Recenzja My Memory of Us. Wojna oczami dziecka

0

O historii w nietypowy sposób.

Polska branża gier zdążyła mnie nauczyć tego, że nie zawsze warto ufać nowym studio mającym w swoich szeregach specjalistów pracujących wcześniej przy innych, ważnych projektach. Dlatego, z całym szacunkiem dla Juggler Games, ale początkowo miałem obawy, że nie dadzą rady udźwignąć tak ambitnego projektu. W wywiadzie, jaki z nimi przeprowadziłem, jeden z przedstawicieli studia na pytanie, czy sobie poradzą, odpowiedział „Damy radę!”. Od tamtej pory minęło sporo czasu, a ja w końcu miałem okazję zagrać w pełną wersję My Memory of Us. I wiecie co? Skubany nie kłamał.

POWSTANIE WARSZAWSKIE W KRZYWYM ZWIERCIADLE

Co więcej, dodam, że dzieło młodziutkiego warszawskiego studia może być niezwykle istotne dla całej branży, ponieważ pokazuje, że o ważnych i historycznych sprawach, da się opowiadać w sposób nietuzinkowy. Twórcy za cel obrali sobie okres II Wojny Światowej, a raczej jej mały wycinek zahaczający o okres powstania getta warszawskiego. W grze nie zobaczycie jednak nazistowskich swastyk, niemieckich generałów czy innych elementów znanych z książek historycznych.

Juggler Games postanowiło podejść do tematu trochę w inny sposób – całość rozgrywa się w świecie, w którym niedobry Zły Król wysłał armię robotów, żeby zniewoliła bogu ducha winnych ludzi. Opowieść utrzymana jest w baśniowym tonie, niczym w „Labiryncie Fauna” przedstawiając wydarzenia z perspektywy dzieci. Mimo to, producent praktycznie całą opowieść oparł na konkretnych wydarzeniach oraz postaciach mocno udzielających się w tamtym czasie. Dzięki temu, przyjdzie nam pomagać Irenie Sendlerowej w wywożeniu dzieci poza getto oraz spędzimy trochę czasu w sierocińcu Janusza Korczaka. Kiedy będzie trzeba, bohaterowie wesprą rebeliantów podczas powstania oraz będą zmuszeni do męczącej wędrówki przez obskurne kanały.

TRAGICZNIE I Z HUMOREM

Historia zdecydowanie nie należy do lekkich, aczkolwiek twórcom udało się nie popadać w zbędną podniosłość. W grze nie brakuje wesołych momentów, wywołujących mimowolnie uśmiech na twarzy. Głównymi bohaterami opowieści są chłopiec i dziewczynka, którzy początkowo marzą wyłącznie o tym, żeby wspólnie „połobuzować” lub pobawić się na dworze. W przerwie pomiędzy poważniejszymi fragmentami, Juggler Games daje nam chwilę wytchnienia, żebyśmy chociaż na moment mogli zapomnieć o tym, jakie zagrożenie czai się za rogiem. Sytuacja zdecydowanie ulega zagęszczeniu, gdy towarzyszka głównego bohatera zostaje naznaczona czerwoną farbą. Według gry, wszystkie takie osoby są traktowane gorzej od reszty ludzi, nie mają praw do przebywania w wielu miejscach, są głodzone i wywożone poza mury miasta.

Rozgrywka może kojarzyć się z Valiant Hearts: The Great War, ale według mnie jest o wiele bardziej urozmaicona. Główna w tym zasługa jednoczesnego sterowania dwójką postaci, które posiadają unikatowe zdolności. Tylko wykorzystując ich talenty będziemy w stanie rozwiązać liczne zagadki logiczne oraz zaliczać etapy zręcznościowe i skradankowe. Gameplay jest naprawdę różnorodny, przez cały czas robimy coś nowego, a twórcy dwoją się i troją, żeby zaskoczyć nas jakąś ciekawą łamigłówką. Udało im się to bardzo dobrze, ponieważ aż do ostatniego etapu nie wiedziałem, czego tak naprawdę mogę się spodziewać.

Jedynym moim zastrzeżeniem do gry jest niezbyt precyzyjne sterowanie. Postacie nawet po lekkim wciśnięciu klawisza, przemieszczają się zbyt gwałtownie, system odpowiedzialny za łapanie się za rękę też nie zawsze funkcjonuje tak jak należy, a przełączanie pomiędzy bohaterami również działa jakoś topornie. Na szczęście, można się do tego przyzwyczaić, jednakże liczę na to, że producent usprawni te elementy w aktualizacjach.

SIŁA PRZYJAŹNI

My Memory of Us to gra, która poruszyła mnie do łez. Opowieść przedstawiona przez Juggler Games obroniłaby się sama, nawet gdybyśmy nie znali jej zaplecza historycznego. Tytuł może być dobrym produktem eksportowym, gdyż pokaże mieszkańcom innych krajów, na czym polegał dramat powstania warszawskiego i życia pod okupacją Niemiec. Warto nadmienić, że podczas zabawy możemy znaleźć specjalne karty biograficzne poświęcone znanym postaciom. Na uznanie zasługuje również oprawa wizualna, o której wcześniej nie wspominałem. Warszawskie studio postanowiło na gatunek zwany prymitywizmem, lecz określenie sztuka naiwna brzmi chyba nieco ładniej. Taki rodzaj oprawy idealnie zgrywa się z fabułą opowiadaną z perspektywy dziecka, które pomimo grozy i cierpienia, nadal potrafi patrzeć na świat w baśniowy, niewinny sposób.

Grę do testów dostarczyła firma Juggler Games, za co serdecznie dziękuję!

Łukasz Morawski

Prawdopodobnie urodził się z padem w ręku i kawałkiem pizzy w ustach. Miłośnik wszystkiego co jest związane z kulturą popularną i nowymi technologiami. Gra w gry, ogląda filmy, czyta książki i komiksy. Jedno jest pewne - nie ma czasu na nudę.

Zostaw komentarz