Phantom Doctrine, czyli teoria spisku po polsku

0

Turowa strategia szpiegowska – strzał w dziesiątkę czy w stopę?

Kiedy myślimy o grach wideo w szpiegowskich klimatach, do głowy przychodzą nam zwykle tytuły, takie jak Metal Gear czy Splinter Cell, czasem wymienimy też No One Lives Forever. W skrócie, same przygodowe gry akcji i strzelanki. A pojawiały się już przecież w przeszłości próby romansowania przez twórców gier z różnymi innymi gatunkami. W 2010 roku studio Obsidian Entertainment wypuściło Alpha Protocol, szpiegowski Action RPG, który zebrał mieszane recenzje, ale przez wielu amatorów gatunku wspominany jest z rozrzewnieniem. Z kolei w 2015 roku ekipa Klei Entertainment, czyli twórcy Mark of the Ninja, zachwyciła recenzentów taktyczną strategią turową Invisible Inc. w szpiegowskich klimatach. CreativeForge Games nie wpłynęło więc z Phantom Doctrine na zupełnie nieznane wody. Czy Polakom udałę się jednak stworzyć udaną mieszankę gatunkową?

POZDROWIENIA Z ROSJI

Jak się już wzorować, to tylko na najlepszych i tą właśnie drogą poszli rodacy. Phantom Doctrine w kwestiach mechaniki całymi garściami czerpie z popularnego X-COM (nasza recenzja X-COM 2). Mechanika, nawet najlepsza, musi być jednak sprzężona z historią i atmosferą. CreativeForge Games postąpiło ryzykownie, ponieważ postawiło na klimaty szpiegowskie, jak już wspominałem we wstępie, kojarzone głównie z gatunkiem gier akcji. Wiele wskazuje na to, że słusznie.

W trakcie starć z wrogiem zmienia się widok kamery

Akcja Phantom Doctrine toczy się w 1983 roku, kiedy świat pogrążony jest w mroku zimnej wojny i stoi na krawędzi zagłady. Pikanterii rozgrywce dodaje to, że w tle przewijają się historyczne wydarzenia i postaci. Jako szpiedzy walczymy z wrogimi agentami, a naszą dewizą są słowa: Nie ufaj nikomu, kwestionuj wszystko. Intryga jest zgrabna i wciągająca, szkoda tylko, że rozmywa się w morzu powtarzalnych misji pobocznych. Znacznie bardziej spodobałoby mi się rozwiązanie zastosowanie w recenzowanych przeze mnie Shadow Tactics: Blades of the Shogun czy Expeditions: Viking, gdzie zadań było zdecydowanie mniej, ale skupiały się zamiast tego raczej na fabule i były bardziej rozbudowane. Pierwsze było grą w typie kultowych komandosów, ale drugie już taktyczną strategią turową. Nota bene obie osadzone w ciekawych klimatach, bo samurajów i wikingów.

TYLKO DLA TWOICH OCZU

A jak w fabułę wpisuje się mechanika? Rekrutujemy, szkolimy, wyposażamy i kierujemy na tajne misje szpiegów. Jeżeli któryś zostanie zdemaskowany, ubieramy go nową tożsamość. Prowadzimy śledztwo, przeglądamy akta, demaskujemy wrogich agentów i udaremniamy ich operacje, a wreszcie odkrywamy wielki spisek! Przeciwnik stara się nas zwalczać – szuka naszej bazy, a my musimy przenosić ją z jednej strony świata na drugą, i ciągle rozwijać, aby być bardziej skutecznym i nie zostać wykrytym. Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że nigdy nie można być pewnym czy wróg nie ukrywa się w naszych szeregach! Mechanik jest wiele i należą się za to twórcom słowa pochwały, ale może to zrazić niektórych graczy, którzy raczej cenią sobie słodką prostotę.

