Nie takie „Git Gud”, jakiego oczekiwano. Recenzujemy Dark Souls III: Ashes of Ariandel

0

Mroźna kraina nudy.

Trzecia odsłona Dark Souls była najbardziej przystępną odsłoną dla nowych graczy oraz dużą gratką dla miłośników pierwszej części. Rozszerzenie Ashes of Ariandel podąża podobną drogą, tyle, że tym razem jest znacznie trudniej niż w podstawowej wersji gry. Niestety nie wszystko zagrało tak jak należy, przez co dodatek nie zachęca do kupna w okolicy premiery.

WINTER IS COMING

W pierwszym fabularnym DLC zostajemy przeniesieni do całkowicie nowej krainy, oderwanej od Lothric. Do Namalowanego Świata Ariandel trafiamy poprzez skrawek podartego obrazu, a na miejscu spotykamy kolejne enigmatyczne postacie, posiadające mroczną przeszłość. Pod względem przedstawienia fabuły, rozszerzenie nie wprowadza do serii żadnych modyfikacji. Po raz kolejny wszystkiego musimy domyślić się sami, wyciągając wnioski po rozmowach z NPC-ami, bądź odnajdując informacje ukryte w opisach przedmiotów. Osoby zaznajomione z „jedynką” z pewnością będą miały jeszcze więcej zagwozdek, ponieważ niektóre motywy wyraźnie nawiązują do pierwszej odsłony cyklu.

W serii Dark Souls dużą rolę odgrywają również lokacje oraz ich projekty. Ashes of Ariandel radzi sobie w tym przypadku całkiem nieźle, ale daleko mu do ideału. Namalowany Świat to miejsce zaśnieżone, nieprzyjemne, ale i zarazem momentami piękne. Podczas nowej przygody trafimy do lasu zamieszkałego przez wygłodniałe wilki, zwiedzimy wioskę terroryzowaną przez kruczych wojowników oraz porozglądamy się za przedmiotami po zniszczonych wieżach lub szlakach górskich. Większość z nowych miejscówek nie odstaje jakością od innych lokacji znanych z serii Dark Souls, ale praktycznie każda z nich zawodzi rozmiarami. Do kolejnych ognisk docieramy stosunkowo szybko, nawet gdy po drodze walczymy ze wszystkimi oponentami i przeznaczamy czas na zbieranie „znajdziek”. Ze względu na małe mapy, ukończenie rozszerzenia zajmuje niecałe cztery godziny, a jego „wymaksowanie” możemy zamknąć w dodatkowych stu dwudziestu minutach.

WALKI, WALKI, JESZCZE WIĘCEJ WALK

Zanim jednak dojdziemy do finału opowieści, po drodze natrafimy na nowych przeciwników, zbierzemy dodatkowe przedmioty, kilka narzędzi mordu, dwie tarcze oraz całkiem sporo dodatkowych pancerzy. Dużym plusem DLC jest fakt, że wrogowie zostali zaplanowani (z jednym wyjątkiem) od podstaw, dzięki czemu nie natrafimy na brzydali z podstawowej wersji gry. W Ashes of Ariandel zetrzemy się zatem z wcześniej wymienionymi wilkami, które atakują w stadach, przez co mogą sprawić wiele nieprzyjemności. Powalczymy również z nieumarłymi wojownikami, wyposażonymi w długie włócznie, tarcze, miecze, a nawet potrafiącymi pluć ogniem. Z trudniejszych oponentów warto wymienić solidnie opancerzonych rycerzy lub twardzieli stylizowanych na wikingów. Pojedynki z nimi bywają niezwykle trudne, nawet gdy mamy postać na setnym poziomie. Producent z kolei zaleca żeby do rozszerzenia podchodzić przynajmniej na osiemdziesiątym levelu. I wiece co? Ma rację, ponieważ w przeciwnym razie ukończenie dodatku może być niemożliwe.

Śnieżna kraina ma w sobie sporo uroku i całkiem nieźle wkomponowuje się w uniwersum Dark Souls.
Śnieżna kraina ma w sobie sporo uroku i całkiem nieźle wkomponowuje się w uniwersum Dark Souls.

