Recenzja Fallout 76 na PC. Wojna, wojna właśnie się zmieniła

0

Nie taka Wirginia straszna, jak ją malują. Recenzujemy Fallouta 76.

Fallout 76 nieźle rozsierdził fanów kultowej serii, ja pokuszę się natomiast o stwierdzenie, że Bethesda w końcu wykonała krok w dobrym kierunku. Być może firma potężnie się przy tym kroku zatoczyła, ale jednak! Zanim mnie zlinczujecie, pozwólcie, że się wytłumaczę. Zacznę może od tego, że należę do grona wielbicieli pierwszych dwóch części, a na poczynania twórców Skyrima do tej pory patrzyłem raczej z rozbawieniem niż zachwytem. Dlatego też po Fallout 76 nie spodziewałem się praktycznie niczego. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy zdałem sobie sprawę z tego, że nie mogę oderwać się od gry. Jak Fallout 76 przekonał mnie do siebie, podczas gdy dwie poprzednie części nie potrafiły?

MARTWY ŚWIAT, KTÓRY ŻYJE

Wśród głównych zarzutów kierowanych pod adresem gier Fallout 3 i 4 znalazły się między innymi miałkie fabuły obu odsłon – wychowany na Baldurze (nasza recenzja Baldur’s Gate: Siege of Dragonspear) i Planescape Torment (nasza recenzja Planescape Torment: Enhanced Edition) podzielam ten pogląd, chociaż nie ukrywam, że Fallout 4 przypadł mi nawet do gustu (nasza recenzja). Cieszy mnie więc to, że Fallout 76 nie sili się na jąkąś infantylną historyjkę, ale kładzie nacisk na to, co Bethesda robi najlepiej, czyli snuciu opowieści poprzez środowisko gry. Każdy zakątek kryje jakąś historię, a porozrzucane wszędzie zapiski odkrywają przed nami postrzępiony obraz post-nuklearnego świata. Szczątkowa fabuła i mała liczba NPC-ów nie doskwierają tak bardzo, ponieważ podczas gry z innymi graczami skupiałem się bardziej na środowisku niż słuchaniu dzienników czy czytaniu notatek. Jeżeli jednak nastawiacie się na grę w pojedynkę, srodze się zawiedziecie – to doświadczenie odległe od tego, co znacie z Falloutów 3 i 4.

Nowy system rozwoju postaci pozwala na elastyczność

Atutem starych Falloutów, zawsze był silnie sprzężony z rozgrywką system rozwoju postaci. Fallout 3 i 4 nigdy nie robiły tego tak dobrze, jak pierwsze dwie części czy świetne New Vegas, dlatego nie przejąłem się zbytnio tym, że Bethesda zrezygnowała ze swoich niezbyt ciekawych rozwiązań na rzecz inspirowanego S.P.E.C.I.A.L. i opartego na kartach systemu perków, które gracz może dowolnie układać. To, co w klasycznej grze fabularnej wyglądałoby słabo, w Fallout 76 wypada całkiem nieźle. Daje elastyczność, a co za tym idzie, możliwość dostosowania się do zmiennych warunków świata, który gracz dzieli teraz z innymi. Nie każdy chce borykać się z konsekwencjami swoich wyborów i bawić się w testowanie różnych buildów, a woli raczej mieć możliwość edycji swojej postaci tu i teraz.

SURWIWAL NA NIBY

Misternie wykreowany obraz świata burzy niestety to, że w Fallout 76 na PC śmierć nie niesie ze sobą praktycznie żadnych negatywnych konsekwencji. Ba! Utratę śmieci, które i tak zawsze ciążą, jestem w stanie uznać nawet za jej największą zaletę. Takie postawienie sprawy spłyca nie tylko elementy surwiwalu (no bo co z tego, że umrzemy z odwodnienia lub głodu?), ale także tryb PvP, z którym Bethesda chyba jeszcze nie do końca wie, co począć. Świetny przykład stanowi kultowy system V.A.T.S., który nijak się ma do rozgrywki wieloosobowej i w F76 pełni rolę… automatycznego celowania.

