Piękna fuszerka. Recenzja Inner Chains

0

Zmarnowany potencjał.

Nagłe przeniesienie w kwietniu premiery Inner Chains na maj nie zwiastowało niczego dobrego, ale wychodzę z założenia, że lepiej poczekać trochę dłużej niż męczyć się potem z niedopracowaną grą. Niestety, dodatkowy miesiąc nie zdał się na nic, ponieważ w dniu premiery Inner Chains było praktycznie niegrywalne z powodu problemów technicznych. Po wypuszczeniu pierwszej łatki postanowiłem dać grze warszawskiego studia Telepaths’ Tree drugą szansę. Czy słusznie?

Nie ukrywam, że od pierwszego wejrzenia zakochałem się w mrocznym i ciężkim stylu graficznym Inner Chains. Gdybym miał go do czegoś porównać, to chyba do Zaświatów z filmowego Mortal Kombat. Biologia i technologia związane są tutaj w bluźnierczym uścisku, który jednocześnie fascynuje i przeraża. Ludzie z kolei żyją jak zwierzęta pod jarzmem Kasty Panującej. Protagonistą Inner Chains jest bezimienny mieszkaniec tego spaczonego i umierającego świata, który podejmuje próbę uwolnienia się z jego okowów. Ratunkiem zdaje się legendarne miejsce zwane Ostatnią Nadzieją.

Lokacje prezentują się naprawdę niesamowicie…

Niestety, to wszystko, co da się z gry Telepaths’ Tree – a raczej jej oficjalnego opisu – wyciągnąć. Wkrótce po rozpoczęciu rozgrywki zaczyna dawać się we znaki fatalna optymalizacja – potworne klatkowanie oraz absurdalnie długi czas wczytywania poziomów (napisałem ten tekst na netbooku w trakcie doczytywania się gry). Minimalne wymagania sprzętowe Inner Chains to procesor AMD Phenom II X4 lub Intel Pentium Dual-Core G600, karta graficzna ATI/AMD Radeon HD 7700 lub NVIDIA GeForce GTX 700 oraz 4 GB RAM. Mój PC jest wyposażony w CPU AMD FX 8320, GPU NVIDIA GeForce GTX 970 i 8 GB RAM łapie się zatem nawet na wymagania zalecane. Nic to! Gra i tak ścina się jak diabli. Szperanie w opcjach grafiki nic nie daje – przed pierwszą łatką było ich jak na lekarstwo, po niej jest trochę lepiej, ale nadal nie mogę zmienić rozdzielczości, która zablokowana jest na 2715×1527 pikseli. Największą frustrację powoduje jednak to, że kiedy gra akurat się nie zacina, wygląda bardzo dobrze.

…szkoda tylko, że optymalizacja jest beznadziejna…

Na przekór wszelkim przeciwnościom losu udało mi się trochę pograć, niestety mam mieszane uczucia. Inner Chains jest zbyt mało dynamiczne na strzelankę i nieco za mało straszne na horror. Efekt jest taki, że klatkowanie i ekrany ładowania podnoszą ciśnienie skuteczniej niż sama rozgrywka. Na tle reszty wyjątkowo pozytywnie wypada klimatyczna ścieżka dźwiękowa, ale problemy z optymalizacją psują nawet tę niewielką radość. Niestety, wszystko wskazuje na to, że postawienie Inner Chains na nogi to kwestia więcej niż jednej czy dwóch łatek. I tak nie jest jeszcze najgorzej, ponieważ nie natknąłem się na inne błędy, ale wielu graczy narzeka nie tylko na optymalizację, ale także na wszechobecne bugi.

A miało być tak pięknie

Inner Chains to kolejna – po Husk – polska gra, która ujrzała światło dzienne o wiele za wcześnie, oczywiście ze szkodą dla siebie samej. Optymalizacja jest po prostu żadna, zdarzało mi się grać w lepiej dopracowane gry w wersji alpha. Niestety, doskonały styl graficzny, niezła ścieżka dźwiękowa i dobre chęci to zdecydowanie za mało, żeby uratować ten tonący statek. Może za kilka tygodni, a prędzej za kilka miesięcy, dam Inner Chains trzecią szansę, tymczasem odkładam grę na wirtualną półkę.

Grę do testów dostarczyła firma Cenega, za co serdecznie dziękujemy!

 

Werdykt

  • Fabuła i klimat
    6
  • Grafika
    2
  • Dźwięk
    8
  • Dopracowanie
    2
  • Grywalność
    2
  • Ocena użytkowników (0 głosów)
    0
    Your Rating:
Podsumowanie

Ciekawy pomysł został całkowicie zmarnowany przez żenujące wykonanie. Klimatyczna szata graficzna i niezła ścieżką dźwiękowa nie są w stanie zrekompensować beznadziejnej optymalizacji.

40%
40
Słabe
Dawid Sych

Indiana Jones i nerd w jednym. Zawsze wszystko wie i zawsze we wszystkim ma rację, więc lepiej nie wchodzić z nim w polemikę. Amator nowych technologii, dobrych książek i seriali.

Zostaw komentarz