Ostatnia dekada Call of Duty. Jak rozwijała się najpopularniejsza seria Activision?

0

Wzloty, upadki i ciągły wzrost.

Na początku było Modern Warfare 2. To znaczy nie na początku wszystkiego, nawet nie na początku gier komputerowych. Za to zdecydowanie na początku tego artykułu, bo mówimy o ostatniej dekadzie Call of Duty, serii, która wszystkim się już niby przejadła, a jednocześnie co chwila bije jakiś rekord. No, chyba, że przesadza z wyskokami w przyszłość, albo zatrudnia jako gwiezdnego Hitlera tego tam typka z Gry o Tron…

MODERN WARFARE 2 – GODNY NASTĘPCA

Jednak wracając: Call of Duty Modern Warfare 2 musiało spełnić niemałe oczekiwanie, to jest dotrzymać kroku pierwszej części gry z tej podserii. Kontynuując wątki i wydarzenia z dwa lata starszego Modern Warfare, gra musiała mierzyć się z geniuszem takich elementów, jak jedna z najlepszych misji w historii strzelanek, All Ghillied Up.

W znacznym stopniu się udało. Modern Warfare było pod wieloma względami doskonałą strzelanką, dobrze kontynuującą zarówno rozbudowaną, przeżywaną z perspektywy wielu osób kampanię dla pojedynczego gracza, ale też serwującą kawał solidnej rozgrywki w trybie dla wielu graczy. Miało tylko jeden, drobny problem: podczas gdy MW 1 znane było dzięki All Ghillied Up, które w emocjonujący sposób pokazywało ruch w kamuflażu po terytorium wroga, MW2 błyszczało misją No Russians, w której gracz miał strzelać albo chociaż być obecnym, przy strzelaniu do cywili. Wielu osobom nie spodobał się ten pomysł, a Activision stawało  na rzęsach próbując dogodzić zastrzeżeniom względem misji płynącym z różnych państw, odpowiednio blokując całość, lub cenzurując fragmenty zadania.

BLACK OPS – WIELKI POCZĄTEK SZPIEGOWSKIEJ MARKI

Jeśli Modern Warfare 2 nazwiemy, mimo tego potknięcia, sukcesem, to wydane rok później Black Ops trzeba uznać za wielki hit. Osadzone w latach sześćdziesiątych szpiegowskie Call of Duty, z praniem mózgów i starciami agentów w tle nie tylko przenosiło do ciekawej i niezbyt popularnej w strzelankach ery, ale miało też w rękawie kilka asów.

Prawdopodobnie największym z nich był poprawiony i rozbudowany tryb Zombiaków, który nie pojawił się co prawda w serii po raz pierwszy – zaszczyt goszczenia go oryginalnie przypadł World At War – ale tutaj właśnie zaczął zbliżać się do formy, za którą znamy i kochamy go po dziś dzień.

MODERN WARFARE 3 – SUKCES POMIMO PROBLEMÓW

Kolejny, 2011 rok przyniósł serii trochę szumu. Modern Warfare 3 było ważne zanim jeszcze zaczęła się jego produkcja, bo studio odpowiedzialne za grę, Infinity Ward, straciło przed rozpoczęciem produkcji dwóch ważnych członków: współzałożycieli Jasona Westa i Vince’a Zampellę, którzy odeszli z firmy, by założyć Respawn Entertainment. Dużo mówiło się o tym, co taka drastyczna zmiana może oznaczać dla firmy i produktu, który szykuje, jednak dzięki wsparciu drugiego studia, Sledgehammer Games, problem ten szybko przestał być problemem.

Kampania dla pojedynczego gracza nie była tu tak przełomowa czy angażująca jak w dwóch poprzednich odsłonach, skupiając się raczej na odhaczaniu pewnych wymaganych „przyjemnych” elementów z listy. Z kolei tryb dla wielu graczy starał się wybijać jak tylko mógł, dostarczając nowy sposób grania – Kill Confirmed, czyli zabawę gdzie przeciwników nie tylko trzeba zabić, ale też potwierdzić ich zabójstwo zbierając wiszące w miejscu zgonu nieśmiertelniki, oraz sporo zmian w tym, jak nagradzane są serie zabójstw. Nic więc dziwnego, że premiera tej części była finansowo jedną z największych w historii marki.

