Czy Electronic Arts podąża we właściwym kierunku?

1

POPRZEDNIA

STAR WARS

W ostatnich latach, jedną z czołowych licencji w posiadaniu EA, stały się Gwiezdne Wojny. Nie ma w tym nic dziwnego, w końcu cała ta franczyza ma miliony fanów na całym świecie. Niestety, również w tym przypadku amerykanie pokazali, że setting to dopiero połowa sukcesu. I to w najlepszym wypadku.

Pierwszą grą osadzoną w tym uniwersum, objętą skrzydłami Electronic Arts, było Star Wars: The Old Republic, które jednak w obliczu bezlitosnego rynku MMO, nie okazało się na tyle dobre, by poradzić sobie bez modelu free-2-play. Potem przyszedł jeszcze czas w miarę solidnego Battlefronta (recenzja), cierpiącego jednak na kilka poważniejszych przypadłości.

Zaufanie w kontekście znanego uniwersum George’a Lucasa zostało więc nadszarpnięte, lecz potem nastała pora na Battlefronta II, który… całkowicie tych resztek zaufania nadużył, o czym u nas pisał Dawid. Produkcja ta okazała się być niczym więcej, niż maszynką do kasy, a od graczy, niechcących wydawać na nią prawdziwej waluty, wymagała potwornego grindu. Tytuł ten odegrał też znaczącą rolę w „Loot Box Gate”, co doprowadziło do interwencji Disneya i wymuszenia na twórcach usunięcia mikrotransakcji. Wkrótce potem pojawiła się plotka o utracie licencji przez EA, co jednak nie miało miejsca. Respawn tworzy jeszcze jeden tytuł w tym uniwersum i zdaje się, że będzie to produkcja ostatniej szansy.

INNE MARKI I PROJEKTY

Dla Electronic Arts jest jeszcze nadzieja. Poszukiwałbym jej w innych seriach, które właśnie teraz mogłyby otrzymać swoją szansę. Mam tu na myśli chociażby Titanfall – seria, przez swoje dwie odsłony, potrafiła przeobrazić się z brzydkiego kaczątka w całkiem ładnego łabędzia, przez co „dwójka”, będąca też w końcu multiplatformowa, zdobyła już swoje uznanie wśród graczy. A gdzieś tam wciąż przewija się temat spin-offów i uważam, że jest tutaj potencjał na godną, trzecią odsłonę cyklu.

Być może wypadałoby też dać drugą szansę projektom, o których od dłuższego czasu nie słyszeliśmy? Mam tu na myśli głównie serię Medal of Honor. Jej ostatnie odsłony pozostawiały co prawda sporo do życzenia, jednak teraz, gdy druga wojna światowa przeżywa swój renesans, fajnie byłoby zobaczyć kolejną część, znów przenoszącą nas na front największego konfliktu w historii naszego globu. Cała ta marka zasługuje na powrót do świata żywych i chciałbym wierzyć, że nie jestem odosobniony w tej opinii.

Bardzo fajną inicjatywą Elektroników jest też projekt EA Originals, w którym wielkie studio pomaga tym mniejszym wydawać ich produkcje, inwestując również swój kapitał w promocję. Pierwszą taką grą było w końcu A Way Out. Dzieło Josepha Faresa i jego studia zostało bardzo ciepło przyjęte przez krytyków – zresztą co tu dużo mówić, znacznie więcej dowiecie się z naszej recenzji. Na horyzoncie jest też już drugi tytuł objęty tym przedsięwzięciem, czyli Sea of Solitude i „Elektronicy” dali możliwość przedstawienia go światu na ichniej konferencji podczas E3.

JEST PYTANIE, MUSI BYĆ ODPOWIEDŹ

Mimo wszystko, przyszłość EA nie rysuje się w kolorowych barwach. W końcu w tym tekście poszukiwałem deski ratunkowej studia, na morzu gier Indie oraz tych mniej znanych marek, aspirujących dopiero do miana AAA. Jeden Battlefield to wciąż za mało, biorąc pod uwagę jak wiele wtop zaliczono w kontekście innych czołowych serii, wydawanych przez Electronic Arts.

Firma zdaje się być naprawdę w ciężkiej sytuacji, szczególnie po całej zeszłorocznej aferze dotyczącej skrzynek oraz mikrotransakcji w ogóle. Dumy na pewno nie przynosi też fakt, że amerykańska korporacja przez kilka ostatnich lat była ogłoszona najbardziej znienawidzoną firmą i mimo, że chociażby w zeszłym roku tak się nie stało, to po dziś dzień znajduje się w czubie takich zestawień.

A więc dokąd zmierza EA? Moim zdaniem, na pewno nie we właściwym kierunku. Oczywiście, nie w całkowicie beznadziejnym, ale wciąż nie rokującym obrotu o 180 stopni w temacie wizerunku firmy na całym rynku gier. Mimo wszystko, życzę „Elektronikom” by w końcu odnaleźli właściwą drogę. Kilka ich marek to moje dzieciństwo i kiedyś chciałbym jeszcze zagrać w zachwycającą FIFĘ, NFSa albo (marzenia…) Medal of Honor.

POPRZEDNIA


1 2 3

Gracz od 12 roku życia. Częściej z padem, rzadziej z myszką. Bliżej mu do niebieskiego, niż do zielonego. Zakochany w pudełkowych wersjach gier. Kolekcjoner steelbooków. W wolnych chwilach - kinoman.

Dyskusja1 komentarz

Zostaw komentarz