Krwawy cyberpunk prosto z Polski. Recenzja gry Ruiner

0

Jeżeli nie boicie się wyzwań, Ruiner to gra stworzona z myślą o was.

Nad Wisłą zapanowała chyba moda na cyberpunk. Chociaż na grę studia CD Projekt RED przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać, w zeszłym miesiącu mogliśmy zagrać w krakowski horror Observer, z kolei w tym, w Ruinera, strzelankę z gatunku top-down, za którą odpowiada warszawskie studio Reikon Games. Czy warto zanurzyć się także i w tę przygodę, czy lepiej poczekać jednak na Cyberpunk 2077?

Akcja Ruiner toczy się w 2091 roku w cyber-metropolii Rengkok. Bohaterem gry jest odrutowany socjopata, który rusza na ratunek porwanemu bratu. Z pomocą przychodzi mu tajemnicza hakerka. Nie będę specjalnie rozwodził się nad fabułą, gdyż uważam, że stanowi ona wyłącznie pretekst do krwawej rzezi, którą nasz bohater serwuje każdemu, kto stanie na jego drodze. A szkoda, ponieważ dobry scenariusz, mógłby sprawić, że Ruiner byłby zdecydowanie bardziej angażujący. Chylę natomiast czoła przed twórcami za grafikę i ścieżkę dźwiękową, które dosłownie ociekają ciężkim cyberpunkowym klimatem. Warstwa wizualna utrzymana jest w krwawoczerwonej tonacji, a w tle przygrywa hipnotyczna elektroniczna muzyka. Zarówno Rengkok, jaki i poszczególne lokacje, to małe dzieła sztuki, na które patrzy się z największą przyjemnością. Wielka szkoda, że obrazu tego nie dopełniają udźwiękowione postaci – bohaterowie, którzy przewijają się przez ekran są niestety niemi.

No dobrze, ja tu gadu gadu o grafice i muzyce, a was pewnie najbardziej interesuje to, jak prezentuje się rozgrywka. Zacznę może od tego, że Ruiner to bez dwóch zdań gra trudna, która nawet na normalnym poziomie trudności może napsuć wam sporo krwi. W walce nasz bezimienny bohater posługuje się różnymi rodzajami broni białej i palnej oraz cybernetycznymi mocami – na wyższych poziomach doświadczenia sieje prawdziwe spustoszenie pośród przeciwników. Na marginesie dodam, że efekty działania broni i mocy prezentują się wyśmienicie. Imponuje też zróżnicowanie narzędzi zniszczenia i wrogów. Cybernetyczne moce można ze sobą w kreatywny sposób łączyć, a jeżeli któraś nam się nie podoba, można zamienić ją w locie na inną. Ten elastyczny system jest naprawdę wygodny, zwłaszcza, że tak bossowie, jak i zwykli przeciwnicy, wymagają stosowania różnej strategii. Chociaż widać, że twórcy starali się urozmaicić na różne sposoby rozgrywkę, i tak sprowadza się ona głównie do przechodzenia pomiędzy kolejnymi mini-arenami wypełnionymi po brzegi przeciwnikami, co na dłużą metę jest po prostu nużące.

Niestety, pomimo całej swojej różnorodności, do gry szybko wkrada się monotonia. Może to moja wina, ponieważ zwyczajnie nie lubię strzelanek z gatunku top-down, ale z drugiej strony, w Ruinerze zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Nie zmienia to jednak faktu, że ani fabuła, ani mechanika rozgrywki nie porwały mnie na tyle, aby w najbliższym czasie powrócić do gry. Jeżeli jednak lubicie cyberpunk i produkcje, które stanowią wyzwanie, debiutancki projekt Reikon Games na pewno się wam spodoba.

OCENA KOŃCOWA: 78/100

PLUSY:
+ grafika
+ ścieżka dźwiękowa
+ klimat, klimat, klimat
MINUSY:
 fabuła
– niemi bohaterowie 
 do gry szybko wkrada się monotonia

Grę do testów dostarczyła firma Devolver Digital, za co serdecznie dziękujemy!

 

Werdykt

  • Ocena
    7.8
Podsumowanie

Ruiner to klimatyczna strzelanka z gatunku top-down, która zachwyca oprawą audiowizualną oraz atmosferą. Niestety, fabuła i prosta mechanika rozgrywki sprawiają, że do zabawy szybko wkrada się monotonia.

78%
78
Dobry
Dawid Sych

Od dziecka zapalony pecetowiec, a od niedawna konsolowy neofita. Kocha rozbudowane gry role-playing z masą statystyk i dziesiątkami okienek, najlepiej izometryczne i w klimacie science-fiction lub post-apo. Alergicznie reaguje na wszelkiej maści sandboksy oraz gry sportowe. Wielbiciel literatury klasycznej i amator dobrych seriali.

Zostaw komentarz