Przekręt o gwiezdnych proporcjach

0

POPRZEDNIA

ZAWSZE CHODZI O PIENIĄDZE

Wróćmy jednak do aspektu finansowego, bo to w nim tkwi clou problemu Star Citizena. W wersji multiplayer cała gra ma opierać się na systemie misji, handlu, piractwa i innych zajęciach, które generować będą pieniądze na statki i inne atrakcje.

Roberts zapewnia, że statki i inne bajery rozdawane obecnie wspierającym będzie można kupić za zarobioną podczas zabawy walutę, ale na dobrą sprawę nie wiadomo jeszcze, jak szybkie (lub raczej: powolne) będzie tempo zdobywania pieniędzy. Tymczasem nie dość, że wyjątkowo majętni gracze mogą posiadać już teraz praktycznie wszystko, co planowana produkcja będzie miała do zaoferowania, to jeszcze studio postanowiło znieść limity przechowywanej gotówki – wciąż obowiązuje ograniczenie tego, ile pieniędzy możemy kupić dziennie, ale pojemność „banku” indywidualnych graczy nie ma żadnych ograniczeń.

A KOGO OBCHODZĄ GRACZE?

Co to znaczy dla grających? W dniu premiery (o ile ona nadejdzie, więcej o sprawie za chwilę) jeden lub kilku bogatych baronów może być w stanie kompletnie zdominować (lub zepsuć) gospodarkę wirtualnego kosmosu odpowiednio wydając zakupione i gromadzone pieniądze. W rezultacie, choć świat ma być dla wszystkich równy, istnieje spore ryzyko, że w dniu premiery grupa „równiejszych” weteranów-fanów Star Citizena będzie w pozycji by zepsuć zabawę wszystkim innym.

Mówimy o zabawie, bo tego stwierdzenia używa sam Roberts, zapewniając, że koniec końców w jego grę nie będzie dało się wygrać ani przegrać, bo nie będzie ona miała końca. Rzecz w tym, że nawet w takim nieskończonym świecie nieskończonych możliwości olbrzymie dysproporcje siły mogą być boleśnie odczuwalne dla graczy. CIG nie uważa tego za problem, a jego szef mówi, że jeśli komuś nie odpowiada przykładowo tryb PvP, gdzie różnice będą największe, może po prostu nie bawić się w sieciowe starcia.

FANTAZJE NIE TYLKO W CYFROWYM ŚWIECIE

Takie podejście do ekonomii wydaje się być widoczne w „prawdziwych” finansach Cloud Imperium Games. Wedle raportu serwisu Escapist z 2015 roku gra, która zebrała do tego momentu 90 milionów dolarów, niecałą połowę obecnego budżetu jednocześnie przepaliła się przez ponad 80 milionów. Zważywszy, że koszty operacyjne studia nieustannie rosną, a sam zespół w Manchesterze tylko w roku 2016 pochłonął ponad 10 milionów w wypłatach, była to sytuacja niebezpiecznie bliska kryzysu.

Roberts i spółka zażądali zresztą wycofania dość szczegółowego raportu na temat gry opublikowanego przez serwis grożąc sądem i spotkali się z odmową. Zważywszy, że o rozstrzygnięciu tej sprawy wciąż nic nie wiadomo, istnieje spora szansa, że rozprawy wciąż się toczą, albo, że Escapist wybronił się przed pozwem.

Jednym ze źródeł informacji o wspomnianych wyżej problemów był serwis Glassdoor, w którym pracownicy mogą anonimowo oceniać swoich pracodawców, a negatywne opinie nie ograniczają się tam do kwestii finansowych – wiele mówi się też o tym, że pracujące dla Robertsa studia żyją w ciągłym stresie, a przypadki złego traktowania  podwładnych czy nie zatrudniania ludzi zbyt starych (tj. po czterdziestce) albo nie-białych, które przewijają się wśród oskarżeń brzmią dość poważnie.

HISTORIĘ PISZĄ ZWYCIĘZCY

Historia Star Citizena wciąż się pisze. Wedle absolutnie niedokładnych, spekulacyjnych szacunków firma może przepalać się przez ponad dwadzieścia milionów dolarów rocznie, co, jeśli doniesienia z 2015 roku znajdą poparcie w rzeczywistości, może oznaczać, że z imponujących 196 milionów zebranych do tej pory została maksymalnie ćwierć, a prawdopodobnie znacznie, znacznie mniej. Co ważne, z każdą kolejną aktualizacją warunków korzystania z usługi firma konsekwentnie zmieniała na gorsze warunki zwrotu pieniędzy zainwestowanych w grę w przypadku nie dostarczenia gotowego produktu, a parę tygodni temu wygrała w sądzie sprawę, która zwolniła ją kompletnie z konieczności oddania jednemu z użytkowników pieniędzy.

Chris Roberts dalej jednak sprzedaje marzenia i obietnice, przymykając oko na potencjalne zagrożenia, byle zrealizować swoją wizję. Jednocześnie ciężko uwierzyć, by ojciec Wing Commandera celowo próbował oszukiwać swoich fanów – przeciągający się czas produkcji i potencjalne problemy finansowe to raczej kwestia niekompetencji i poświęcania wszystkiego na ołtarzu marzenia, które ta epicka produkcja ma spełnić. Albo sczeznąć próbując, bo daty premier Star Citizen i Squadron 42 pozostają nieznane.

POPRZEDNIA

1 2 3
Artur Cnotalski

Gra od kiedy pamięta. PCtowiec, który nie boi się konsol ani urządzeń przenośnych. Kiedy nie siedzi przy komputerze, prawdopodobnie gra w planszówki lub "papierowe" RPG.

Zostaw komentarz