Hideo Kojima to nie tylko Metal Gear Solid. Recenzja Zone of the Enders: The 2nd Runner – Mars

0

Ale bez mechów nie mogło się obyć.

Zanim popularnego japońskiego reżysera pochłonęła doszczętnie marka Metal Gear Solid, w międzyczasie niejaki Hideo Kojima pracował nad pobocznym projektem, będącym odskocznią od historii rodu Snake’ów. Mowa o mini serii Zone of the Enders, która doczekała się zaledwie dwóch niezbyt długich odsłon. W przeciwieństwie do magnum opus byłego pracownika Konami, jego nowy cykl skupiał się przede wszystkim na dynamicznym gameplayu, zostawiając w tyle zagmatwaną fabułę, rozbudowane wątki licznych postaci i zwroty akcji wyrzucające człowieka z butów.

SKĄD TO SIĘ WZIĘŁO?

Pierwsza odsłona cyklu zadebiutowała w 2001 roku na PlayStation 2. Produkcja spotkała się ze stosunkowo ciepłym przyjęciem wśród graczy, ale swój sukces zawdzięczała tak naprawdę jednej, sprytnej sztuczce. Otóż do gry dołączane było przedpremierowe demo drugiej odsłony MGS-a, czyli Sons of Liberty. Jako, że miłośnicy marki z niecierpliwością wyczekiwali kontynuacji, tłumnie ruszyli do sklepów po swój egzemplarz ZotE. Niestety, opowieść o walkach robotach nie przyjęła się na tyle dobrze jak powinna, dlatego zakończono ją już po drugiej części. Wielka szkoda, ponieważ obie gry oferowały naprawdę świetną rozgrywkę i bardzo dobrze odnalazłyby się w obecnej generacji konsol.

Po części tak się stało, ale raczej nie w sposób, jakiego oczekiwali fani. Zone of the Enders: The 2nd Runner – Mars nie jest trzecim epizodem, a jedynie remasterem „dwójki”. Plus tego jest taki, że wiele osób nawet tego nie zauważy, ponieważ istnieją małe szanse, że mieli kiedykolwiek z grą do czynienia. Sam jestem wielkim fanem twórczości Kojimy, a dotychczas nie miałem okazji zagrać osobiście w drugą odsłonę. Dzięki Techlandowi, który wydał grę w Polsce, w końcu mogłem nadrobić zaległości. Muszę przyznać, że bardzo żałuję, iż nie było mi dane przetestować produkcji w dniu premiery. Teraz bawiłem się świetnie, a co byłoby te kilkanaście lat temu?

GUNDAMN W WERSJI KONAMI

Piszę jakieś pierdoły, a tak naprawdę do tej pory nie opowiedziałem, czym tak naprawdę jest Zone of the Enders. Historia gry została osadzona w 2174 roku, kiedy to ludzie coraz lepiej radzą sobie z ekspansją Marsa. Porządek próbuje jednak zaburzyć organizacja wojskowa znana jako BAHRAM, która chce przejąć wpływy na Czerwonej Planecie. W jej szeregach znajdują się wyspecjalizowani żołnierze korzystający z ultra nowoczesnej technologii Orbital Frame. Są to swego rodzaju wypasione mechy, przeznaczone do najróżniejszych celów. Nas z wiadomych względów najbardziej będę interesowały te z zapędami militarystycznymi. Gracz wciela się w postać Diego, który musi powstrzymać swoich byłych pracodawców, ratując tym samym cały świat.

Fabuła nie jest szczególnie porywająca, ale miewa mocne strony. Motywacje bohatera są jasno nakreślone, dzięki czemu wiemy, po co przemy do przodu i dlaczego niszczymy kolejne roboty. A to właśnie ten aspekt rozgrywki sprawdza się najlepiej – walka. Tej jest od zatrzęsienia, a z każdym kolejnym pojedynkiem, gra robi się jeszcze bardziej widowiskowa. Wielkie mechy poruszają się z ogromną gracją, prowadząc bitwy na odległość lub z pomocą broni białej. Wraz z postępami, odblokowujemy kolejne umiejętności, za sprawą czego, cały czas jesteśmy zaskakiwani nowymi rozwiązaniami. Szkoda tylko, że całość można ukończyć raptem w kilka godzin.

CZY WARTO?

W edycji Mars przygotowanej z myślą o komputerach osobistych oraz PlayStation 4 otrzymujemy ulepszoną rozdzielczość, podniesioną do 4K, a także możliwość korzystania z gogli wirtualnej rzeczywistości. Niestety, testowałem wersję na PC i nie miałem możliwości sprawdzenia, jak ten tryb prezentuje się w akcji. Oprócz tego, twórcy dodali dodatkowy schemat sterowania „Pro Mode”, który poprawia rozwiązania wykorzystywane w oryginalnej wersji. Zaimplementowano też poziom trudności Very Easy dla początkujących graczy, ale wydaje mi się, że raczej nie ma potrzeby z niego korzystać, bo gra nawet na Normalu nie jest jakaś przeraźliwie trudna.

Jeśli Zone of Enders: The 2nd Runner nie jest dla was grą obcą, to remaster raczej możecie pominąć, gdyż nie znajdziecie w nim nic nowego, co mogłoby zachęcić was do ponownego przejścia gry. Chyba, że tak bardzo podoba wam się rozgrywka, że z chęcią byście ją sobie odświezyli. Byłbym w stanie w to uwierzyć, ponieważ gameplay to prawdziwe złoto i sam z ochotą kilkukrotnie powtarzałem najciekawsze starcia z bossami. Odświeżona wersja powinna natomiast zainteresować osoby nie znające wcześniej tej marki. W takim przypadku zdecydowanie warto nabyć własny egzemplarz, żeby zobaczyć, że Hideo Kojima to bardzo utalentowany twórca, potrafiący wychodzić poza ramy Metal Gear Solid. Może to być też dobra wprawka przed nadchodzącym Death Stranding.

Grę do testów dostarczyła firma Techland Wydawnictwo, za co serdecznie dziękuję!

Łukasz Morawski

Prawdopodobnie urodził się z padem w ręku i kawałkiem pizzy w ustach. Miłośnik wszystkiego co jest związane z kulturą popularną i nowymi technologiami. Gra w gry, ogląda filmy, czyta książki i komiksy. Jedno jest pewne - nie ma czasu na nudę.

Zostaw komentarz