJA HISTORII

Żyjemy w czasach, gdzie poprawność polityczna powoli zaczyna wypierać rozsądek i fakty. Nie lubię rozmawiać publicznie na te tematy, żeby uniknąć niepotrzebnych nieporozumień, ale w przypadku nowego Call of Duty było to nieuniknione. Gracze dosyć szybko zaczęli obawiać się przekłamań, których może dopuścić się Activision, byle tylko, nie podpaść jakiejś grupie społecznej lub etnicznej. Na szczęście uważam, że wydawca wybrnął z tego całkiem nieźle, aczkolwiek na tę chwilę możemy bazować wyłącznie na gameplayach oraz wywiadach z twórcami. Dyrektor kreatywny (Bret Robbins) w jednym z wywiadów zaznaczył, że Sledgehammer Games nie będzie próbowało na siłę ukryć jednego z najważniejszych aspektów II Wojny Światowej, czyli Holokaustu. Co więcej, Żyd będzie jednym z członków plutonu głównego bohatera. Nawet pomimo tego, że sterujemy Amerykanami, i tak będziemy mogli zaobserwować niechęć towarzyszy do swojego „odmiennego” kompana. Sytuacja zrobi się jeszcze bardziej napięta, gdy natrafimy na oddział złożony z samych czarnych mężczyzn.

Inaczej natomiast będzie wyglądała sytuacja w trybie mutliplayer. W tym przypadku developer pójdzie na większe ustępstwa, naginając prawdę historyczną, na rzecz czystej i nieskrępowanej rozgrywki. Michael Condrey ze Sledgehammer Games poinformował, że w potyczkach sieciowych oraz w Nazi Zombies zabraknie swastyki, ponieważ studio stwierdziło, że tak mroczny symbol, kojarzony negatywnie na całym świecie, nie powinien widnieć w miejscu, gdzie liczy się przede wszystkim zabawa. W przypadku kampanii fabularnej swastyka oczywiście wystąpi, ponieważ jest uwarunkowana historycznie. Multiplayer otrzyma też personalizowanie własnej postaci, dlatego nie powinno nikogo dziwić, gdy na swojej drodze natrafimy na czarną kobietę ubraną w mundur Wermachtu, dzierżącą w rękach M1 Garanda – karabin samopowtarzalny armii amerykańskiej. Taki miszmasz może być dla niektórych dezorientujący, ale producent twierdzi, że w starciach sieciowych każdy powinien mieć prawo do własnego wyboru i zagrania postacią, jaka mu się tylko podoba. W przypadku rewelacyjnego Battlefielda 1 takie rozwiązanie zadziałało bardzo dobrze, dlatego i w tym przypadku nie powinniśmy robić z tego wielkiego dramatu.

TONĄCY BRZYTWY SIĘ CHWYTA?

Call of Duty: WWII powróci do korzeni serii, ale tylko połowicznie. Tak naprawdę, wychodzi na to, że jedynym podobieństwem do pierwszych odsłon serii mogą być realia II Wojny Światowej. Rozgrywka oraz sposób przedstawienia historii będą kompletnie inne, dostosowane do współczesnych standardów i przyzwyczajeń graczy. Kontrowersyjne wydają się być także decyzje dotyczące trybu wieloosobowego, ale w mojej opinii nie mają one wielkiego wpływu na odbiór całości. Jeżeli będziemy chcieli przeżyć historię zgodną z realiami, odpalimy dramatyczną i emocjonującą kampanię singleplayer. Jeśli natomiast zapragniemy mniej angażującej, a przede wszystkim relaksującej zabawy, to multi może nam w tym pomóc. Na tę chwilę, pomimo wielu zmian względem pierwowzorów, jestem bardzo pozytywny nastawiony do nowej odsłony Call of Duty, i po raz pierwszy od dawna z niecierpliwością czekam na jej premierę. Produkcja Shledgehammer Games ma ogromny potencjał, ale niewiele potrzeba żeby go zmarnować. Czy serii uda się wyjść z dna? Prawdopodobnie tak.

 
Łukasz Morawski

Prawdopodobnie urodził się z padem w ręku i kawałkiem pizzy w ustach. Miłośnik wszystkiego co jest związane z kulturą popularną i nowymi technologiami. Gra w gry, ogląda filmy, czyta książki i komiksy. Jedno jest pewne - nie ma czasu na nudę.

Zostaw komentarz