Od kilku dni gram w Prey: Mooncrash i nie mogę przestać

0

Chcę do domu.

Ostatnio gry dają mi coraz mniej frajdy. Jasne, hity takie jak God of War (recenzja) czy A Way Out (recenzja) nadal wywołują u mnie ogromne emocje, jednakże uważam, że branża nie zaskakuje już tak, jak dawniej. Wszystko robione jest na jedno kopyto, schematy są powielane z niezbyt dobrymi skutkami, a pomysły na oryginalne produkcje gdzieś uleciały. Oczywiście trochę demonizuję, bo się nie wyspałem, ale problem faktycznie istnieje. Tyle, że jest to temat na dłuższe rozważania i nie ma sensu, żebym go teraz roztrząsał. Zamiast tego, poświęcę chwilę uwagi rozszerzeniu do świetnego Preya z 2017 roku (recenzja), ponieważ tytuły takie jak Mooncrash przywracają mi nadzieję we współczesne gry.

ODKRYWAMY NIEZNANE

Nie będzie to typowa recenzja, ponieważ jest to wyłącznie dodatek, nie wywraca oryginału do góry nogami, nie poprawia oprawy wizualnej i nie naprawia błędów podstawki. Mimo to, wprowadzone zmiany są na tyle interesujące, że nie sposób było się od nich oderwać. Twórcy DLC poszli bardziej w kierunku gier polegających na przetrwaniu, który zazwyczaj nie cierpię. W tym przypadku, nie przesadzono jednak z elementami survivalu, dzięki czemu nie musimy co trzy minuty sprawdzać, czy nasz bohater jest głodny lub chce mu się siku. Zamiast tego, zmniejszono wytrzymałość protagonistów (kilku do wyboru) poprzez łamliwość kości, krwawienia, wstrząsy mózgu, itp. Żeby przetrwać musimy więc dobrze zarządzać surowcami i jeszcze bardziej unikać zagrożeń. Jeśli natomiast preferujecie odważny styl nastawiony na akcję, to nie obawiajcie się, tej w Moonrash macie pod dostatkiem.

Tutaj wszystko się zaczyna
Tutaj wszystko się zaczyna

Fabuła rozszerzenia wrzuca nas w skórę niejakiego Petera, którego zadaniem jest szpiegowanie koncernu TransStar, znanego z oryginału. Księżycowa baza przestaje nadawać, dlatego konkurencyjna korporacja KASMA, dla której pracuje nasz bohater, wysyła go na zwiad, w celu sprawdzenia, o co chodzi. Posłuszny haker podłącza się do symulatora, dającego mu dostęp do zapisów pamięci kilku osób przebywających wcześniej na Pytheosie. Wtedy rozpoczyna się prawdziwy wyścig z czasem, ponieważ zadanie polega na ucieczce wszystkimi ocalałymi z bazy, wykonując przy tym szereg rozmaitych zadań zleconych przez pracodawcę. Z każdą minutą symulacja ulega coraz większej degradacji, aż w końcu dochodzi do stanu krytycznego, co oznacza jej restart. I tak w kółko, aż w końcu rozgryziemy, w jakiej kolejności należy wcielać się w bohaterów, i co musimy robić, żeby utorować drogę dla kolejnych postaci. Jest to bardzo ważne, ponieważ jeden ziutek potrafi hakować komputery, a inna pani naprawiać rozmaite sprzęty. Jedynie rozsądnie wykorzystując umiejętności wszystkich ocalałych, będziemy w stanie dotrzeć do finału gry.

DZIEŃ ŚWISTAKA

Najbardziej podobało mi się to, że każda kolejna rozgrywka wyglądała kompletnie inaczej, pomimo tego, że praktycznie cały czas robiłem dokładnie to samo. Mooncrash działa na zasadzie gier typu roguelike, a to oznacza, że wiele elementów na mapie jest generowanych losowo. Wszystkie korytarze, układy pomieszczeń pozostają bez zmian, ale za to zmieniają się wydarzenia rozgrywane wewnątrz bazy. Przy jednym podejściu w laboratoriach możecie mieć pożar, a w następnym część tuneli zostanie zawalona przez gruz, co zmusza gracza do szukania innej, bardziej skomplikowanej drogi. Zostało to zrealizowane tak dobrze, że nie mogłem oderwać się od konsoli przez ponad trzynaście godzin. Wynik ten jest niesamowity, zwłaszcza, że ukończenie podstawki Prey’a zajęło mi raptem sześć godzin więcej. Z chęcią przyjąłbym inne rozszerzenia, oferujące tak długi czas rozgrywki względem oryginału.

Minie trochę czasu zanim bohaterowie bezpiecznie wrócą na Ziemię
Minie trochę czasu zanim bohaterowie bezpiecznie wrócą na Ziemię

Nie chcę za bardzo zagłębiać się w szczegóły Mooncrash, ponieważ odkrywanie gry jest jej największym atutem. Jeżeli podobała wam się ubiegłoroczna produkcja, to zapewniam was, że przy rozszerzeniu będziecie bawić się jeszcze lepiej. Dawno żaden tytuł nie sprawił mi tak ogromnej przyjemności, dlatego z pewnością jeszcze kilkukrotnie spróbuję pomóc wszystkim ocalałym uciec z Pytheosa. Arkane Studios podczas tegorocznych targów E3 zapowiedziało też, że w najbliższym czasie wprowadzi kolejne dodatki do swojego dzieła, dlatego pozostaje mi tylko na nie czekać. W to mi graj!

Grę do testów dostarczyła firma Cenega, za co serdecznie dziękujemy!

Łukasz Morawski

Prawdopodobnie urodził się z padem w ręku i kawałkiem pizzy w ustach. Miłośnik wszystkiego co jest związane z kulturą popularną i nowymi technologiami. Gra w gry, ogląda filmy, czyta książki i komiksy. Jedno jest pewne - nie ma czasu na nudę.

Zostaw komentarz