Quake Champions: pierwsze wrażenia

0

Czy nowa sieciowa strzelanka id Software zachwieje pozycją Overwatch?

Ostatnie dwa tygodnie upłynęły mi pod znakiem zamkniętych testów beta Quake Champions, nowej sieciowej strzelanki id Software i pierwszego poważnego konkurenta Overwatch Blizzarda. W ręce graczy twórcy oddali dziewięciu czempionów, trzy tryby rozgrywki, trzy areny oraz zestaw klasycznych pukawek. Nie ulega wątpliwości, że zmieniona formuła tchnęła w leciwą markę nowego ducha, pytanie czy to wystarczy, aby Quake Champions zagościło na naszych komputerach na trochę dłużej?

Na pierwszy rzut oka to nadal stary, dobry Quake – średniej wielkości areny utrzymane w klimacie mrocznego fantasy, idealne dopasowane do małych grup graczy, porozrzucane wszędzie apteczki, pancerze i broń oraz dynamiczna rozgrywka. Diabeł, jak zwykle zresztą, tkwi w szczegółach. Tutaj są to tytułowi czempioni, którzy różnią się pomiędzy sobą liczbą punktów życia i pancerza, szybkością oraz zdolnością specjalną. Ranger posiada specjalną kulę, która rani wrogów i wybucha przy zetknięciu z dowolną powierzchnią. Nyx potrafi na chwilę przenieść się do innego wymiaru, a kiedy się w nim znajduje, jest niewidzialna dla reszty graczy i odporna na obrażenia. Biomechaniczny Visor dysponuje z kolei zdolnością widzenia przez ściany. Zróżnicowanie czempionów to doskonałe rozwiązanie, które wymusza na graczach stosowanie różnych strategii. Niestety, nowy Quake w tej kwestii jest o krok za Overwatch, gdzie każdy bohater posiada nie jedną, ale kilka zdolności specjalnych, oraz unikalną broń. Pytanie czy prostota, jaką cechuje się Quake Champions, wynika z chęci zachowania lepszej równowagi czy strachu przed jej zachwianiem. W efekcie zabawa jest mniej różnorodna niż w produkcji Blizzarda.

Quake Champions posiada bogate opcje personifikacji bohaterów
Quake Champions posiada bogate opcje personifikacji bohaterów

Jak już wspomniałem we wstępie, zamknięta beta pozwoliła na przetestowanie trzech trybów rozgrywki. Były to Deathmatch, Team Deatmach oraz Duel. Dwa pierwsze nie wymagają objaśnień, natomiast trzeci, jak sama nazwa wskazuje, polega na pojedynkach 1vs1. Warunkiem przystąpienia do meczu jest posiadanie co najmniej trzech czempionów. Gracze grają do dwóch wygranych rund. Klimatyczne lokacje, na których rozgrywane są mecze, składają się z niewielkich aren, ciasnych korytarzy, półek i klatek schodowych. Wymusza to bardzo dynamiczną i brutalną rozgrywkę, która jak najbardziej mi odpowiada. Powiem więcej, wolę ją od taktycznych starć, do jakich przyzwyczaiła mnie na przykład seria Battlefield. Gdybym miał coś zarzucić lokacjom i trybom gry to chyba wyłącznie to, że Duel rozgrywa się na tych samych mapach, co Deathmatch i Team Deathmatch. O ile dla dziesięciu graczy są one w sam raz, o tyle dla dwóch są już trochę za duże. Efekt jest taki, że więcej czasu spędzamy na szukaniu się nawzajem niż rzeczywistej rozgrywce. Na tempo gry wpływa nie tylko konstrukcja poziomów, ale także dostępne uzbrojenie. Do wyboru mamy m.in. strzelbę, gwoździarkę, miotacz błyskawic, wyrzutnię rakiet, czy Railgun. Liczba pukawek jest co prawda niewielka, ale używanie ich sprawia ogromną frajdę, głównie ze względu na fakt, że jest to absolutna klasyka, którą pamiętam jeszcze z czasów podstawówki.

Quake Champions jest grą, która wykorzystuje model free-to-play. Zaletą tego rozwiązania jest to, że zabawa jest darmowa, wadą z kolei to, że za wszystko na czym nam zależy, musimy zapłacić. Za darmo dostępny jest tylko jeden czempion, pozostałych można natomiast wypożyczyć na dobę za wirtualną walutę lub wykupić na stałe za prawdziwe pieniądze. Zgodnie z panującymi trendami, elementem, który został szczególnie dopieszczony, jest personalizacja postaci obejmująca nie tylko różne kolory, ale także dodatki do wyposażenia. Mnie to nie kręci, ale zdaję sobie sprawę z faktu, że wielu graczy spędza długie godziny na wybieraniu najbardziej stylowych pancerzy, które sprawią, że ich czempion będzie wyróżniał się na polu bitwy. Skoro już o wyglądzie mowa, to wypada kilka słów poświęcić stronie wizualnej. Quake Champions powstało na bazie silnika id Tech 6, który znalazł zastosowanie w poprzedniej grze studia, jaką był najnowszy Doom. Grafika jest przyjemna dla oka, ale nie powala na kolana. Z pewnością przyciąga wzrok jaskrawymi kolorami i dużą liczbą efektów. Kto grał w Dooma, będzie wiedział o co chodzi. Zdecydowanie wolę też klimat mrocznego fantasy od komiksowego stylu Overwatch, zarówno w kwestii modeli postaci, jak i projektów poziomów.

Czempionów wypożyczamy za wirtualną walutę lub kupujemy za prawdziwą gotówkę
Czempionów wypożyczamy za wirtualną walutę lub kupujemy za prawdziwą gotówkę

W trakcie trwania zamkniętych testów beta bawiłem się naprawdę wyśmienicie. Nie mogłem jednak pozbyć się wrażenia, że Quake Champions stoi w rozkroku pomiędzy starym, a nowym i nie może do końca zdecydować się na to, jaką grą chce być. Uosobieniem tego problemu są tytułowi czempioni – dysponują unikalnymi zdolnościami i opisują ich indywidualne statystyki, ale nadal korzystają z tej samej broni, a jedna specjalna umiejętność to chyba trochę za mało, aby przyprawić graczy o szybsze bicie serc. Na dodatek Quake Champions – przynajmniej na razie – jest dość ubogie w zawartość – niewielka liczba bohaterów i rodzajów broni może sprawić, że na dłuższą metę gra będzie po prostu nudna i nie zmieni tego nawet kilkadziesiąt skórek, które pozwolą na stworzenie najlepiej ubranego czempiona na serwerze. Oldskul być może przyciągnie graczy starszej daty, takich jak ja, ale młodsza generacja może już kręcić na niego nosem. Zastanawia mnie też na ile sprawdzi się model free-to-play, którego ja sam unikam jak ognia. Z niecierpliwością, ale i obawami wyczekuję premiery.

Klucz do testów beta dostarczyła firma Cenega, za co serdecznie dziękujemy!

 
Dawid Sych

Indiana Jones i nerd w jednym. Zawsze wszystko wie i zawsze we wszystkim ma rację, więc lepiej nie wchodzić z nim w polemikę. Amator nowych technologii, dobrych książek i seriali.

Zostaw komentarz