The Crew 2 – kiedy chcesz za dobrze, a wychodzi jak zwykle

0

Festiwal niepotrzebnych rzeczy.

Bardzo tęsknie za prostymi grami wyścigowymi, w których nie było otwartego świata, za wygrane wyścigi odblokowywaliśmy kolejne fury, a gra pomimo trzech trybów zabawy potrafiła bawić przez dziesiątki godzin. Strasznie męczy mnie ciułanie we współczesnych ścigałkach waluty do kupienia turbo drogiej maszyny, bądź rywalizowania z innymi ziomkami na otwartych mapach, przez co w trakcie jazdy stresuję się głównie tym, żeby wjechać w dobry zakręt, a nie żeby wyprzedzić oponenta. Kojarzy mi się to przede wszystkim z irytującymi misjami wyścigowymi w serii Grand Theft Auto, które zawsze były najgorszym elementem każdej odsłony. Nie wiedzieć czemu, inni twórcy gier stwierdzili, że takie rozwiązanie jest świetne. Może i było, ale jeszcze w czasach Test Drive Unlimited, gdzie mimo wszystko skupiono się na tym, co w tego typu produkcjach najważniejsze, a nie na zbędnych zapychaczach i systemach wyciągniętych żywcem z hack & slashów…

NIE TĘDY DROGA

Taką grą jest właśnie The Crew 2, produkcja, w której tak naprawdę nie liczy się to, czy wygrasz (większość zawodów można skończyć na trzecim miejscu), tylko to, jaki loot zbierzesz za wykonanie zadania. Wcześniej w tym kierunku poszedł Need for Speed: Payback (recenzja), który w połączeniu z fatalnymi mikrotransakcjami zamienił się w perfidny żart z graczy, a nie fajną ścigałkę. W produkcji Ivory Tower ulepszanie pojazdu nie daje kompletnie żadnej satysfakcji, nie siedzimy i nie dłubiemy w samochodach, tylko bezmyślnie przeklikujemy kolejne elementy ekwipunku, żeby zwiększyć ogólny poziom pojazdu.

Na lądzie...
Na lądzie…

Modyfikatory do pojazdów podzielone są na kolorki niczym w Diablo, i tylko mając odpowiedni poziom możemy próbować swoich sił w konkretnych rodzajach wyścigów. A nawet i wtedy odnosiłem wrażenie, że gra próbuje mnie oszukać, ponieważ sterowane przez komputer auta poruszały się tajemniczo sprawnie i nawet jeśli wyprzedziłem konkurentów o dobre kilkanaście sekund, to i tak zawsze byli w stanie dogonić mnie w końcówce, nawet gdy nie popełniłem na drodze większych błędów. Wkurza to strasznie, ponieważ w tym momencie czuję, że powinienem grindować kolejny loot lub skorzystać z mikrotransakcji i przyspieszyć proces ulepszania fury.

WSZYSTKIEGO PO TROCHU

Żałuję, że The Crew 2 wbrew pozorom tak mało uwagi poświęca wyścigom, ponieważ te, pomimo pewnych irytujących elementów (jak te wymienione wyżej), potrafiły dawać mi satysfakcję. Masę radochy miałem, gdy w trakcie ponad czterdziestominutowego przejazdu przecinałem wszerz całe Stany Zjednoczone lub pędziłem Harleyem-Davidsonem po bezdrożach. Swobodne zwiedzanie potężnej mapy także bywa niesamowicie fascynujące, ponieważ teren został całkiem ładnie przygotowany, a po drodze możemy natrafić na najważniejsze obiekty naszych sąsiadów zza oceanu. I gdyby tylko na tych elementach skupiła się gra, to mogłaby być znacznie, znacznie lepsza. Już przetrawiłbym nawet debilną fabułę, pełną irytujących postaci na miarę Wrzoda z Gothica. Ubisoft chciał jednak, żeby ich tytuł był jak najbardziej rozbudowany, dlatego upchnięto do niego wszystko, co możliwe – motorówki, samoloty, motocrossy, samochody terenowe, Rally Cross i wiele więcej.

... w powietrzu...
… w powietrzu…

Zapewne brzmię nielogicznie, ponieważ, jak można narzekać na tak rozbudowaną grę… A no można, gdyż żaden z tych elementów nie został odpowiednio dopieszczony, a jedynie przygotowany po łebkach. Latanie sprowadza się w dużej mierze do wykonywania w kółko tych samych akrobacji, sterowanie po wodzie to prawdziwa katorga, zadania Monster Truckiem przypominają parodię serii Tony Hawk’s Pro Skater, a świrując terenówką po górach zauważamy, jak słaby system jazdy ma gra oraz ubolewamy nad fatalnym systemem kolizji (tzn. takie coś tutaj nie istnieje) oraz zastanawiamy się, gdzie zniknęły zniszczenia pojazdów z pierwszej części.

ZMARNOWANY POTENCJAŁ

Gdyby Ivory Tower nie chciało złapać wszystkich srok za ogon, mogłoby wyjść z tego naprawdę wielkie dzieło, które śmiało, bez żadnych kompleksów stanęłoby w szranki z nadchodzącą odsłoną Forza Horizon 4. Wystarczyło poprawić błędy pierwowzoru, wszystko bardziej dopieścić, a przede wszystkim przygotować od podstaw nową mapę. I tu jest pies pogrzebany, ponieważ w dużej mierze jeździmy po tych samych lokacjach (tyle, że trochę ładniejszych), co w poprzedniczce.

... i na wodzie.
… i na wodzie.

Producent myślał, że jak zwiększy różnorodność pojazdów, to nikt się nie połapię, ale niestety gracze są już coraz bardziej cwani i nie dają sobie wciskać kitu. The Crew 2 ma jednak ogromny potencjał, ale na tę chwilę gra jest dla mnie martwa. Jeśli naprawdę chcecie w to zagrać, to wstrzymajcie się trochę, poczekajcie na grube przeceny. Obawiam się tylko, że wtedy produkcja będzie całkowicie nieatrakcyjna, ponieważ na scenę wkroczy najnowsze dzieło Playground Games. Oceny końcowej nie wystawiam, wnioski wyciągnijcie sami.

Grę do testów dostarczyła firma Ubisoft, za co serdecznie dziękujemy!

Łukasz Morawski

Prawdopodobnie urodził się z padem w ręku i kawałkiem pizzy w ustach. Miłośnik wszystkiego co jest związane z kulturą popularną i nowymi technologiami. Gra w gry, ogląda filmy, czyta książki i komiksy. Jedno jest pewne - nie ma czasu na nudę.

Zostaw komentarz