BLACK OPS II – FABULARNE FANTAZJE

Black Ops II z 2012 roku próbowało czegoś zupełnie nowego: rozwidlającej się fabuły, w ramach której zmieniały się rozgrywane w danej chwili misje, jak i ostateczne zakończenie kampanii. Wyszło naprawdę dobrze, choć niektóre elementy, takie jak misje Strike Force, podczas których gracz mógł po prostu zginąć, „psując” wyniki kampanii, były dla wielu sporym zaskoczeniem.

Raul Menendez, „złol” z tej części gry był jednym z lepszych w historii serii, głównie ze względu na swoją zdolność siania wątpliwości. Jego działania, choć w wielu momentach dość radykalne, niosły ze sobą nutkę wątpliwości, sprawiając, że zastanawialiśmy się czy to my, gracz, aby na pewno  stoimy po właściwej stronie barykady.

Podczas gdy Menendez był jednak całkiem bystry, komputer kierujący wrogami potrafił potwornie słabować – sztuczna inteligencja pod koniec gry była sporym zawodem, a jeśli dołożyć do tego nie koniecznie wybitne zmiany, jakie wprowadzono w trybie dla wielu graczy, nawet świetnie zrobione Zombiaki nie potrafiły w pełni zasłonić tego, że Black Ops II nie było ideałem.

GHOSTS – CAŁKIEM STRASZNE DUCHY

Call of Duty: Ghosts z 2013 roku było pierwszym poważnym potknięciem się marki, która zdawała się nie popełniać dużych błędów. Wchodząc między wymieniające się co rok Modern Warfare i Black Ops Ghosts wydawało się fabularnym zlepkiem wszystkiego, co zagrało dobrze w tych dwóch podseriach, całkiem przy okazji niezdolnym wykazać się jakąkolwiek oryginalnością czy unikalnością.

Z gry pamiętamy przede wszystkim aktorskie zapowiedzi przedpremierowe i pieska, który miał być wielkim urozmaiceniem, a okazał się miłym dodatkiem. Ciężko zapamiętać Rorke’a, przeciwnika Duchów, który był zły dzięki praniu mózgu i halucynogenom, oraz fabułę, która sprawiała, że goniliśmy złych gości przez pół świata, nie dając jednocześnie nic godnego uwagi w kwestii misji i środowisk.

Ani tryb dla wielu graczy ani kooperacyjna walka z kosmitami (zamiast zombiaków) nie dawały grze dostatecznie dużo atrakcyjności, by dało się przeskoczyć nad jej wadami. Całość sprawiała wrażenie niemrawie skwierczącego, odgrzewanego kotleta, niż dużej produkcji, która miała stanowić nową podmarkę w ramach Call of Duty.

ADVANCED WARFARE – PEWNY KROK W PRZYSZŁOŚĆ

Advanced Warfare starało się naprawić wszystkie te problemy i zdecydowanie odniosło w tym temacie sukces. Rzucając graczy w środek XXI wieku i wyposażając ich w EXO szkielet, poprawiający skuteczność i wydajność żołnierzy zarówno w kampanii jak i (a może: szczególnie) w trybie dla wielu graczy, odsłona ta wydawała się mocnym powiewem świeżości dla nieco zastałej serii.

Było szybciej i ciekawiej, możliwości personalizacji ekwipunku gracza cieszyły, a nie przytłaczały w trybie wieloosobowym, a kampania, gdzie Troy Baker mierzył się z lubianym jeszcze Kevinem Spaceyem cieszyła i fabularnie i pod względem projektów map. Do tego obsada trybu Zombies z Johnem Malkovichem i Brucem Campbellem na czele budowała poczucie, że gramy w wielki kinowy blockbuster, niezależnie od trybu, do którego zasiadaliśmy.

BLACK OPS III – POMYŁKI SIĘ ZDARZAJĄ…

W podobny ton próbowało uderzyć Call of Duty: Black Ops III, porzucając kompletnie konspiracyjne i szpiegowskie klimaty na rzecz wybuchowej i dynamicznej przyszłości z super żołnierzami w roli głównej. Produkcja ta dość dobitnie pokazała, że nowy kierunek, jaki obrano w Advanced Warfare może być dość ciasny: da się grać zbyt szybko, by było to przyjemne, a brak wyrazistych postaci pozostawiał niedosyt po występie Bakera i Spaceya w AW.

