Hitman w Zwierzogrodzie. Recenzja 10 Minut.

0

Sympatyczne futrzaki też mogą zabijać.

10 Minut to polskie wydanie kickstarterowego „10′ to kill” przygotowane przez REBEL.pl. Gra autorstwa Benoita Banniera została opatrzona zgrabnymi ilustracjami Pauline Detraz. Sama rozgrywka to szybka, imprezowa planszówka, w której spryt i uważna obserwacja będą niezbędne do zwycięstwa. Okładkowe 10 minut to proponowany czas rozgrywki, zaś zagrać możemy we dwie do czterech osób.

Mordercze zwierzaki

W grze wcielamy się w rolę płatnego zabójcy, który ma zlecenie na trzy cele. W wykonaniu zadania przeszkadzają nam kręcący się po mieście świadkowie, konkurencja oraz policjanci. Nie jest lekko, szczególnie jeśli zależy nam na zachowaniu anonimowości w pracy. Zasady gry są raczej proste i nieskomplikowane. Pierwszych kilka partii to jednak ciągłe konsultowanie z kafelkiem pomocy, czy planowane zabójstwo jest zgodne z regułami. Później jest już z górki i czas jednej rozgrywki waha się od 10 do 30 minut. Zwycięstwo jest przyznawane osobie, która zdobyła najwięcej punktów zwycięstwa, a gra się do tury, w której któryś z graczy wyeliminuje swój trzeci cel.

10 minut postaci
To tylko niektóre z naszych sympatycznych futrzaków.

Przygotowując się do gry, rozkładamy kafelki miasta. Możemy popuścić wodze wyobraźni, gdyż jedyną zasadą jest tu to, aby każdy kafelek przylegał przynajmniej do jednego innego. Warto przetestować różne układy urbanistyczne, ponieważ świetnie wpływają na różnorodność kolejnych partii. Następnie rozkładamy pionki postaci na kafelkach, po jednej na każdy. Policję zostawiamy sobie na później – przybędzie (jak zwykle) za późno, dopiero po pierwszym morderstwie. Dopiero po przygotowaniu planszy, zaczynamy dobór morderców, a następnie celów ze stosu żetonów z wizerunkami postaci. Każda postać ma jeden żeton, więc nikt z graczy nie będzie miał zlecenia na tą samą postać, czy na innego zabójcę. Grę rozpoczyna osoba, która ostatnio kogoś zabiła. Miły akcent, który pozwoli grupie graczy dowiedzieć się czegoś więcej o sobie …

Gra podzielona jest na rundy. W każdej z nich gracz może wykonać dwie z trzech dostępnych akcji. Są to: przemieszczenie dowolnej postaci na dowolny kafelek. Przydatne, kiedy trzeba przesunąć dzielnego stróża prawa, który przeszkadza w dokonaniu zbrodni. Drugą opcją jest zamordowanie postaci. Narzędzia do wyboru to: nóż, pistolet i karabin snajperski. Tu trzeba pamiętać o spełnieniu kilku założeń. Użycie broni palnej wymaga, abyśmy byli na kafelku sami. Snajperką możemy strzelać wyłącznie z oznaczonych kafelków, w linii prostej. Pistoletu użyjemy tylko jeśli ofiara jest na sąsiednim polu. Wreszcie noża możemy użyć w tłumie, będąc na tym samym kafelku, co nasz cel. W morderstwie przeszkodzi nam policjant, jeśli jest na naszym polu lub na polu obok naszego mordercy. Pamiętać też trzeba, aby nie być oczywistym sprawcą. Dużo bezpieczniej jest, kiedy podejrzanych jest kilku. Ostatnią z akcji jest przeprowadzenie dochodzenia postacią policjanta. Jeśli policjant znajdzie się na polu z inną postacią, możemy zapytać wybranego gracza, czy jest to jego zabójca. Jeśli nam się uda, zyskamy dodatkowy punkt. Osoba, której specjalista od mokrej roboty został wyeliminowany z gry, wciąż bierze w niej udział, próbując zdemaskować pozostałych zabójców. Świetny pomysł, dzięki któremu gracz nie musi już tylko przyglądać się rozgrywce.

10 minut gra
Strzały w mieście. Typowa plansza w typowej rozgrywce.

Uroki wielkiego miasta

Gra została wydana w stosunkowo niedużym pudełku, którego rozmiar został podyktowany raczej rozmiarami arkuszy z elementami planszy. Wprowadza to nieco zamieszania w pudełku, szczególnie jeśli nie posegregujemy elementów w woreczkach strunowych. Kafle planszy, jak i pionki postaci zostały wydrukowane na grubym kartonie. Trochę uwagi warto poświęcić przygotowaniu pionków, które należy włożyć w plastikowe podstawki. Łatwo tu o naderwanie kartonowych elementów. Szata graficzna zarówno instrukcji, jak i reszty gry, nie pozostawia wątpliwości, że jest to tytuł o zabarwieniu humorystycznym. Drobne akcenty, w stylu laski dynamitu w pudełku po pizzy potrafią rozłożyć na łopatki. Instrukcja to 8 stron, na których szczegółowo wyjaśniono zasady. Znalazło się też miejsce na porady dotyczące pierwszej rozgrywki. Same kafelki miasta są raczej nieciekawe, ale świetnie spełniają swoją rolę. Szczególnie przydaje się obramowanie, które pojawia się na polach, z których możemy pobawić się w snajpera. Poszczególne postaci mają swój wyjątkowy charakter. Daje się zauważyć pewną przewagę kotowatych, pewnie ze względu na ich, nieomal przysłowiową, zimną i wyrachowaną naturę, niewątpliwie odpowiadającą roli płatnego zabójcy.

Ostatni strzał

10 Minut ma wszelkie podstawy, aby zostać kolejnym hitem we wszelkich, modnych ostatnio, knajpach z planszówkami. Gra jest szybka, łatwa i dostarcza dużo czystej frajdy. Element utajnionej tożsamości graczy, losowe przydzielanie postaci oraz budowanie planszy z kafli zapewni temu tytułowi długi żywot nawet gdy będzie rozgrywany co tydzień. Zdecydowanie polecam.

 Za przekazanie egzemplarza do recenzji dziękujemy polskiemu wydawcy gry – firmie REBEL.pl!


Werdykt

  • Grywalność
    8
  • Klimat
    7
  • Mechanika
    7
  • Estetyka
    8
  • Jakość
    7
  • Regrywalność
    9
  • Ocena użytkowników (0 głosów)
    0
    Your Rating:
Podsumowanie

10 Minut jest szybkie, pełne akcji i łatwe do wytłumaczenia. Warto polecić szczególnie fanom gier imprezowych, które nie opierają się na wydawaniu z siebie okrzyków, a mają bardziej taktyczne zacięcie.

77%
77
Dobra

Miłośnik gier planszowych, bitewnych i RPG, znawca figurek z całego świata. Specjalista od militariów oraz zakamarków archeologii i historii. Jeśli masz swoje zdanie, (nie chwal się) on ma zawsze lepsze.

Zostaw komentarz