Najlepsze gry FPS w historii – Bad Company 2, BioShock, Overwatch i inne

0

Strzelanki, w które musicie zagrać.

Pierwsza część zestawienia najlepszych shooterów cieszyła się wśród was sporą popularnością, dlatego postanowiłem kontynuować cykl. Ponownie przedstawię wam sześć strzelanek, które wywarły na mnie (i nie tylko) ogromne wrażenie z najróżniejszych powodów. Jedno jest pewne, na liście nie ma słabych tytułów.

BATTLEFIELD: BAD COMPANY 2

Zdecydowanie moją ulubioną odsłoną serii Battlefield. Bad Company 2 oferowało dosyć ciekawą kampanię single playerową, która nie opowiadała o jakichś randomowych komandosach, tylko pełnoprawnych bohaterach. Nie ona była jednak najważniejsza, wszakże gra najwięcej zawartości oferowała w trybach wieloosobowych. W 2010 roku ogromne wrażenie robiła destrukcja otoczenia, która została dopracowana do perfekcji. W żadnej wcześniejszej, ani późniejszej części cyklu nie odczułem tego, że żadna ściana i podłoga nie jest dla mnie przeszkodą. Produkcja oferowała rozbudowany oraz sensownie rozplanowany system progresji, a także oddawała w ręce graczy rewelacyjnie zaprojektowany mapy. Szwedzkie studio DICE wspięło się wtedy na wyżyny swoich umiejętności.

OVERWATCH

Jak to jest, że gdy Blizzard bierze się za nową markę, to z miejsca zyskuje ona status kultowej? Legendarne studio od lat doskonale radziło sobie na polu gier strategicznych i RPG, ale widocznie taki układ nie był wystarczający. Chwała im za to, ponieważ dzięki temu otrzymaliśmy najlepszego hero shootera, jaki kiedykolwiek trafił do sprzedaży. Można nie kochać Overwatcha, ale z pewnością nie można mu odmówić tego, że wprowadził ogromny powiew świeżości do lekko skostniałego gatunku strzelanek pierwszoosobowych. Pomimo dwóch lat na karku, tytuł cały czas radzi sobie doskonale, dlatego przed kupnem nie trzeba obawiać się o pustki na serwerach. Producent doskonale wie jak wspierać swoje dzieło, dzięki czemu możemy mieć pewność, że popularność gry potrwa jeszcze bardzo, bardzo długo.

SERIOUS SAM: PIERWSZE STARCIE

Cała masa FPS-ów próbuje opowiedzieć jakąś nietuzinkową, rozbudowaną fabułą. Inne z kolei stawiają na widowiskową akcję, pełną wyreżyserowanych sekwencji rodem z Hollywood. Twórcy pierwszej części Serious Sama mieli to wszystko w nosie. Dla nich przede wszystkim liczył się rozpierdziel i fruwające w powietrzu kończyny. Pierwsze Starcie było prawdziwą bombą, która niejednego twardziela potrafiła doprowadzić do nerwicy. Rozgrywka była na tyle dynamiczna i pokręcona, że trzeba było sięgać po pokłady nadnaturalnych zdolności, żeby w pełni ogarnąć sytuację na ekranie. Za to właśnie świat pokochał dzieło Croteam. Twórcy nie silili się na wiekopomne dzieło, tylko zafundowali graczom produkcję stawiającą w stu procentach na gameplay. Ten był na tyle dobry, że nawet po kilkunastu latach w grę można popykać z ogromną przyjemnością.

BIOSHOCK

Studio Irrational Games przed premierą BioShocka miało już na swoim koncie kilka hitów, takich jak System Shock 2 czy SWAT 4. Wybrałem jednak ich ostatnią markę, gdyż to właśnie ona zrobiła na mnie największe wrażenie. Doskonale pamiętam, jakim szokiem dla graczy była fabuła pierwszej odsłony. Tytuł nie tylko oferował świetne etapy strzelane, ale przede wszystkim stawiał mocny nacisk na historię. Opowieść o utopijnej krainie, które okazała się być ostatecznie dystopią, była niezwykle poruszająca, a twórcy od początku do samego końca trzymali wszystko w ryzach. BioShock nie trafił jednak do mojego zestawienia wyłącznie ze względu na fabułę. Dzieło Irrational Games świetnie radziło sobie także jako shooter, gdzie do walki z oponentami nie wykorzystywaliśmy wyłącznie broni palnej, ale również zdolności specjalne, takie jak tworzenie kuli ognia czy rażenie prądem.

COUNTER-STRIKE

Counter-Strike miał kilka reedycji (Condition Zero, Source, Global Offensive, itp.), dlatego nie będę skupiał się na konkretnym wydaniu, ale grze jako zjawisku. Bo tylko tak można określić popularność produkcji, która zadebiutowała jako modyfikacja do pierwszej części Half-Life’a. Valve na tyle dobrze ogarniało branże gier, że z niewielkiego dziełka potrafiło zrobić hit, utrzymujący się na rynku od prawie dwudziestu lat. Mówi się, że popularność Counter-Strike’a przemija, ale jakoś tego nie czuję. Gra nadal doskonale radzi sobie na arenie e-sportowej i raczej szybko nie ulegnie to zmianie. Niby mamy Fortnite czy Rainbow Six: Siege, ale to tak naprawdę kompletnie inne tytuły, oferujące zgoła odmienne doznania od opisywanej przeze mnie strzelanki. Legenda gry będzie trwać jeszcze bardzo długo i wątpię, żeby wcześniej wymienione tytuły radziły sobie tak dobrze jeszcze przez kilkanaście kolejnych lat.

RETURN TO CASTLE WOLFENSTEIN

Mocno główkowałem, którą odsłonę serii wrzucić do tego zestawienia, ponieważ z każdą wiążę bardzo wiele miłych wspomnień. Zdecydowałem się jednak na Return to Castle Wolfenstein, bo wydaje mi się, że ta część była najbardziej przełomowa dla całej serii. Poza tym, kiedy gra trafiła do sprzedaży w 2001 roku, zachwycała przepiękna oprawą wizualną. Dzisiaj może ciężko jest w to uwierzyć, ale w istocie tak było. Nie zapomnę tego, jak podjarałem się, gdy pierwszy raz skorzystałem z miotacza ognia. Płomienie wyglądały zniewalająco! Twórcy nie zapomnieli również o zróżnicowaniu gameplay – podczas zabawy walczyliśmy z Nazistami, unikaliśmy agresywnych truposzy, przekradaliśmy się bezszelestnie korytarzami zamku i wcielaliśmy w rolę snajpera. Każdy z etapów oferował coś ciekawego, dzięki czemu dotarcie do finału było czystą przyjemnością.

POPRZEDNIA

Łukasz Morawski

Prawdopodobnie urodził się z padem w ręku i kawałkiem pizzy w ustach. Miłośnik wszystkiego co jest związane z kulturą popularną i nowymi technologiami. Gra w gry, ogląda filmy, czyta książki i komiksy. Jedno jest pewne - nie ma czasu na nudę.

Zostaw komentarz