Śledztwa to ciekawa odskocznia od pracy terenowej

Niestety, złożoność rozgrywki oraz duża liczba niekiedy długich i podobnych do siebie misji sprawiają, że fabuła potrafi gdzieś w tle zaginąć. Przy bardziej agresywnym stylu rozgrywki, agenci mogą zmieniać się jak rękawiczki, dlatego nie przywiązujemy się do nich i traktujemy ich bardziej jak jednostki niż bohaterów z krwi i kości. W efekcie zatraca się nie tylko fabuła, ale i klimat. Doświadczeni żołnierze X-COM i tak wezmą grę do ręki bez wahania, ale reszta powinna zastanowić się dwa razy nad tym czy są w stanie się z tym faktem pogodzić.

ŚWIAT TO ZA MAŁO

Chociaż fabuła i klimat zgrzytają niekiedy pod naciskiem mechaniki, to nie można powiedzieć, że poza nimi, Phantom Doctrine nie ma innych zalet. Grafika, pomimo tego, że wypada gorzej niż we wspomnianym wyżej X-COM 2, cieszy oko liczbą detali i dobrze buduje klimat, tak samo zresztą, jak świetna ścieżka dźwiękowa, która towarzyszy rozgrywce. Jako amatora wszelkiej maści skradanek zachwyciło mnie też to, że dzięki taktycznemu myśleniu i odpowiedniemu przygotowaniu, poszczególne misje można przechodzić bez rozlewu krwi. Wśród zalet należy wymienić też możliwość kierowania siatką szpiegów i rozległą bazą, podczas gdy gry nastawione głównie na akcję, skupiają się przede wszystkim na aspekcie pracy terenowej, vide Splinter Cell czy Metal Gear.

Rozgrywka to ciągła zabawa w kotka i myszkę

Skoro już o pracy w terenie mowa, to na tym polu Phantom Doctrine też radzi sobie całkiem nieźle. Agenci mogą korzystać z szerokiego wachlarza umiejętności i sprzętu – otwierają drzwi wytrychami, łamią zabezpieczenia, wykorzystują przebrania, gromadzą wyposażenie czy zbierają tajne materiały. Kiedy zostaną wykryci, rozpoczyna się krwawa jatka, w trakcie której kamera zmienia się, kiedy używamy broni lub zdolności specjalnych. Nawet jeżeli zdecydujemy się na taktykę cichej eliminacji wrogów, kiedy tylko zorientują się oni, że stracili kontakt z kolegami, zaczynają poszukiwania gracza i uruchamiają wyłączone wcześniej zabezpieczenia. Aby ukończyć misję, nie wystarczy zrealizować jej cele, konieczne jest też dotarcie do miejsca, z którego agenci mogą zostać ewakuowani. Jak widzicie, nie sposób odmówić Phantom Doctrine taktycznej głębi.

Nasza baza robi wrażenie

LICENCJA NA ZABIJANIE

Phantom Doctrine to ciekawa mieszanka taktycznej strategii turowej i szpiegowskiego klimatu w zimnowojennej otoczce. Nie wszystko do końca w polskiej produkcji zagrało. Widać to zwłaszcza na styku mechaniki i fabuły, która rozmywa się niekiedy w natłoku aktywności pobocznych. Tytuł urzeka za to złożoną mechanika rozgrywki i klimatyczną oprawą audiowizualną. Polacy pokazali, że szpiegowskie thrillery nie muszą ograniczać się tylko i wyłącznie do gatunku gier akcji… i chwała im za to!

Grę do testów dostarczyła firma Cosmocover, za co serdecznie dziękujemy!

Dawid Sych

Od dziecka zapalony pecetowiec, a od niedawna konsolowy neofita. Kocha rozbudowane gry role-playing z masą statystyk i dziesiątkami okienek, najlepiej izometryczne i w klimacie science-fiction lub post-apo. Alergicznie reaguje na wszelkiej maści sandboksy oraz gry sportowe. Wielbiciel literatury klasycznej i amator dobrych seriali.

Zostaw komentarz