Growa Kompania Braci, czyli historia serii Brothers in Arms

6

POPRZEDNIA         NASTĘPNA 

Odcinek 2 – Brothers in Arms: Road to Hill 30

I w ten oto sposób, 15 marca 2005 roku swoją europejską premierę miała pierwsza odsłona serii, Brothers in Arms, opatrzona podtytułem Road to Hill 30. Produkcja zadebiutowała na komputerach osobistych, Xboksach (tych pierwszych) oraz PlayStation 2. Gra z marszu zdobyła serca graczy, bo już tego samego miesiąca sprzedała się w ilości 1,7 miliona egzemplarzy, co jak na tamte czasy, gdy piractwo miało się wyjątkowo świetnie, jest wynikiem robiącym bardzo duże wrażenie. I jestem w stanie wskazać dwa czynniki, które do takiego stanu rzeczy doprowadziły.

Road to Hill 30 zdecydowało się na takie przedstawienie opowieści, jakie znane było właśnie z Kompanii Braci, a na jakie nie zdecydował się do tamtej pory żaden inny twórca gier traktujących o tej tematyce. Wszystko kręciło się również wokół 502 pułku „Krzyczących Orłów”, jednak w tym przypadku postawiono na kompanię Fox. Road to Hill 30 dodatkowo skupiało się wyłącznie na kampanii w Normandii i autentycznych wydarzeniach z tamtego okresu, przez co wydarzenia można było przedstawić z większą precyzją. Brothers in Arms zaproponowało też swój odpowiednik Richarda Wintersa z serialu Spielberga – okazał się nim być Matt Baker. Już na początku gry dowiadujemy się, że jest dowódcą swojego oddziału bardziej z przymusu, niż z własnej woli. Gracz wciela się więc w zupełnego żółtodzioba, jeżeli chodzi o rolę, którą pełni i odbiorca przez całą produkcje obserwuje, jak Matt przeobraża się w prawdziwego lidera, który jednak zaczyna coraz ciężej znosić konsekwencje podjętych przez siebie decyzji. Przy okazji śledzimy też jakie relacje rodzą się między naszym bohaterem, a jego podkomendnymi.

Trzeba też przyznać, że właściwie każda postać, z którą mamy do czynienia, napisana została na najwyższym poziomie i te twarze pojawiające się na ekranie podczas rozgrywki naprawdę można polubić, a nawet poczuć do nich przywiązanie. Wpływa na to również absolutnie rewelacyjny, oryginalny dubbing aktorów, którzy zostali zatrudnieni, aby podkładać głosy pod amerykańskich żołnierzy. Warto napomknąć też, że w rolę Bakera wcielił się… Troy Baker, dla którego była to pierwsza poważniejsza rola, a którego kariera od tamtego momentu chwyciła tendencję tylko i wyłącznie zwyżkową. Przypadek?

Drugim czynnikiem, o którym chciałem napisać, była z pewnością forma jaką przyjęła rozgrywka. Próżno było tutaj szukać sekwencji rodem z Call of Duty, w których zabijamy dywizję Niemców, a następnie likwidujemy 50% samolotów, które znalazły się na wyposażeniu Luftwaffe. W Brothers in Arms wszystko dzieje się w mniejszej skali, przez co gracz nie czuje się jak zdobywca pięciu medalów honoru, a jak zwykły trybik w machinie wojennej.

Duży nacisk został też nałożony na taktykę. W tej produkcji nie miało większego sensu parcie do przodu, gdyż zazwyczaj kończyło się śmiercią naszą lub któregoś z naszych podkomendnych, przynajmniej na wyższych poziomach trudności. Rozsądniejszym podejściem było więc powolne i precyzyjne rozwiązywanie starć. W ręce gracza oddane zostały dwie opcje wspomagające taki system – można więc było wydawać rozkazy dwóm oddziałom (szturmowy i wspierający), a także zatrzymać na chwilę czas i spojrzeć na pole walki z perspektywy przypominającej nieco gry z gatunku RTS, aby rozplanować następny ruch.

Jak już wspomniałem, wszystko nabierało tu wolniejszego tempa. To oczywiście zasługa mechaniki, którą twórcy określili mianem „Four F’s” (Find, Fix, Flank, Finish). Polegało to mniej więcej na tym, że po dostrzeżeniu wroga, trzeba było odpowiednio rozstawić swoje oddziały. Następnym krokiem, było wydanie rozkazu położenia zasłony ogniowej, w taki sposób, aby przygwoździć przeciwnika za osłoną. W grze pojawił się nawet wskaźnik, który pokazywał w jakim stopniu przeciwnicy są przyciśnięci. Na sam koniec natomiast, trzeba było samodzielnie, lub z pomocą oddziału szturmowego, oflankować pozycje wroga i tegoż wroga wykończyć. Zaproponowane przez twórców rozwiązanie działało naprawdę świetnie, a przy okazji wszystko było tutaj wyjątkowo proste, gdyż za wszystkie rozkazy odpowiadały zaledwie dwa przyciski. Było więc intuicyjnie, bez zbędnego komplikowania i naprawdę satysfakcjonująco. Szczególnie, gdy większe starcie udało się zakończyć bez jakichkolwiek strat.

Dodajmy do tego wszystkiego bardzo dobrą (jak na tamte czasy) stronę wizualną i rewelacyjną warstwę dźwiękową – oto Brothers in Arms: Road to Hill 30 w pigułce.  Nie ma w tym wszystkim zresztą nic dziwnego, bo twórcy rewelacyjnie wykorzystali potencjał drugiej odsłony silnika Unreal Engine. Nie dziwi więc też, że UE – w tej i następnej wersji – został z serią do trzeciej odsłony.

POPRZEDNIA         NASTĘPNA 

 

1 2 3 4 5 6 7

Gracz od 12 roku życia. Częściej z padem, rzadziej z myszką. Bliżej mu do niebieskiego, niż do zielonego. Zakochany w pudełkowych wersjach gier. Kolekcjoner steelbooków. W wolnych chwilach - kinoman.

Dyskusja6 komentarzy

  1. From long time ago all are getting so much trouble to convert the format of online video on you tube but no need to worry,here i am posting the address http://myglobalclip.com this is best place through which you can get your goal.

  2. Pakistan Tehreek-e-Insaf (PTI) led by cricketer-turned politician Imran Khan emerged as third major political force in Pakistan after the party’s massive rally at Minar-e-Pakistan in October 2011.

    The PTI, founded in 1996 by Imran Khan, wants to made Pakistan a social welfare state. It is the main contender for power against the ruling Pakistan Muslim League-Nawaz leaving the Pakistan People’s Party behind as the main opposition party of the country. http://ptistakeholders.portfoliobox.net/

Zostaw komentarz