Pillars of Eternity II: Deadfire – czy warto czekać?

0

POPRZEDNIA         NASTĘPNA 

POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI

Przygodę z komputerowymi grami role-playing rozpocząłem pod koniec lat 90-tych od izometrycznych produkcji BioWare i Back Isle Studios. Mowa oczywiście o klasykach, takich jak Baldur’s Gate (recenzja Baldur’s Gate: Siege of Dragonspear), Planescape Torment (recenzja Planescape Torment Enhanced Edition) czy Icewind Dale. Post-apokaliptyczne nawrócenie na Fallout przeżyłem dopiero wiele lat później, dlatego synonimami klasycznej gry RPG do dzisiaj są dla mnie rzut izometryczny i klimaty fantastyczne.

Pomimo tego, że lochy i smoki nie sprawiają już, że moje serce bije szybciej, Pillars of Eternity – zarówno dla mnie, jak i dla wielu spośród was – będzie nostalgicznym powrotem do przeszłości, w której jak wiadomo gry komputerowe, a zwłaszcza role-playing, były po prostu lepsze… i to nie dlatego, że zawsze były, ale dlatego, że takimi je pamiętamy. Zresztą, do dzisiaj od trójwymiarowych gier RPG z hiperrealistyczną grafiką i widokiem z perspektywy pierwszej osoby wolę rzut izometryczny, ponieważ – tak jak książki – w mojej ocenie daje lepsze pole do popisu naszej coraz rzadziej używanej wyobraźni.

POPRZEDNIA         NASTĘPNA 


1 2 3 4 5
Dawid Sych

Od dziecka zapalony pecetowiec, a od niedawna konsolowy neofita. Kocha rozbudowane gry role-playing z masą statystyk i dziesiątkami okienek, najlepiej izometryczne i w klimacie science-fiction lub post-apo. Alergicznie reaguje na wszelkiej maści sandboksy oraz gry sportowe. Wielbiciel literatury klasycznej i amator dobrych seriali.

Zostaw komentarz