Recenzja Soul Calibur VI. Geralat wiedźmin w nowym wydaniu

0

Solidna bijatyka z mocnym polskim akcentem.

Wszyscy doskonale znają serię Mortal Kombat oraz Street Fighter, a niektórzy z wypiekami na twarzy wspominają również cykl Tekken. Rzadko jednak wśród polskich graczy można znaleźć zapalonych miłośników Soul Calibur, którzy z wytęsknieniem czekają na kolejną odsłonę. Trochę szkoda, że marka nie cieszy się u nas zbyt dużą popularnością, ponieważ w pełni na to zasługuje. Chociażby z tego względu, że wyróżnia się od konkurencji pojedynkami z udziałem broni białej. Kwestia rozpoznawalności marki może jednak ulec zmianie, ponieważ wydawca wpadł na genialny pomysł umieszczenia w swojej produkcji mega rozpoznawalnego w ostatnich latach bohatera – Geralta z gry Wiedźmin 3: Dziki Gon.

WIEDŹMIN W SOUL CALIBUR VI

Gościnne występy w Soul Calibur nie są niczym nowym, wszakże w poprzednich odsłonach mogliśmy już zagrać Darthem Vaderem, Yodą, Eziem z Assassin’s Creed II czy nawet Kratosem. Większość z dotychczasowych postaci była faktycznie bonusowa, a ich pojawienie się nie miało żadnego wpływu na fabułę. Ot, ciekawe easter eggi. Zgoła inaczej wygląda to w przypadku naszego rodaka (he he). Wiedźmin został wpisany bezpośrednio w opowiadaną historię, otrzymując nawet własny, kilkurozdziałowy wątek. Twórcy nie mieli wielkiego problemu z doklejeniem Białego Wilka do swojej gry – wyjaśnienie leży po stronie portali, których tak bardzo nienawidzi Geralt. Bohater wpadł do jednego z nich i wylądował w obcej krainie, w której rozgrywa się akcja szóstej odsłony Soul Calibura. Proste i genialne jednocześnie.

A go chlasnął po mordzie!
A go chlasnął po mordzie!

Z naszej perspektywy, Rzeźnik z Blaviken niewątpliwie jest istotnym elementem, aczkolwiek nie zapominajmy, że i bez niego gra radziłaby sobie bardzo dobrze. System walki jest niesamowicie satysfakcjonujący, dzięki czemu nawet po rozegraniu setek starć, nadal odczuwam potrzebę rywalizowania z oponentami. Z niecierpliwością czekam, aż serwery zostaną w pełni otwarte, żebym mógł stanąć w szranki z żywymi graczami. Dopiero wtedy będę mógł tak naprawdę sprawdzić, ile nauczyłem się podczas zaliczania misji fabularnych. Co najważniejsze, sterowanie jest niezwykle proste w obsłudze, lecz jego perfekcyjne opanowanie wymaga już długich treningów. Bardzo podoba mi się takie rozwiązanie, ponieważ gra od początku nie tłamsi człowieka, tylko pozwala mu na spokojnie zapoznać się ze wszystkimi mechanikami. Nie chcę za bardzo rozpisywać się nad działaniem poszczególnych ataków, bo w dobie YouTube’a nie ma to kompletnie sensu. Liczne gameplaye zdecydowanie lepiej wam to zobrazują niż suchy tekst.

PRAWIE JAK RPG

Oprócz standardowej drabinki polegającej na walce z kilkoma przeciwnikami pod rząd, twórcy przygotowali dwie kampanie fabularne. Pierwsza zatytułowana Libra of Soul to stosunkowo rozbudowana historia, w której zwiedzamy cały świat gry za pomocą wykreowanej przez siebie postaci. Z kolei w Soul Chronicle śledzimy losy wszystkich dostępnych w grze bohaterów. Tryb ten podzielono na wiele rozdziałów ustawionych chronologicznie, i tylko od nas zależy, w jakiej kolejności zaliczymy poszczególne misje. Obie kampanie mają sporo uroku, lecz mam też im trochę do zarzucenia.

W Libra of Soul widzimy dokładne statystyki swojego bohatera i przeciwników. Przed walka możemy zmienić broń, wynająć najemnika, który za nas będzie walczył lub dodać pożywienie zwiększające nasze umiejętności.
W Libra of Soul widzimy dokładne statystyki swojego bohatera i przeciwników. Przed walka możemy zmienić broń, wynająć najemnika, który za nas będzie walczył lub dodać pożywienie zwiększające nasze umiejętności.

Przede wszystkim, niesamowicie boli mnie to, że Bandai Namco zrezygnowało praktycznie całkowicie z wyreżyserowanych przerywników filmowych. Zamiast tego, jesteśmy raczeni statycznymi planszami z przeskakującymi głowami. W przypadku Soul Chronicle możemy przynajmniej posłuchać głosów aktorów. W Libra of Soul niestety nie mamy tego luksusu… Jedynie co nam pozostaje, to czytanie rozlazłych dialogów, które przeskakują w niezwykle ślamazarnym tempie. Po pewnym czasie zacząłem je po prostu pomijać i skupiałem się wyłącznie na wątku głównym, kompletnie olewając treść zadań pobocznych. Muszę jednak przyznać, że ten tryb był niezwykle wciągający – zaoferował mi ekspienie postaci, zdobywanie nowego oręża oraz walczenie z najróżniejszymi wrogami. Jak dla mnie to przepis na sukces.

PODSUMOWANIE

Soul Calibur VI to kawał porządnej bijatyki, która dzięki Geraltowi może zyskać większą popularność wśród europejskich graczy. Mam nadzieję, że tak będzie, gdyż jest to bardzo mocna interesująca alternatywa dla innych, wiodących mordobić. Wkurza mnie trochę, że delikatnie po macoszemu potraktowano tryby fabularne, zwłaszcza, gdy mam w pamięci świetne sekwencje filmowe z ostatniego Tekkena, Mortal Kombat X lub Injustice 2. Mimo to, poznawanie historii poszczególnych bohaterów potrafi wciągnąć, tak samo jak branie udziału w wielkiej przygodzie własnym herosem. Jeśli szukacie satysfakcjonującej gry z tego gatunku, która da wam na początku trochę forów, to koniecznie zaopatrzcie się w najnowsze dzieło Bandai Namco. Nie powinniście żałować swojej decyzji.

OCENA KOŃCOWA: 80/100

Grę do testów dostarczyła firma Cenega, za co serdecznie dziękuję!

Łukasz Morawski

Prawdopodobnie urodził się z padem w ręku i kawałkiem pizzy w ustach. Miłośnik wszystkiego co jest związane z kulturą popularną i nowymi technologiami. Gra w gry, ogląda filmy, czyta książki i komiksy. Jedno jest pewne - nie ma czasu na nudę.

Zostaw komentarz