Rambo mówi pass, czyli shootery, które nie wybaczają błędów

0

POPRZEDNIA         NASTĘPNA 

RED ORCHESTRA 2/RISING STORM/RISING STORM 2: VIETNAM

Jeden akapit, trzy gry. Łączy je jednak oczywiście bardzo wiele. Poczynając od studia, które wszystkie te tytuły stworzyło (Tripwire Interactive), kończąc na formie zabawy, którą oferują. Są to też pozycje, które z pewnością powinny zainteresować graczy, którzy nieco bardziej interesują się konfliktami z nie całkiem odległej przeszłości.

Wszystkie wymienione produkcje zajmują się, kolejno, frontem wschodnim drugiej wojny światowej, walkami na Pacyfiku z tego samego okresu oraz, jak nie trudno się domyśleć w przypadku ostatniej wymienionej, wojną w Wietnamie. Twórcy kładą w każdym przypadku bardzo mocny nacisk na jak najbardziej realistyczne odwzorowanie specyfiki tych walk i trzeba przyznać, że wyszło to w każdym przypadku naprawdę bardzo ciekawie. No i oczywiście, każda z tych gier jest na bakier ze słowem „przebaczyć”.

Nie ma tutaj mowy o żadnym solowym bawieniu się w bohatera, gdyż kończy się to praktycznie zawsze w jeden sposób – rozpoczynaniem od drużynowego punktu odrodzenia. Wyjątkowo istotne jest to, aby cała drużyna odpowiednio się uzupełniała i, przede wszystkim, spełniała wybrane przez siebie role. Żołnierz z kaemem musi kłaść zasłonę ogniową, zwiad koniecznie powinien korzystać ze swoich granatów dymnych, a radiooperator ma obowiązek być na każde zawołanie dowódcy, aby ten mógł „zamówić” nalot na pozycje wroga. Czasami wystarczy wręcz, że jeden trybik nie zadziała i cała ofensywa/obrona kończy się totalną katastrofą.

Cała wymiana ognia jest tutaj ślamazarna i powolna. Ma to jednak ogromny klimat, gdyż naprawdę czuć tutaj, że istnieje coś takiego jak linia frontu. Ten, czasami potrafi się przesuwać w ślimaczym tempie, przez co faktycznie można poczuć się, jak na prawdziwym polu bitwy. Co więcej, w tej grze naprawdę trzeba potrafić korzystać z wybranego uzbrojenia. Istnieje tutaj coś takiego jak odrzut, nad którym naprawdę ciężko czasami zapanować. W przypadku każdej z trzech produkcji czuć też różnice między danym rodzajem broni. Strzelanie z kaemu, karabinu czy pistoletu maszynowego to w każdym wypadku unikalne doświadczenie, które też jeszcze bardziej zachęca do trenowania swojej umiejętności operowania konkretną pukawką.

Red Orchestra 2 i obydwa Rising Stormy to też ogromna ilość autentycznego wyposażenia z danych okresów, co z pewnością spodoba się militarnym maniakom. Mało tego – RO2 i RS2 dają też możliwość, aby skorzystać z usług pojazdów znanych z frontów, o których obydwie produkcje traktują. A pamiętać trzeba też, że sprawne operowanie nimi również wymaga sporych umiejętności i chociażby taki czołg w rękach niewprawionego może bardzo szybko stać się płonącym wrakiem.

Co również wyjątkowo istotne, gdy już odnajdziemy się na polach bitew we wszystkich trzech produkcjach, zabawa potrafi sprawiać ogromną radochę. Każde zabójstwo popełnione w tych tytułach kończy się poczuciem spełnionego obowiązku. Ba, nawet położenie zasłony dymnej w odpowiednim miejscu, daje powód do dumy. Sam nie zapomnę nigdy, jak moja drużyna na kanale głosowym dała mi do zrozumienia, że spisałem się rewelacyjnie, gdy jako piechur w RO2 zniszczyłem granatem przeciwpancernym czołg skutecznie nękający działania obronne.

POPRZEDNIA         NASTĘPNA 

1 2 3 4 5 6

Gracz od 12 roku życia. Częściej z padem, rzadziej z myszką. Bliżej mu do niebieskiego, niż do zielonego. Zakochany w pudełkowych wersjach gier. Kolekcjoner steelbooków. W wolnych chwilach - kinoman.

Comments are closed.