Recenzja Metal Gear Survive. Nie taki diabeł straszny…

0

… jak oczekują tego gracze.

  NASTĘPNA 

Jeśli czytaliście moje wrażenia z otwartej bety, to wiecie, że już wtedy Metal Gear Survive zauroczył mnie swoją rozgrywkę. Tak, wiem, to bardzo niepoprawne stwierdzenie, ponieważ z góry powinienem gardzić tym tytułem. Jestem wieloletnim fanem serii i mnie również boli to, w jakim kierunku rozwinęła się jej sytuacja. Hideo Kojima to moim zdaniem absolutny geniusz, jednakże nie można cały czas rozpaczać nad jego odejściem z Konami (akurat to mu wyszło na dobre). Japoński wydawca i producent ma swoje plany na wykorzystanie marki, i czy tego chcemy czy nie, ma do tego święte prawo.

To nie jest gra dla alergików
To nie jest gra dla alergików

We wcześniejszym tekście zaznaczałem, że jest to ciekawa gra survivalowa, lecz nijak ma się do wielkiej sagi o patologicznej rodzince Snake’ów. Po zaliczeniu głównego wątku fabularnego chciałbym zmienić zdanie – otóż jest to jak najbardziej kolejna odsłona Metal Geara, która stoi praktycznie na takim samym poziomie co historia w The Phantom Pain. Fakt, jest to bardzo słaby poziom, ale jednak. Nie rozumiem czemu też czepiamy się tych nieszczęsnych „zombiaków”? Wszakże w grach Kojimy widzieliśmy jeszcze większe cudawianki – wampiry, telepaci, płonący ludzie, itd.

Kliknij w banner, żeby przejść do tekstu
Kliknij w banner, żeby przejść do tekstu

Fabuła gry miała przeogromny potencjał, widać to chociażby po rewelacyjnym intro, które w genialny sposób oddaje kunszt realizatorski ojca serii. Niestety, Konami zrezygnowało w dalszej części z rozbudowanych przerywników filmowych (te są, ale króciutkie) na rzecz ścian tekstów, które mozolnie przeklikujemy dalej. Kolejnym gwoździem do atmosfery było postawienie na niemego głównego bohatera, który jakimś cudem potrafi otworzyć gębę w trybie multiplayer, kiedy wydaje komendy innym graczom. W wielu sytuacjach prosiło się, żeby nasz protagonista (lub protagonistka) wydukał choć jedno słowo, ale nie.

Wow, cóż za świetny sposób na prowadzenie fabuły. Nie
Wow, cóż za świetny sposób na prowadzenie fabuły. Nie

Potrafi jedynie otępiale patrzeć przed siebie i oddawać głosom członkom swojej ekipy, czyli innym ocalałym. A czemu ocalałym? Otóż po ataku Skull Face’a na Mother Base, nad bazą pojawia się wielki tunel czasoprzestrzenny otwierający drogę do miejsca określanego mianem Dite. Właśnie tam trafia nasz protagonista, a jego zadaniem będzie powstrzymaniem potężnej istoty, która próbuje przedostać się do naszego wymiaru. Nie muszę chyba wspominać, że wizyta Lord of Dust nie skończyłaby się dla nas zbyt dobrze.

  NASTĘPNA 

 

WERDYKT

  • OCENA KOŃCOWA
    7
Podsumowanie

Nie wierzę, że to piszę, ale Metal gear Survive zapewnił mi ponad 40 godzin świetnej rozrywki. Gra posiada wiele słabych elementów i jest chamsko zeruje na popularnej marce, ale to nie zmienia faktu, że gra się w nią z przyjemnością.

70%
70
Dobra
1 2 3
Łukasz Morawski

Prawdopodobnie urodził się z padem w ręku i kawałkiem pizzy w ustach. Miłośnik wszystkiego co jest związane z kulturą popularną i nowymi technologiami. Gra w gry, ogląda filmy, czyta książki i komiksy. Jedno jest pewne - nie ma czasu na nudę.

Zostaw komentarz