System V.A.T.S. nie klei się zupełnie z grą wieloosobową

Zdecydowanie najlepiej wypada tryb PvE, ale i tak prosi się o rozbudowę i bardziej urozmaiconą zawartość. Wspólne odkrywanie świata gry i udział w wydarzeniach społecznościowych to dobra zabawa, która na dłuższą metę i bez dobrego pomysłu może być po prostu nurząca. Myślę, że kluczem do dobrej zabawy i czerpania przyjemności z gry jak najdłużej jest znalezienie sobie zgranej ekipy – jeżeli towarzysze broni nie będą chcieli wczuć się w post-apokaliptyczny klimat, mogą zepsuć doznania, jakie płyną z rozgrywki. W obrany przez Bethesdę kierunek doskonale wpisuje się natomiast mechanika budowania, która znana jest już z Fallout 4. Hardkorowi fani kultowej serii będą sarkać, że to nie The Sims, i o ile w przypadku „czwórki”, pierwszy przyznam im rację, o tyle w F76 ma to w końcu jakiś sens. Możliwości, jakie ona daje, są naprawdę imponujące, czego można było już zresztą doświadczyć w pełni w Fallout 4.

TECHNOLOGICZNY BUBEL

Pewną stałą dla serii Fallout, i to nie tylko części 3-4 i New Vegas, ale także 1 i 2, jest zatrzęsienie błędów. Fallout 76 na tle poprzedników wyróżnia się na pewno ich liczbą. Nachodzące na siebie i doczytujące się tekstury, zepsute znaczniki misji, pojawiający się znikąd przeciwnicy, niska liczba klatek na sekundę i wysypywanie się gry do pulpitu są tu na porządku dziennym. Wytłumaczenie, że to przecież Bethesda i jej słynny silnik, zakrawa już teraz o kpinę i działa tylko na niekorzyść producenta.

Post-apokaliptyczna Wirginia Zachodnia może być urokliwym miejscem

Skoro już o silniku mowa, to miewa on swoje lepsze momenty, dzięki czemu Wirginia Zachodnia wygląda niekiedy wręcz urokliwie, ale nie zmienia to faktu, że Bethesda musi wreszcie przerzucić się na nowy engine. Sytuację ratuje to, że stary ciągle pasuje do stylistyki Fallouta, ale to samo można powiedzieć o silniku pierwszych dwóch części. Na szczęście, oprawa audio, a zwłaszcza ścieżka dźwiękowa z nieodłącznym radiem na czele, stoi na naprawdę przyzwoitym poziomie.

WARTO CZY NIE?

Chciałbym móc powiedzieć, że Fallout 76 na PC to nieoszlifowany diament, ale prawdziwość tego stwierdzenia potwierdzi dopiero to, co Bethesda zrobi z nim w nadchodzących miesiącach. Na chwilę obecną oceniłbym grę na 5/10. Dlaczego więc tytuł koniec końców mi się spodobał? Odpowiedź na to pytanie jest prosta: należy traktować go jako spin-off, który rządzi się innymi zasadami niż odsłony głównego cyklu i oferuje zupełnie nowe doznania w kultowym uniwersum. Jako próbę przeniesienia części mechanik z trybu dla pojedynczego gracza i dostosowania ich do rozgrywki wieloosobowej, jak robili to w przeszłości twórcy modów. Problem w tym, że na razie Fallout 76 zbyt bardzo przypomina amatorską modyfikację, a nie pełnoprawny produkt, dlatego jednocześnie balansuje na granicy sromotnej klęski. Jeżeli nastawicie się na doświadczenie analogiczne do tego znanego z trzech poprzednich części, raczej się zawiedziecie. Myślę, że Fallout 76 spodoba się tylko tym, którzy pogodzą się z faktem, że wojna w końcu się zmieniła.

Grę do testów dostarczyły firmy Bethesda Softworks i Cenega, za co serdecznie dziękujemy!

Dawid Sych

Od dziecka zapalony pecetowiec, a od niedawna konsolowy neofita. Kocha rozbudowane gry role-playing z masą statystyk i dziesiątkami okienek, najlepiej izometryczne i w klimacie science-fiction lub post-apo. Alergicznie reaguje na wszelkiej maści sandboksy oraz gry sportowe. Wielbiciel literatury klasycznej i amator dobrych seriali.

Zostaw komentarz