RetrON: Die By The Sword

0

Zanim Ubisoft wymyślił For Honor.

Zapowiedziany w 2015 roku w trakcie targów E3 przez Ubisoft For Honor zrobił furorę za sprawą rozbudowanego systemu walki o nazwie „Art of Battle”. Mechanika ta opiera się na uważnej obserwacji ruchów przeciwnika i dynamicznym na nie reagowaniu przy pomocy odpowiednich ataków, kontr i bloków. „Ochom” i „achom” nie ma końca, a niewielu graczy zdaje sobie sprawę z tego, że realistyczny system walki nie jest wynalazkiem Francuzów z Ubi. Czy ktokolwiek pamięta jeszcze Die By The Sword?

Za grę odpowiada ekipa Treyarch, która znana jest szerszej publiczności głównie dzięki Call of Duty: World At War i Call of Duty: Black Ops I-III. Tytuł ujrzał światło dzienne blisko dwadzieścia lat temu – światowa premiera miała miejsce 28. lutego 1998 roku – i był pierwszą produkcją studia przeznaczoną na komputery z systemem operacyjnym Microsoft Windows na pokładzie. Die By The Sword opowiada historię Enrica, który próbuje uratować swoją ukochaną z rąk porywaczy. Podczas rozgrywki przemierzamy kopalnie, lochy i podziemia, które aż roją się od koboldów, orków, nieumarłych i innych paskudnych kreatur. Pomimo położenia przez twórców największego nacisku na walkę, w Die By The Sword nie zabrakło też kilku urozmaicających zabawę zagadek logicznych. Fabuła występowała w produkcji w formie szczątkowej, ale to nie ona, ale innowacyjna technologia o nazwie „VSIM” grała w DBTS pierwsze skrzypce.

Die By The Sword, GOG.com
Die By The Sword, GOG.com

VSIM to nic innego, jak daleki przodek Art of Battle. System walki opracowany przez studio Treyarch pozwalał graczowi na wyprowadzanie precyzyjnych ciosów przy pomocy klawiatury numerycznej, myszki lub joysticka. Mechanika była trochę toporna, ale dawała sporo frajdy. Na wzmiankę zasługuje też możliwość zadawania obrażeń konkretnym częściom ciała. W efekcie gracz mógł odrąbać wrogowi kończynę, a nawet głowę. Pikselowa krew może nie robi już tak dużego wrażenia, jak w 1998 roku, ale uwierzcie mi na słowo, że na swoje czasy Die By The Sword było grą dość brutalną. Dodajcie do tego możliwość zabawy zarówno z perspektywy trzeciej, jak i pierwszej osoby.

Die By The Sword, GOG.com
Die By The Sword, GOG.com

Ważną częścią Die By The Sword był tryb wieloosobowy. Umożliwiał on czterem graczom rozgrywanie potyczek na specjalnie przygotowanych do tego celu arenach. W grze dostępny jest też tryb Tournament, który pozwalał graczowi na wybór wojownika i walkę na wypełnionych po brzegi wrogami poziomach. Na końcu każdego z nich na bohatera czekał boss. Warto wspomnieć także o rozszerzeniu o wiele mówiącym tytule „Limb from Limb”, które wzbogacało oryginalną grę o nową kampanię fabularną, tryb kooperacji przez sieć lokalną lub Internet, zupełnie nowe potwory i broń oraz znacznie bardziej urozmaicone areny i tryby rozgrywki wieloosobowej. Nie lada gratkę stanowił też specjalny edytor ruchów, który pozwalał na tworzenie własnych, śmiercionośnych kombinacji ciosów.

Die By The Sword, GOG.com
Die By The Sword, GOG.com

Die By The Sword nie było grą idealną. Użytkownicy serwisu GOG.com, gdzie produkcja studia Treyarch dostępna jest w pakiecie z dodatkiem Limb from Limb, narzekają na sterowanie, słabą fabułę, gryzącą dzisiaj w oczy grafikę, czy słabą pracę kamery. Większość zgodna jest jednak, co do tego, że system walki VSIM nawet dzisiaj robi wrażenie i daje ogromną frajdę, pod warunkiem, że opanujecie go w dostatecznym stopniu. Średnia ocen w serwisie wynosi aż 4 na 5 gwiazdek. Wielka szkoda, że tytuł popadał w zapomnienie, dlatego kiedy już odpalicie For Honor, wspomnijcie i wychylcie kufel za Die By The Sword.

O naszych wrażeniach z zamkniętych testów beta For Honor przeczytacie tutaj.


Dawid Sych

Indiana Jones i nerd w jednym. Zawsze wszystko wie i zawsze we wszystkim ma rację, więc lepiej nie wchodzić z nim w polemikę. Amator nowych technologii, dobrych książek i seriali.

Zostaw komentarz