Do tego kampania reklamowa na Twitterze, w której Activision produkowało „fałszywe newsy” dotyczące między innymi ataku terrorystycznego w Singapurze oberwała po głowie za tworzenie zamieszania w prawdziwym świecie.

INFINITE WARFARE – …I BYWAJĄ CAŁKIEM DUŻE

Nic, co zepsuło Black Ops III nie zbliżyło jednak gry do porażki, jaką było Infinite Warfare. Produkcja z 2016 roku, w której gracz mierzył się w kampanii z kosmicznymi nazistami z Marsa kierowanego przez Johna Snow dość dobitnie pokazało, że fascynacja futurystyczną superwojną ma swoje granice. Jednym z powodów tego stanu rzeczy był fakt, że kampania dla pojedynczego gracza, choć w sumie dość ciekawa, wydawała się znacznie bardziej „współczesna” niż inne, futurystyczne gry z serii. Mieliśmy tu statki kosmiczne i roboty zastępujące żołnierzy na polu bitwy, ale tam, gdzie mieliśmy do czynienia z ludźmi byli oni zaskakująco słabi i nieulepszeni, szczególnie w porównaniu z Advanced Warfare.

Tempo rozgrywki sieciowej w IW także zostawiało nieco do życzenia – z jednej strony zwalniało w stosunku do zdecydowanie zbyt szybkiego Black Ops III, ale z drugiej sama rozgrywka nie była przesadnie przyjemna. Do tego Activision postanowiło podkopać własną grę zabierając nas na nostalgiczną wycieczkę do roku 2007 i pierwszego Modern Warfare.

Dostępna z początku jedynie jako dodatek do Infinite Warfare zremasterowana wersja starszej gry pokazała, jak powinny wyglądać zarówno kampania dla pojedynczego gracza, jak i rozgrywka sieciowa, rzucając cień na nowszy tytuł. Jednocześnie jednak nie obyło się bez kontrowersji, gdy okazało się, że stare-nowe Modern Warfare wyposażono w nieobecne oryginalnie mikrotransakcje.

WORLD WAR II – WRACAJĄC DO KORZENI

Activision uspokoiło nieco zmęczonych przyszłością graczy wracając do korzeni, do Drugiej Wojny Światowej w wydanym w 2017 World War II. Świetny sieciowy tryb wojny, w którym gracze przepychali się z jednego końca mapy na drugi realizując rozmaite cele i wiele innych całkiem przyzwoitych pomysłów utonęło jednak pod bardzo agresywnie wciskanymi graczom mikrotransakcjami, w roku, w którym gracze nauczyli się tych płatności szczerze nienawidzić.

Choć parę rzeczy zrobiono tu dobrze, między otwieranymi publicznie skrzynkami, a oburzeniem o czarnoskórych żołnierzy Osi w grze sieciowej, World War II, komercyjny i finansowy sukces, nie zapadł graczom zbyt mocno w pamięć.

BLACK OPS IIII – RODZĄCY SIĘ HIT

Najnowsza rewolucja w serii Call of Duty ledwo co się rozpoczęła: Black Ops IIII, którego recenzję możecie przeczytać tutaj, odrzucił kampanię dla pojedynczego gracza, uznając, że fabularne wyprawy na zombiaki spokojnie wszystkim wystarczą, wrzucił natomiast tryb Battle Royale, znany tu jako Blackout, który, po pierwszych dniach grania prezentuje się nad wyraz dobrze.

Wiemy już, że BO4 odniosło duży sukces, ale o tym, co dla serii oznacza brak kampanii i Blackout przekonamy się dopiero w nadchodzących miesiącach i latach. Wiele zależy od tego, jak dobrze Activision sprawi się we wspieraniu tego tytułu i rozwijaniu swojego własnego Battle Royale w przyszłości – jak pokazuje Player Unknown’s Battlegrounds, solidna startowa gra może nie wystarczyć.

Artur Cnotalski

Gra od kiedy pamięta. PCtowiec, który nie boi się konsol ani urządzeń przenośnych. Kiedy nie siedzi przy komputerze, prawdopodobnie gra w planszówki lub "papierowe" RPG.

Zostaw komentarz