Mount & Blade: Warband – recenzja PS4

0

Henryk Sienkiewicz lepiej by tego nie wymyślił.

Mount & Blade: Warband to prawdziwy staroć. Od premiery oryginalnej wersji minęło już sześć lat, co w branży growej oznacza całą wieczność. Co ciekawe, gra już wtedy oferowała przestarzałą oprawę wizualną, która nie nadążała za standardami siódmej generacji konsol. Dlaczego zatem warto zainteresować się przestarzałym tytułem, wyglądającym jak relikt przeszłości? Ponieważ w produkcji studia TaleWorlds to nie grafika jest najważniejsza, ale gameplay. Ten niestety także pozostawia sporo do życzenia.

THE WORLD IS YOURS

Recenzowana przeze mnie produkcja to przedstawicielka interesującej mieszanki strategii z grą akcji. Główną część trybu fabularnego spędzamy na dosyć dużej mapie, naszpikowanej masą lokacji, które możemy odwiedzić. Użytkownik przejmuje kontrolę nad podróżnikiem, chcącym zasłynąć w świecie rządzonym przez spiski, zdrady i krwawe wojny. W tym celu musimy zbierać kompanów oraz wiernych wojowników, a następnie jeździć konno od punktu do punktu w celu zbierania kolejnych zleceń. Te otrzymujemy od lokalnej społeczności oraz kupców, a także od królów i przywódców poszczególnych królestw. Wszystko co robimy w grze zależy wyłącznie od nas.

Produkcja nie posiada z góry ustalonej fabuły, dlatego cały czas sami kreujemy większość wydarzeń. Calradia nie jest jednak nudnym lądem, z dziadziałymi władcami wrośniętymi w swoje trony. Ci wyruszają na własne eskapady, biorą udział w dużych starciach oraz żenią się z pięknymi księżniczkami. Świat żyje własnym życiem, a sterowana przez gracza postać to tylko jeden z trybików napędzających potężną maszynę. Oczywiście jeśli zapragniemy rządzić wszystkimi królestwami, to wtedy od nas będzie zależało jak ma wyglądać obecny porządek. Na początku jednak jesteśmy wyłącznie chłopcem na posyłki, którego łatwo wtrącić do lochu.

SZABLE W DŁOŃ!

Mount & Blade: Warband to nie tylko polityka i podloty do pięknych dam (można adorować księżniczki oraz brać z nimi śluby), ale także bezpośrednia walka. Wielokrotnie podczas gry natrafimy na sytuację, gdzie wyciągnięcie miecza będzie jedynym rozsądnym rozwiązaniem. Przenosimy się wtedy na rozległe pole bitwy, a następnie prowadzimy armię do walki. Za pomocą kilku komend możemy decydować, jakie mają wykonywać rozkazy, co może być niezwykle przydatne podczas wyczerpującego starcia.

Niektóre bitwy są wyjątkowo widowiskowe.
Niektóre bitwy są wyjątkowo widowiskowe.

Sami również uczestniczymy w potyczce, rzucając się w środek tornada. W tym miejscu warto wspomnieć o systemie walki, będącym jednym z ciekawszych elementów gry. Mieczem, toporem lub innym rodzajem oręża machamy na wszystkie strony przy pomocy prawego analogu i próbujemy za wszelką cenę nie być trafionym przez przeciwnika. Mechanika obrony działa na tych samych zasadach co ataku. Sami decydujemy, z której strony chcemy się zastawić przed oponentem. Początkowo łatwo o pomyłki, ale z biegiem czasu bitwy sprawiają coraz więcej frajdy.

Po pierwszym uruchomieniu miałem wrażenie, że tryb dla pojedynczego gracza nie ma żadnych ograniczeń. Niestety, im dłużej gramy, tym produkcja TaleWorlds jest coraz bardziej monotonna. Przez większość czasu wykonujemy podobne czynności, co na dłuższą metę zaczyna być nużące. Nie zmienia to faktu, że pierwsze godziny z Warbandem są naprawdę rewelacyjne, przez co ciężko było oderwać mnie od konsoli. Świat gry oferuje pewien magnetyzm, od którego ciężko się uwolnić. Mount & Blade naprawdę uzależnia.

Mała drzemka po pracy.
Mała drzemka po pracy.

