It’s over 9000!!! Recenzja Dragon Ball FighterZ

0

Na tę bijatykę czekaliśmy latami.

Za dzieciaka zagrywałem się w Dragon Ball Z Mugen Edition 2, dlatego kiedy zobaczyłem po raz pierwszy Dragon Ball FighterZ serce zabiło mi w piersi zdecydowanie szybciej. Później przyszły zamknięte i otwarte testy beta, które dodatkowo zaostrzyły mój apetyt. Od kilku dni gram w pełną wersję gry i wiem już, że mamy do czynienia z bijatyką, na którą latami czekali wszyscy amatorzy kultowej mangi i anime Akiry Toriyamy. Mówię to bez cienia wątpliwości – IT’S OVER 9000!!!

PIĘKNO TKWI W PROSTOCIE

Rozgrywka w Dragon Ball FighterZ kręci się wokół tzw. tag battles, czyli pojedynków, w których przed rozpoczęciem potyczki gracz wybiera trzy postaci, a podczas gry dynamicznie się pomiędzy nimi przełącza, aby wyprowadzać ataki specjalne i efektowne kombinacje ciosów. Wybór jest spory, gdyż w nasze ręce oddano w sumie 24 bohaterów z uniwersum Dragon Ball, nie zabrakło wśród nich postaci z emitowanego od 2015 roku Dragon Ball Super, takich jak Bóg Zniszczenia Beerus, Goku Black czy Goku i Vegeta Blue. Dwie ostatnie, podobnie jak Androida 21, musimy najpierw odblokować.

W przypadku Dragon Ball FighterZ piękno tkwi przede wszystkim w prostocie. Nie ma znaczenia to czy gramy Goku, Freezerem czy Krilanem, kombinacje wyprowadza się równie prosto – wystarczy wykonać odpowiedni ruch analogiem i nacisnąć przycisk akcji, aby ekran rozbłysł potężną falą uderzeniową. Główną zaletą tego rozwiązania jest to, że podstaw rozgrywki można nauczyć się w kilka minut. Myli się ten, kto stwierdzi, że wciskanie wszystkiego na chybił trafił zagwarantuje mu sukces – maksymalną skuteczność naszych wojowników zapewni jedynie pełna świadomość tego, co się robi.

Niestety, system walki stworzony z myślą o Dragon Ball FighterZ ma też swoje wady. Największa to jego… prostota. Zdaję sobie sprawę z tego, że brzmi to kuriozalnie, ale tak jest. Pomimo tego, że wojownicy różnią się pomiędzy sobą stylami walki, wyprowadzanie potężnych ataków specjalnych jest takie samo dla każdego z nich, przez co nauka poszczególnych postaci nie ma tak dużego znaczenia, jak w innych bijatykach. Z drugiej strony, dzięki relatywnie niskiemu progowi wejścia, Dragon Ball FighterZ sprawdzi się doskonale w rozgrywce lokalnej, na przykład podczas domówek.

 WIZUALNA UCZTA

Na bieżąco śledzę serię Dragon Ball Super i twierdzę, że wizualnie gra prezentuje się lepiej od anime. Animacje są  tak dobre, widowiskowe i dynamiczne, że gdyby nie interfejs, nietrudno byłoby pomylić Dragon Ball FighterZ z Dragon Ball Super. Świetnie wypada ścieżka dźwiękowa. Pomimo tego, że prywatnie nie przepadam za j-rockiem, gatunek ten doskonale współgra nie tylko ze stylem anime, ale także bijatyką. Cieszy też to, że producent i wydawca nie zdecydowali się na angielski/polski dubbing, a jedynie na polonizację kinową – japońskim głosom towarzyszą polskie napisy.

ANDROID 21

Dragon Ball FighterZ zaprasza do przeżycia zupełnie nowej przygody z Wojownikami Z, którzy muszą stawić czoła Androidowi 21 i jej armii klonów. Historia podzielona została na trzy akty, ale wszystkie są tak słabe, że wołają o pomstę do nieba. Nawet stworzona przez Akirę Toriyamę Android 21 jest tak nudna i mało oryginalna, że aż strach. W wielkim skrócie antagonistkę można opisać jako połączenie Komórczaka i Buu w ciele kobiety. Zasadniczo fabuła stanowi pretekst do postawienia naprzeciwko siebie postaci z mangi i anime we wszystkich możliwych konfiguracjach.

Poza kampanią, Dragon Ball FighterZ oferuje też trening, walkę lokalną, tryb zręcznościowy, walkę na arenie, jak również potyczki rankingowe i nierankingowe. Niestety, tak jak w przypadku zamkniętych i otwartych testów beta, borykałem się drobnymi problemami z serwerami, a znalezienie gracza do zabawy graniczyło z cudem. Mam jednak nadzieję, że z czasem serwery się zaludnią, a problemy techniczne zostaną rozwiązane. Skoro o starciach sieciowych już mowa, warto wspomnieć o personalizacji postaci. Za zdobytą podczas rozgrywki wirtualną walutę o nazwie „zeni” gracz może kupić kapsułki, w których znajdzie losowe przedmioty służące do modyfikacji i personalizacji postaci, są to m.in. awatary do lobby, emotki czy nowe kolory strojów dla wojowników, dzięki którym będą się oni wyróżniali w tłumie.

NA TO CZEKAŁEM

Zarówno pierwszy, jak i drugi Dragon Ball Xenoverse srodze mnie rozczarował, a przy Dragon Ball FighterZ znów czułem się, jak kilkanaście lat temu, kiedy zagrywałem się w Dragon Ball Z Mugen Edition 2. FighterZ oferuje doskonałą oprawę audiowizualną i świetny system walki, którego łatwo się jest nauczyć, ale znacznie trudniej go opanować. Szkoda tylko, że gra ciągle boryka się z problemami natury technicznej i nie tak łatwo – przynajmniej na razie – znaleźć przeciwnika z krwi i kości. Tytuł docenią głównie fani mangi i anime Akiry Toriyamy, ale myślę, że w FighterZ znajdą coś dla siebie wszyscy wielbiciele bijatyk.

OCENA KOŃCOWA: 80/100

PLUSY:
+ oprawa audiowizualna
+ łatwa do nauki…
+ …trudna do opanowania
duża liczba bohaterów
MINUSY:
 identyczne kombinacje do ataków specjalnych
problemy z serwerami
 miałka fabuła

Grę do testów dostarczyły firma CENEGA, za co serdecznie dziękujemy!

Werdykt

  • OCENA KOŃCOWA
    8
  • Ocena użytkowników (0 głosów)
    0
    Your Rating:
Podsumowanie

Dragon Ball FighterZ to wymarzona bijatyka wszystkich fanów mangi i anime Akiry Toriyamy. Doskonała oprawa audiowizualna i świetny system walki sprawią, że nie oderwiecie się od gry przez długie godziny. Szkoda tylko, że tytuł nadal boryka się z problemami natury technicznej i niełatwo znaleźć kompana do zabawy.

80%
80
Dobra
Dawid Sych

Od dziecka zapalony pecetowiec, a od niedawna konsolowy neofita. Kocha rozbudowane gry role-playing z masą statystyk i dziesiątkami okienek, najlepiej izometryczne i w klimacie science-fiction lub post-apo. Alergicznie reaguje na wszelkiej maści sandboksy oraz gry sportowe. Wielbiciel literatury klasycznej i amator dobrych seriali.

Zostaw komentarz