Quo Vadis, Diablo?

0

POPRZEDNIA

CO DALEJ

Rzeczywistość, w jakiej ląduje Blizzard i Diablo jest więc dość jasno nakreślona. Z jednej strony siła marki wydawcy jak i samej gry powinna bez problemu przyciągnąć do niej fanów nawet, jeśli twórcy zdecydują się wrócić do bardziej ponurych i mrocznych klimatów, z drugiej jednak ciężko dostrzec powód, dla którego mieliby to robić.

Wizerunek Blizzarda przez lata mocno się zmienił – firma stara się jak najbardziej sygnalizować, że tworzy produkty dla szerokiej gamy konsumentów, do tego tak przyjazne użytkownikom, jak to tylko możliwe. To, na czym bazują konkurencyjne Hack’n’Slashe zwyczajnie przestaje być głównym punktem zainteresowania firmy, która oczarowała rzesze graczy (a co ważniejsze, często „niezagospodarowanych”, bo niechętnych pewnym sztywniejszym, smutniejszym klimatom graczek) i robi z tego całkiem przyzwoity biznes.

Także Diablo III, w swojej finalnej, dopieszczonej i rozbudowanej formie dostępnej dzisiaj jest produktem, którego siła tylko częściowo tkwi w klimacie, a w znacznym stopniu opiera się na fajnych łupach i dużej różnorodności. Jeśli więc faktycznie, jak twierdzą plotki, powstaje właśnie Diablo 4, istnieje duża szansa, że i ono będzie zmierzać w bardziej kreskówkowym, lekkim kierunku… i że odpuści sobie zabawę  w fabularną kampanię, którą w ostatniej części i tak nikt się nie zachwycał.

CO TO ZA BAJKA

Nie oszukujmy się – cudem jest, że historia o piekielnych braciach, którzy wyskakują jak… diabełki z pudełka to dość duży cienkusz, który ledwie co starczył na trzy części, które dostaliśmy. A jednak Diablo jest grą właśnie o tym – o tłuczeniu piekielnych zastępów z pieśnią na ustach i tonami sypiących się z bestii łupów. Opowiadanie czegoś poza „o nie, oni się znowu uwolnili” nie jest potrzebne, by uzasadnić rzezanie potworów, a praktycznie nikt nie gra w te produkcje po to, by ekscytować się opowiadaną historią. To tylko pretekst, nic więc nie stoi na przeszkodzie, by go zwyczajnie usunąć. Tworzenie ciekawych lokacji, które będą zmieniać się na tyle, by gracze mogli i chcieli do nich raz za razem wracać powinno zdecydowanie wystarczyć. Polowanie na „legendary” i zestawy przedmiotów raczej na tym nie ucierpi.

KASA TEŻ SIĘ MUSI ZGADZAĆ

Diablo jest obecnie najmniej monetyzowaną (choć nie koniecznie najgorzej zarabiającą) marką w ofercie Blizzarda – praktycznie wszystkie inne tytuły, na czele z Overwatchem i Hearthstonem oferują jakieś możliwości monetyzacji i dokupywania dodatkowej zawartości, podczas gdy Diablo III ma poza podstawką do sprzedania jedynie jeden dodatek oraz DLC z Nekromantą, nie jest to więc droga do zbicia milionów.

Choć otwarcie się na kolejny nowy rynek w postaci Switcha bez wątpienia przyniesie Blizzardowi solidny zastrzyk pieniędzy, nie zmienia to faktu, że zbliżamy się do punktu, gdy marka będzie wymagać pewnego odświeżenia. Wraz z nim mogą przyjść dodatkowe formy płatności i atrakcje do kupienia, co nie powinno dziwić nikogo, kto śledzi polityki dużych wydawców. Szczęśliwie, patrząc na punkt, w jakim znajduje się rynek i nastawienie graczy do mikrotransakcji  raczej nie powinniśmy się spodziewać hazardowych, losowych elementów wciskanych nam przez gardło, a raczej czegoś bardziej wyrafinowanego, jak przepustki sezonowe i regularnie wydawana, choć potencjalnie dodatkowo płatna zawartość

NIE WSZYSTKO NA RAZ

Ważną rzeczą pozostaje jednak prosty fakt: wszystkie te rzeczy nie muszą ukazać się na raz, ani nawet w jednej grze. Od pewnego czasu przebąkuje się, że obrabianych jest kilka związanych z marką Diablo projektów, a jedna z plotek mówi, że jeden z nich to gra MMO, potencjalnie nawet następca World of Warcraft. O ile ciężko sobie wyobrazić, co musiałoby takie Diablo-MMO zrobić, by dorównać bogactwu siostrzanego uniwersum Blizzarda, może to być bardzo ciekawy prospekt rozwoju nie rozwiniętego jeszcze w dużym stopniu świata Sanktuarium.

Do tego spodziewać się można, że dostaniemy klasyczną, izometryczną „Czwórkę”, o której powiedzieliśmy trochę wcześniej, a poza tym… cóż, możemy tylko fantazjować. Bez wątpienia jest tu miejsce na pierwszoosobowego (albo trzecioosobowego) Hack’n’Slasha w stylu Dark Messiah of Might and Magic czy serii w stylu Hexen jako, że nie dostajemy zbyt wiele produktów tego typu, byłaby to bardzo miła niespodzianka. Warto też pamiętać, że Blizzard wciąż nie ma własnego Battle Royale, a fani Diablo zawsze pozytywnie patrzyli na możliwość pojedynków swoich wypasionych, bardzo twardych postaci.

Możliwości są nieskończone, a ostatnimi czasy mówi się nawet, że gra może doczekać się animacji w stylu tego, co dla Castlevanii zrobił Netflix. Pozostaje więc patrzeć w przyszłość, przyglądać się kolejnym doniesieniom i zgadywać, gdzie właściwie zmierza Diablo tym razem.

POPRZEDNIA

1 2 3
Artur Cnotalski

Gra od kiedy pamięta. PCtowiec, który nie boi się konsol ani urządzeń przenośnych. Kiedy nie siedzi przy komputerze, prawdopodobnie gra w planszówki lub "papierowe" RPG.

Zostaw komentarz