Growy pojedynek superbohaterów, czyli Batman vs Spider-Man

0

POPRZEDNIA         NASTĘPNA 

WALKA

Historia historią, ale nie mniej ważnym elementem tego typu gier jest proponowany system walki. Tutaj między obydwoma produkcjami jest najwięcej podobieństw. Jednak nie będę tutaj ględził kto od kogo zgapił, tylko skupię się na samej formie, w jakiej zaproponowane zostały starcia w obydwu grach.

W Batman: Arkham Knight pojedynki toczyły się w mniej przesadnym tempie, jednak nie brakowało w nich efekciarstwa. Człowiek Nietoperz, jak wszyscy wiemy, nie posiadał nadprzyrodzonych mocy, dlatego główny nacisk położony został na jego fizyczność oraz gadżety. Sam system był też znacznie bardziej wymagający – mieliśmy więcej ruchów do dyspozycji, ale ich całkowite opanowanie okazywało się być nie lada sztuką. Mówiąc krótko – „easy to learn, hard to master”. Obecny był też mnożnik combo, który na odpowiednim poziomie oferował unikalne ruchy, takie jak natychmiastowe powalenie rywala. Było go jednak znacznie ciężej utrzymać na wysokim poziomie, jako, że sztuka uników również nie była taka prosta, mimo iż opierała się o jeden przycisk.

Spider-Man w międzyczasie mógł pozwolić sobie na znacznie więcej finezji, jako, że Peter Parker po ugryzieniu przez pająka, zyskał nadzwyczajny refleks i nadludzką siłę. Takie tło pozwoliło Insomniac Games na znacznie więcej w kontekście sposobu poruszania się postaci, przez co każde starcie prowadzić można było w nadzwyczaj szybkim tempie, korzystając w międzyczasie z efekciarsko wyprowadzanych ciosów. Sporą rolę odgrywają też pajęczyny, pozwalające na podciąganie się do nieco oddalonych oponentów oraz rzucanie rozmaitymi elementami otoczenia. Całość natomiast była znacznie łatwiejsza do opanowania, również przez to, że na ekranie pojawiało się znacznie więcej podpowiedzi kontekstowych, nie wpływających jednak w znaczący sposób na immersję. Znacznie łatwiej było też stosować uniki, szczególnie gdy w drzewku rozwoju odblokuje się związane z nimi spowolnienie czasu. Obecny był też licznik combo, działającego podobnie jak w Arkham Knight, jednak jego podbijanie było znacznie prostsze, niż u rywala.

Jeżeli miałbym więc wybierać, który bardziej przypadł mi do gustu – musiałbym wskazać Spider-Mana. Możliwość szybkiego opanowania całego systemu pozwala szybko zacząć czerpać z niego prawdziwą przyjemność. Niektórzy nazwą mnie pewnie „casualem”, ale i tak – punkt dla Insomniac Games. Pół punktu dałbym jednak Arkham Knight za fragmenty skradane. Obydwie gry takowe posiadają, jednak Rocksteady Games włożyło w ten temat znacznie więcej serca, dając więcej możliwości i oferując zróżnicowany poziom trudności, podczas gdy ciche działania Spideya (i jego sojuszników) wypadały raczej średnio.

AKTYWNOŚCI POBOCZNE

Obydwie produkcje umieszczone zostały w otwartym świecie. I mimo, iż zarówno Gotham, jak i Nowy Jork, nie robiłą jakiegoś specjalnego wrażenia jeżeli chodzi o dostępną przestrzeń, znalazło się w nich miejsce dla kilku aktywności pobocznych, możliwych do ukończenia w wolnej chwili.

Batman: Arkham Knight zaoferował więc naprawdę ciekawe zadania opcjonalne, w których gracz miał okazję przyskrzynić kilku ikonicznych wrogów Batsa. Wyzwania takie jak śledztwo, związane ze schematycznymi zabójstwami na terenie miasta czy próba powstrzymania tajemniczej, latającej po Gotham kreatury, posiadały swój charakter i potrafiły sprawić ogromną ilość przyjemności. Niestety jednak, znowu znalazło się miejsce dla zagadek Riddlera, które mimo iż ciekawsze od tych proponowanych w poprzednich odsłonach, znów były raczej najsłabszym elementem całej gry. Co więcej, aby poznać ostateczne zakończenie historii, trzeba było wszystkie łamigłówki irytującego złoczyńcy rozwiązać. Prawdziwa droga przez mękę.

Przed państwem, najbardziej irytujący element Arkham Knighta – Riddler!

Spider-Man z kolei oferuje mniej charakterne opcjonalne elementy zabawy, jednak za sprawą wspomnianego systemu walki i niesamowicie wręcz satysfakcjonującego sposobu poruszania się po mieście, aż chce się włożyć ręce, w co tylko można. Nawet zbieranie znajdziek, w postaci plecaków porozrzucanych po całym mieście, jest niezwykle satysfakcjonujące, przez to jak wiele smaczków można w nich znaleźć. Są oczywiście fragmenty irytujące, jak chociażby latanie po mieście w celu łapania gołębi (!) czy kilka zadań związanych ze stacjami badawczymi Harry’ego Osborna, jednak w ogólnym rozrachunku – zwyczajnie chce się tego Spider-Mana calakować.

Należałoby też wspomnieć o tym gdzie ulokowane zostało miejsce akcji obydwu gier. Piaskownicą Batmana jest oczywiście Gotham City, spowite mrokiem i gęstym deszczem. Dominują więc ciemne barwy i thrillerowy klimat, co jest oczywiście sporym plusem, jednak wszystko psuje… pustka. Ludność jeszcze na samym początku zostaje ewakuowana, przez co napotkać można co najwyżej zbira, który prosił się będzie o obicie mordy. W międzyczasie, w stroju Spider-Mana, polatać możemy sobie po Manhattanie, od którego nie bije już tak charakterystyczny klimat, ale po prostu widać, że to miasto żyje. A to pozwala jeszcze lepiej się wczuć i odepchnąć od siebie wrażenie, że znajdujemy się w ogromnym, superbohaterskim placu zabaw.

Spider-Manowy Manhattan tętni życiem.

Werdykt? Byłby na korzyść Arkham Knighta, jednak całe wrażenie psuje Człowiek Zagadka i martwe Gotham. Znowu więc punkt wędruje na konto Spider-Mana. Wystarczyło po prostu solidne podejście do tematu i zaserwowanie go w niezbyt nachalny sposób. Prosty przepis na smaczne danie.

POPRZEDNIA         NASTĘPNA 


1 2 3

Gracz od 12 roku życia. Częściej z padem, rzadziej z myszką. Bliżej mu do niebieskiego, niż do zielonego. Zakochany w pudełkowych wersjach gier. Kolekcjoner steelbooków. W wolnych chwilach - kinoman.

Zostaw komentarz