Gry na Netflix – przyszłość gamingu?

0

Szykuje się niemała rewolucja. Tylko czy na pewno jej potrzebujemy?

Gry wideo to niezwykle rozwojowa gałąź rozrywki, która z roku na rok zaskakuje użytkowników czymś nowym. Jakaś firma wpada na pomysł przygotowania gogli wirtualnej rzeczywistości, do sklepów trafiają kamery przenoszące ruchy człowieka na ekran telewizorów, albo powstają gry, w których kontrolujemy gameplay za pomocą smartfonów. Nie inaczej jest w przypadku bezpośredniego podejścia do produkcji samych gier. Co jakiś czas na rynku pojawiają się nowe gatunki, zyskujące ogromną popularność wśród graczy. Mam tutaj na myśli  między innymi fenomeny pokroju battle royale lub wszelkiej maści soulslike’i. Coraz rzadziej do sprzedaży trafiają natomiast tytuły, o których bez ustanku dyskutuje się, czy są to jeszcze gry, czy już filmy interaktywne.

UPADLI MISTRZOWIE

Nieistniejące studio Telltale Games od lat specjalizowało się w takich produkcjach. Studio kładło znacznie większy nacisk na narrację, pozostawiając w tyle klasyczny gameplay. Serie takie jak The Walking Dead czy Games of Thrones co prawda oferowały jakieś znamiona rozgrywki charakterystyczne dla gier przygodowych, jednakże nie były one bardzo wyeksponowane. Specyficzne podejście do tworzenia gier miało zarówno swoich zwolenników, jak i przeciwników, którym nie podobało się to, że ich wirtualna rozrywka zaczyna upodabniać się do produkcji telewizyjnych. Osobiście, nigdy nie byłem fanem gier Telltale Games, ponieważ zawsze odrzucała mnie w nich toporność animacji oraz cała masa problemów technicznych, w wyniku których nie było mi dane skończyć Batman: The Telltale Series.

Znacznie lepiej na tym polu radzi sobie francuskie studio Quantic Dream z Davidem Cagem na czele. Co prawda, uważam, że przy okazji Detroit: Become Human (sprawdź recenzję) autor trochę zbyt płytko podszedł do ambitnie zapowiadającej się fabuły, ale zdecydowanie nie można nie docenić tej gry za rozbudowaną sieć wyborów. Podczas rozgrywki musimy podejmować bardzo istotne decyzje, gdzie nawet najmniejszy szczegół może mieć kolosalne znaczenie dla całej historii. Niesamowite jest to, że śmierć wszystkich postaci nie oznacza przegranej, tylko jest kolejną odnogą opowieści. Podobnie jednak jak w przypadku gier Telltale Games, gameplay był nudny i niepotrzebny.

NETFLIX JAKO KOŁO RATUNKOWE?

Sytuację ma szansę uratować Netflix, od jakiegoś czasu romansujący z interaktywnymi filmami. Na razie biblioteka takich produkcji nie jest zbytnio obfita, ale obstawiam, że sytuacja szybko ulegnie zmianie. Mało kto słyszał o takich tytułach jak „Kot w butach: Uwięziony w baśni” czy „Stretch Armstrong: Ucieczka”. O „Minecraft: Tryb fabularny” gdzieś tam się pisało, lecz nadal nie był to główny temat w mediach społecznościowych. Subskrybenci o filmach interaktywnych na Netfliksie dowiedzieli się tak naprawdę dopiero przy okazji premiery „Bandersnatch”, czyli pełnometrażowego spin-offa serialu „Black Mirror”.

Film okazał się strzałem w dziesiątkę, zarówno pod względem fabularnym, aktorskim, jak i interaktywnym. To właśnie widz decydował za pomocą pilota, jakie decyzje podejmie główny bohater. Co ciekawe, fakt kontrolowania protagonisty był częścią skomplikowanej fabuły. Dzięki temu nie tylko kreowaliśmy opowieść, ale byliśmy jej pełnoprawnymi uczestnikami. „Black Mirror: Bandesnatch” to rewelacyjny przykład na to, jak należy tworzyć tego typu produkcje.

NOWY KRÓL FILMÓW INTERAKTYWNYCH

Bardzo cieszę się, że film spotkał się z tak gorącym przyjęciem wśród widzów, ponieważ da to wyraźny sygnał producentom, że warto inwestować w kolejne interaktywne filmy lub seriale. Upadek Telltale Games pokazał, że w świecie gier wideo nie bardzo jest już miejsce na oglądanie długich i brzydko zrealizowanych przerywników filmowych. Współcześni gracze wolą tytuły multiplayerowe lub z otwartym światem, gdzie najważniejszy jest gameplay, a nie fabuła.

Z kolei serwisy streamingowe są idealnym medium do zaadaptowania filmów interaktywnych. Netflix udowodnił, że można to zrobić w sposób niezwykle kreatywny, dlatego trzymam mocno kciuki, żeby pomysł był dalej rozwijany. Może jakaś współpraca z Quantic Dream? Byłoby spoko, wtedy David Cage miałby czas na dopracowanie historii, bez zawracania sobie głowy gameplayem.

Łukasz Morawski

Prawdopodobnie urodził się z padem w ręku i kawałkiem pizzy w ustach. Miłośnik wszystkiego co jest związane z kulturą popularną i nowymi technologiami. Gra w gry, ogląda filmy, czyta książki i komiksy. Jedno jest pewne - nie ma czasu na nudę.

Zostaw komentarz