Layers of Fear – recenzja

0

Horror jak malowany.

Layers of Fear to najnowsze dzieło krakowskiego studia Bloober Team. Nieprzypadkowo użyłem tutaj słowa nasuwającego skojarzenie ze sztuką, nie tylko przez wzgląd na tematykę poruszaną przez twórców, ale przede wszystkim wysoki poziom produkcji. Ale po kolei.

Umysł w rozsypce

Layers of Fear opowiada historię żyjącego w XIX wieku malarza, który próbuje ukończyć swoje wielkie dzieło. Bohater boryka się z chorobą psychiczną, przez co poszukiwanie kolejnych składników szybko zamienia się w podróż wgłąb schorowanego umysłu artysty. Opowieść nie została podana przez twórców na tacy. Tragiczne dzieje malarza i jego rodziny poznajemy przemierzając pokoje opuszczonego domu i odnajdując rozrzucone tu i ówdzie notatki, listy i fragmenty gazet, które powoli odsłaniają kolejne karty burzliwej historii.

Layers of Fear recenzja ekspert ceneo
Magnum opus w przygotowaniu… (fot. materiały własne)

Bloober Team garściami czerpie z klasyków kina grozy. Najważniejsze jest jednak to, że robi to w bardzo finezyjny sposób. Napięcie budowane jest powoli. Zaczyna się niewinnie; skrzypiące drzwi, odległe kroki i dziwne odgłosy, twórcy niczym sadyści bawią się naszymi emocjami, aby w najmniej spodziewanym momencie zaserwować nam kolejny stan przedzawałowy. Jednocześnie zadbano o zachowanie równowagi pomiędzy spokojnymi, a przerażającymi momentami, przez co nigdy nie jesteśmy przygotowani na to, co zaraz nastąpi.

Teatr cieni

Wizytówką Layers of Fear jest nieustannie zmieniające się otoczenie. Dom nie ma stałego planu, a sceneria zmienia się praktycznie z każdym ruchem kamery – tam, gdzie jeszcze przed chwilą znajdowały się drzwi, którymi weszliśmy do pokoju, nagle pojawia się ceglany mur lub nieznany korytarz. Większość pomieszczeń skąpana jest w mroku, rozświetlają je nieliczne świece i lampy. Teatr cieni nie tylko działa na wyobraźnię, ale buduje ciężką i sugestywną atmosferę. Nadnaturalne zjawiska dodatkowo potęgują doświadczenia płynące z rozgrywki.

Jedyne, co można zarzucić stronie wizualnej Layers of Fear to to, że miejscami jest zbyt ciemno, co widać na większości grafik znajdujących się w naszej galerii. Wiadomo, mamy do czynienia z horrorem, więc musi być ciemno, ale twórców momentami poniosło.

Layers of Fear recenzja ekspert ceneo
Większość pomieszczeń skąpana jest w mroku (fot. Adam Szymański)

Layers of Fear wykorzystuje silnik Unity 3D. Przyznam szczerze, że przez dłuższą chwilę nie mogłem w to uwierzyć, nie spodziewałem się bowiem po nim tak dobrych efektów. Twórcy naprawdę stanęli na wysokości zadania. Lokacje zostały wykonane z pietyzmem godnym artysty, cechuje je szczegółowość i bogactwo detali. Również wspomniana wyżej gra świateł prezentuje się pysznie. Stronie wizualnej w niczym nie ustępuje oprawa dźwiękowa; odgłosy burzy, skrzypienie podłóg i drzwi, czy dochodzące z oddali głosy i hałasy przyprawiają o szybsze bicie serca. 

Oczyma szaleńca

Akcja ukazana została z perspektywy pierwszej osoby, co sprawia, że znacznie lepiej odbieramy wszystkie bodźce. Malarz kuleje, co oddane zostało również w sposobie poruszania się. Jeżeli chodzi o interakcje z otoczeniem, to twórcy zdecydowali się na rozwiązanie, które znane jest z gier, takich jak SOMA, czy Amnesia. Otwieranie drzwi, czy szuflad wymaga nie tylko naciśnięcia odpowiedniego przycisku, ale także poruszenia gałką kontrolera/myszą. Rozwiązanie jest świetne, ponieważ wzmaga uczucie immersji.

Layers of Fear recenzja ekspert ceneo
Rzeczywistość to rzecz ulotna (fot. materiały własne)

Layers of Fear to gra liniowa, można powiedzieć, że wręcz do bólu. To cena, którą trzeba było zapłacić, aby zbudować ów niepowtarzalny klimat. Każdy rozdział opowieści zaczynamy i kończymy w pracowni malarskiej, w której powstaje nasze magnum opus. Mimo że twórcy cały czas, tak subtelnie, że prawie niewyczuwalnie, prowadzą nas za rękę, mamy sporo swobody w obrębie poszczególnych lokacji. Warto zajrzeć w każdy kąt, ponieważ nigdy nie wiadomo, czy nie znajdziemy w nim kolejnego strzępka historii.

Magnum opus

Layers of Fear to rzadki przykład świetnego horroru, który nie bazuje wyłącznie na potworach wyskakujących znienacka z szafy, ale przede wszystkim na doskonałej narracji. Twórcy umiejętnie budują atmosferę grozy i przez cały czas bawią się naszymi emocjami. Całość okraszona jest świetną oprawą audiowizualną – z silnika Unity wyciągnięto chyba wszystko, co tylko się dało.

Wszystko ma jednak swoją cenę. Layers of Fear jest grą do bólu liniową i bardzo krótką, co rekompensuje nieco niska cena gry. Poza tym można przyczepić się do tego, że niektóre pomieszczenia są zdecydowanie zbyt ciemne.

„Jeszcze nie skończyłem”

Layers of Fear w rewelacyjny sposób zagospodarowuje niszę po słynnym PT. Podróż w głąb umysłu obłąkanego artysty została wyreżyserowana z dbałością o najmroczniejsze szczegóły. Scenarzyści co prawda nieustannie prowadzą nas za rękę, jednak od początku do końca niezwykle celnie przewidują nasze zachowania, co pozwala im jeszcze bardziej nas nastraszyć. Omawiana produkcja to także imponujący pokaz możliwości środowiska graficznego Unity, a samo Bloober Team udowodniło, na co naprawdę ich stać.

— Adam Szymański

Grę do recenzji dostarczyła firma Techland, za co serdecznie dziękujemy!

 

Werdykt

  • Fabuła i klimat
    10
  • Grafika
    8
  • Dźwięk
    10
  • Dopracowanie
    9
  • Grywalność
    8
Podsumowanie

Klimat, klimat i jeszcze raz klimat. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów horrorów. Layers of Fear nie tylko urzeka świetną narracją i oprawą audiowizualną, ale przede wszystkim naprawdę straszy. Wielka szkoda, że gra jest tak krótka.

90%
90
Bardzo dobra
Dawid Sych

Od dziecka zapalony pecetowiec, a od niedawna konsolowy neofita. Kocha rozbudowane gry role-playing z masą statystyk i dziesiątkami okienek, najlepiej izometryczne i w klimacie science-fiction lub post-apo. Alergicznie reaguje na wszelkiej maści sandboksy oraz gry sportowe. Wielbiciel literatury klasycznej i amator dobrych seriali.

Zostaw komentarz