Tryb multiplayer mógłby być osobną grą i nikt nie miałby z tym problemu. W przypadku rozgrywek sieciowych nie ma miejsca na zwiedzanie Calradii i zabawę w politykę. Zamiast tego, otrzymaliśmy kilka trybów gry, zazwyczaj polegających na starciach dwóch drużyn (najwięcej po trzydzieści dwie osoby w zespole). Rodzajów potyczek jest kilka, dlatego każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Największą popularnością cieszy się Siege, polegający na przejęciu (bądź obronie) wrogiego zamku. Smuci mnie jedynie fakt, że w tym momencie serwery w większości świecą pustkami, co oznacza, że na razie gra nie osiągnęła zbyt dużej popularności. Liczę na to, że za jakiś czas sytuacja ulegnie polepszeniu. Nie zmienia to faktu, że mimo słabej frekwencji, zawsze znajdziemy odpowiednią liczbę użytkowników chętnych do wspólnej sieczki.

BRZYDACTWO

Osoby przyzwyczajone do przepięknej grafiki w grach, powinny Warband omijać szerokim łukiem. Poziom oprawy wizualnej to powód do drwin, nawet z uwzględnieniem lekkiego liftingu jaki przeszła edycja konsolowa. Wygląd postaci, budynków, terenu… to wszystko wygląda po prostu źle. Wiem, że zaraz zlecą się osoby, twierdzące, że grafika nie ma znaczenia. Do tej pory też tak uważałem, aż w końcu zagrałem w Mount & Blade na PlayStation 4. Słabej jakości obraz byłbym jeszcze w stanie przeboleć, ale dochodzi do tego masa niedoróbek technicznych.

Nie jestem pewien, czy to impreza czy wystawa figur woskowych.
Nie jestem pewien, czy to impreza czy wystawa figur woskowych.

Wojownikom brakuje wielu animacji (np. podczas wchodzenia po drabinie, bądź przesuwania maszyn oblężniczych), jazda na koniu to istne okropieństwo, a przenikanie przez obiekty czy blokowanie  na krzaczkach to chleb powszedni. W trakcie gry możemy odwiedzić całą masę miast, tawern i innych lokacji. W każdym miejscu ludzie zachowują się identycznie, czyli albo stoją w miejscu, albo chodzą bez sensu po utartych ścieżkach. Gdy zboczą z wyznaczonej trasy, wtedy ochoczo napierają na ścianę, jakby ta zaraz miała zniknąć.

CALRADIA CZEKA

Mount & Blade: Warbands to świetny tytuł pod względem rozgrywki, ale dinozaur w sprawach technicznych. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to gra stworzona za wielkie pieniądze, ale po tylu latach od premiery, producent mógłby poświęcić trochę więcej czasu na dopracowanie niektórych elementów. Jeśli jednak bylibyście w stanie przełknąć wszelakie babole, to gwarantuje Wam, że będziecie bawić się wyśmienicie. Pociesza mnie również myśl, że w zapowiedzianej kontynuacji (Bannerlord) większość wymienionych przeze mnie błędów „jedynki” zostanie naprawionych.

PS. Przypominam, że wersja na konsole obecnej generacji nie posiada wsparcia dla modów, co dla wielu osób jest z pewnością niezwykle istotne.

Grę do testów dostarczyła firma Techland Wydawnictwo, za co serdecznie dziękujemy!

 

Werdykt

  • Fabuła i klimat
    8,5
  • Grafika
    5,5
  • Udźwiękowienie
    7
  • Dopracowanie
    7
  • Grywalność
    8,5
Podsumowanie

Mount & Blade: Warband jest dobrym wprowadzeniem do uniwersum wykreowanego przez studio TaleWorlds. Zdecydowanie warto się grą zainteresować, jeżeli wyczekujemy premiery Bannerloda. Zwłaszcza, że edycję na PlayStation 4 i Xbox One kupimy za niecałe sto złotych.

70%
70
Dobra
Łukasz Morawski

Prawdopodobnie urodził się z padem w ręku i kawałkiem pizzy w ustach. Miłośnik wszystkiego co jest związane z kulturą popularną i nowymi technologiami. Gra w gry, ogląda filmy, czyta książki i komiksy. Jedno jest pewne - nie ma czasu na nudę.

Zostaw komentarz