Hej, Battle Royale – skąd przybyłeś, dokąd zmierzasz?

0

POPRZEDNIA NASTĘPNA

JAK GRZYBY PO DESZCZU, CZYLI ROZWÓJ GATUNKU

W ten o to sposób przechodzimy już do Playerunknown’s Battlegrounds, czyli pierwszego przedstawiciela „battle royale”, który wbił się do szerszej świadomości. To właśnie tę produkcję Brendan Greene ochrzcił mianem „swojej ostatecznej wizji battle royale, łączącej wszystkie jego wcześniejsze pomysły”. Popularność tej produkcji nie jest też niczym dziwnym – tytuł ten wyciągnął właściwe elementy z wcześniej wspomnianych gier Bohemia Interactive i dorzucił mechaniki charakterystyczne już dziś dla tego gatunku gier. Swoje dorzuciła też wspomniana popularność wcześniej wymienionych powieści (oraz ich ekranizacji).

Playerunknown’s Battleground stawia na bardziej realistyczne podejście do rozgrywki…

Dalej nie trzeba było czekać na kolejnych, chcących skorzystać na idei Greene’a. Wcześniej wspomniane H1Z1 teraz największą popularność posiada właśnie w wersji „King of the Kill”, czyli tej do której prac swoją rękę przyłożył Brendan. Na rynku pojawiło się też The Culling, które postawiło na taką samą rozgrywkę, jednak skupioną bardziej na walce wręcz oraz pułapkach. Ark: Survival Evolved oraz Rust doczekało się własnych rozszerzeń bazujących na idei „battle royale”. I to tylko popularniejsze tytuły.

… podczas gdy Fortnite zdecydowało się na większą kreskówkowość.

Jest też w końcu Fortnite. Pierwotnie miała być to gra, która skupić miała się na sandboksowych doświadczeniach, w których gracze skupić się mieli na gromadzeniu zasobów, budowaniu umocnień i walce o przetrwanie. I taka wersja gry jest już we wczesnym dostępie, można ją więc zakupić. Ale już teraz wiadomo, że nie dosięgnie do pięt w kontekście popularności swojemu darmowemu odpowiednikowi, proponującego właśnie rozgrywkę ten sam rodzaj zabawy co produkcja Bluehole.

POPRZEDNIA NASTĘPNA

1 2 3 4 5 6 7

Gracz od 12 roku życia. Częściej z padem, rzadziej z myszką. Bliżej mu do niebieskiego, niż do zielonego. Zakochany w pudełkowych wersjach gier. Kolekcjoner steelbooków. W wolnych chwilach - kinoman.

Zostaw komentarz