Pojedynki z bossami to w serii Dark Souls prawdziwa świętość. Dlatego zawiodłem się trochę, że w Ashes of Ariandel natrafimy jedynie na dwa tego typu starcia – obowiązkowe i opcjonalne. To drugie jest ewidentnym nawiązaniem do jednej walki z pierwszej części, uznawanej przez wielu fanów za najlepszą z całego cyklu. Małą ilość rywalizowania z bossami nadrabia natomiast (i to z nawiązką!) finałowy pojedynek. Ostrzegam, że należy podejść do niego bardzo dobrze przygotowanym, ponieważ na graczy czeka kilka niespodzianek. Szkoda tylko, że po pokonaniu ostatniego bossa zabrakło jakiegokolwiek przerywnika filmowego, przez co historia wygląda jakby nie miała właściwego zakończenia. Albo może ja coś pominąłem? Kto wie…

USTAWKI I ZMARNOWANY POTENCJAŁ

Dotychczasowe dodatki do gier From Software tworzone były w głównej mierze z myślą o rozgrywkach jednoosobowych. Ashes of Ariandel wprowadził natomiast specjalne miejsce, gdzie użytkownicy mogą brać udział w starciach PvP. Hollow Arena umożliwia walkę w kilku trybach, z czego, moim zdaniem, najciekawszy był kilkuosobowy bój, gdzie nie ma podziału na drużyny i każdy musi radzić sobie na własną rękę. Istnieje także możliwość spróbowania się z jednym przeciwnikiem lub wzięcia udziału w rywalizacji trzyosobowych zespołów. Minusem jest to, że do dyspozycji mamy tylko jedną, niewielką mapę, zaczynającą nużyć już po kilku rywalizacjach. Brakuje także jakiegoś solidniejszego rankingu, sprawiającego, że branie udziału w PvP na arenie miałoby większy sens i zachęcałoby do dodatkowej rywalizacji.

Walki na arenie to prawdziwa próba sił, z której albo wyjdziemy zwycięsko, albo zostaniemy kompletnie wdeptani w ziemię.
Walki na arenie to prawdziwa próba sił, z której albo wyjdziemy zwycięsko, albo zostaniemy kompletnie wdeptani w ziemię.

Rozszerzenia do Wiedźmina 3 tak wysoko postawiły poprzeczkę, że inni producenci będą zbierać tego pokłosie jeszcze przez długi czas. Idealnym przykładem może być Ashes of Ariandel, które kosztuje ponad sześćdziesiąt złotych i zdecydowanie nie jest warte swojej ceny. Rozgrywka bywa jak najbardziej przyjemna, a ukończenie wszystkich wątków daje sporo satysfakcji, ale ostatecznie zostaje spory niedosyt. Lokacje są bardzo małe, a wydarzeniom przedstawionym na ekranie brakuje większych emocji. Grając w podstawową wersję gry co i rusz zachwycałem się nowymi miejscówkami lub sytuacjami, w jakich postawiło mnie From Software. W DLC tego mi zabrakło, a gdy poczułem, że akcja zaczyna nabierać tempa, to historia dobiegła końca. Na razie polecałbym zrezygnować z kupna i poczekać do najbliższych wyprzedaży. Chyba, że jesteście wielkimi fanami serii, to i tak w żaden sposób nie będę Was w stanie powstrzymać. Pamiętajcie tylko, że byliście ostrzeżeni.

Więcej o grach studia From Software przeczytacie w tekście Przegląd serii Dark Souls (z drobnymi odchyleniami).

Grę do testów dostarczyła firma Cenega, za co serdecznie dziękujemy!

 

Werdykt

  • Fabuła i klimat
    7
  • Grafika
    7,5
  • Udźwiękowienie
    7,5
  • Grywalność
    8
  • Dopracowanie
    5
  • Ocena użytkowników (0 głosów)
    0
    Your Rating:
Podsumowanie

W Ashes of Ariandel gra się naprawdę przyjemnie, ale DLC pozostawia pewien niedosyt. Do rozszerzenia warto wrócić, gdy odrobinę stanieje. Tymczasem lepiej ponownie zwiedzić Lothric i odkryć kolejne sekrety tego miejsca.

68%
68
Awesome
Łukasz Morawski

Prawdopodobnie urodził się z padem w ręku i kawałkiem pizzy w ustach. Miłośnik wszystkiego co jest związane z kulturą popularną i nowymi technologiami. Gra w gry, ogląda filmy, czyta książki i komiksy. Jedno jest pewne - nie ma czasu na nudę.

Zostaw komentarz