Rambo mówi pass, czyli shootery, które nie wybaczają błędów

0

POPRZEDNIA         NASTĘPNA 

RAINBOW SIX: SIEGE

Mój faworyt w ostatnim czasie, do którego powróciłem po blisko roku rozłąki. Od samej premiery można było zarzucić grze wiele – że niewiele rzeczy działało jak powinno, że serwery działały beznadziejnie… dało się odczuć, że Ubisoft daje tej produkcji za mało swojej miłości. W obecnym stanie jednak, R6: Siege doprowadzono do stanu używalności i jeżeli lubicie wymagające FPS’y, to poczujecie się w tej produkcji jak w domu. Zresztą, nawet Łukasz był zadowolony ze swojej przygody z grą, a jest ciężko jest spełnić jego oczekiwania.

Główną atrakcją produkcji są starcia 5 na 5, w których dwie drużyny naprzemiennie bronią lub atakują konkretny cel. Założenie brzmi prosto, prawda? Wszystko jednak komplikuje się w momencie wejścia do meczu. Już na początku witani jesteśmy ekranem wyboru postaci, czyli jednego z operatorów ze znanych jednostek specjalnych z całego świata. I wybór ten jest tak naprawdę kluczowy dla całej drużyny. Wystarczy dokonać nieodpowiedniego wyboru do danej mapy, aby okazało się, że jesteśmy tak naprawdę zbędni dla swojego zespołu i możemy ją ratować najwyżej fragami.

A o to też nie jest tak łatwo – starcia w R6: Siege są wymagające i wymagają ogromnej dozy skupienia. Jeden nieostrożny krok i kończy się nasza przygoda w danej rundzie. Tak naprawdę do śmierci doprowadzić może nawet gapiostwo, gdy nie zobaczymy małego szczególiku, w postaci ledwo wystającej głowy przeciwnika. Liczy się refleks, odpowiednie planowanie swoich kroków i zgrabne korzystanie z dostępnych gadżetów.

Główną atrakcją gry są oczywiście mecze rankingowe, jednak nie jest to zdecydowanie miejsce dla nowicjuszy. Aby przygotować się do głównego dania, trzeba jeszcze zaliczyć aperitif, w postaci trenowania swoich umiejętności w pojedynkach z botami oraz meczach swobodnych. Jest to też o tyle istotne, że – o ile nie zdecydowaliśmy się na zakup edycji z Season Passem – trzeba będzie w takich meczach zarobić odpowiednią ilość kredytów, niezbędnych do odblokowania pierwszych operatorów. Na początku przygody dostępny jest tylko rekrut, który nie jest w stanie wspomóc swojej drużyny jakąkolwiek umiejętnością. Z własnego doświadczenia wiem też, że na graczy grających tą postacią zwyczajnie patrzy się krzywo.

Trzeba jednak powiedzieć sobie wprost – gdy opanujemy już podstawy, poznamy mapy i zaczniemy grać drużynowo, zabawa w Rainbow Six: Siege staje się wyjątkowo satysfakcjonująca. I nawet nie chodzi o same fragi, gdyż dumę możemy poczuć chociażby, gdy otworzymy drogę drużynie niszcząc odpowiednią ścianę. Największy urok ma zdecydowanie zabawa w grupce pięciu znajomych.

POPRZEDNIA         NASTĘPNA 

1 2 3 4 5 6

Gracz od 12 roku życia. Częściej z padem, rzadziej z myszką. Bliżej mu do niebieskiego, niż do zielonego. Zakochany w pudełkowych wersjach gier. Kolekcjoner steelbooków. W wolnych chwilach - kinoman.

Comments are closed.