Graliśmy na Nintendo Switch. Pierwsze wrażenia!

0

Na tydzień przed oficjalną premierą miałem okazję sprawdzić, jak w akcji sprawuje się nowa konsola Nintendo. Po kilku godzinach spędzonych z nową propozycją Japończyków wiem już, że ten sprzęt naprawdę ma szansę na sukces!

Owszem. Gigant z Kioto dalej idzie pod prąd, oferując coś zupełnie innego w stosunku do tego, co od lat sprawdza się u generycznej konkurencji. Po porażce Wii U wielu graczy spodziewało się powrotu Nintendo do klasycznych rozwiązań, jednak pierwszy zwiastun sprzed kilku miesięcy skutecznie uciął te spekulacje. Potwierdziły się natomiast plotki co do tego, iż Switch będzie konsolą hybrydową, którą możemy się cieszyć zarówno w domu, jak i w podróży. I gdyby Nintendo na tym poprzestało, zapewne uciszyło by krzykaczy. Jednak gdy dodamy do tego joy-cony, pełniące jednocześnie funkcję kontrolerów ruchowych, w oczach potencjalnych nabywców Switch zaczyna sprawiać wrażenie sprzętu nie tyle unikalnego, co odpychająco awangardowego.

Niesłusznie.

Nintendo Switch będzie pierwszą, od dwóch generacji, konsolą, która wreszcie zadowoli zarówno graczy niedzielnych, jak i hardkorowców, bez zabawy w półśrodki. Po ograniu kilku klasycznych tytułów japońskiego giganta, jak i najnowyszych propozycji imprezowych, nie mam co do tego wątpliwości. Wystarczy tylko i aż zadbać o odpowiedni line-up. Nowa Zelda, drugi Splatoon i imprezowe 1-2 Switch, które trafią do nas na starcie, zadowolą praktycznie każdego. Nawet kogoś nie mającego wcześniej styczności z produkcjami Nintendo. Później pozostaje tylko kwestia utrzymania dobrego line-upu gier w kolejnych miesiącach po premierze.

2

Dlaczego to dobry sprzęt dla hardkorowców?

Nintendo Switch zarówno w wariancie mobilnym, jak i stacjonarnym, gwarantuje komfortową rozgrywkę przy bardziej klasycznych konsolowych tytułach. Dwie gałki analogowe (w wariancie xboksowym, co moim zdaniem jest dużym plusem), cztery przyciski akcji, standardowy krzyżak, dwa bumpery oraz spusty, sprawiają, że na nowej konsoli Japończyków sprawdziłby się każdy tytuł znany z konkurencyjnych platform dla graczy. Oczywiście abstrahując tu od mocy obliczeniowej.

W przekonaniu tym utwierdziło mnie chociażby kilka sieciowych starć w Splatoon 2, który bawi tak samo dobrze, jak część pierwsza. Choć podczas rozgrywki byłem skazany na celowanie żyroskopem, miła pani z obsługi zapewniła mnie, że w grze będzie dostępny także klasyczny sposób celowania prawą gałką analogową. Specjalnie też ograłem wspomniany tytuł w wersji mobilnej i byłem bardzo mile zaskoczony. Przenośny Switch bardzo dobrze leży w dłoniach, a zakleszczone po bokach joy-cony trzymają się mocno podstawy konsoli, zapewniając komfortowy chwyt i niczym nieskrępowaną rozgrywkę. Specjalnie wywierałem na nie nieco większy nacisk, niż było to konieczne – ani drgnęły.

3

Dlaczego to dobry sprzęt dla graczy niedzielnych?

Wspomniałem już, że w nowej na nowej konsoli Nintendo nie zabraknie gier imprezowych, które za sprawą joy-conów podniosą nas z kanapy. Gry ruchowe, parafrazując klasyka, jakie są – każdy widzi. Zaskoczyła mnie jednak precyzja wspomnianych kontrolerów. Przy każdej z testowanych gier nie było mowy o choćby chwilowym braku synchronizacji z konsolą, a sam poziom ich prezycji przy odczytywaniu naszych ruchów jest godzien podziwu. Ba, za jej sprawą, te imprezowe zjadacze czasu stały się bardziej wymagające!

Podczas pierwszej oficjalnej prezentacji Switcha w styczniu tego roku, poświęcono nieco czasu nowemu systemowi wibracji zaimplementowanemu w joy-conach, zwanemu szumnie 3D Rumble. Japończycy nie rzucali słów na wiatr. Doskonale demonstrowała to jedna z mini-gier dostępnych w ramach kompilacji 1-2 Switch. Ile kulek znajduje się w zamkniętym pudełku? Przechyl kontroler ruchowy w jedną lub drugą stronę i spróbuj policzyć. Kilka razy zgadłem.

4

Tak, była nowa Zelda. Oczywiście, że zagrałem w nią w pierwszej kolejności!

Nikt z obecnych na pokazie dziennikarzy nie mógł odmówić sobie możliwości spędzenia nieco czasu z murowanym system-sellerem nowej konsoli. Dostępne na pokazie demo przedstawiało pierwsze 20 minut rozgrywki, ale za sprawą otwartego świata i dostępnych aktywności pobocznych, każdy mógł sobie ten czas skutecznie wydłużyć. Za wcześnie na stawianie ocen, jednak muszę Wam powiedzieć, że Zew Dziczy jest zauważalnie trudniejszą grą w porównaniu do swoich poprzedników. Bobkobliny napotkane na samym początku gry potrafiły mi zaleźć za skórę, a także skutecznie korzystały z dostępnych elementów otoczenia. Nieco się zdziwiłem, gdy w moją stronę poleciała czerwona, wybuchająca becza, które wspomniane stwory trzymały w obozowisku.

Otwarty świat w nowych przygodach Linka bez wątpienia okaże się jedną z największych zalet gry. W oczy rzucała się jednak dość nierówna oprawa. Pieczołowicie przygotowane modele postaci kontrastowały z kiepskimi jakościowo teksturami terenu. Dwukrotnie też zaliczyłem spadek klatek. Mam jednak nadzieję, że to wczesny build (prawdopodobnie jeszcze z E3 2016), a finalny produkt będzie pozbawiony tych mankamentów. Jednak nawet one nie były w stanie ugasić mojego entuzjamu. Nowa Zelda wciąga od samego początku i to jak mało która odsłona serii. Szczerze żałuję, że nie mogłem spędzić z nią więcej czasu.

Nintendo Switch

Czy warto?

Nintendo Switch to bez dwóch zdań produkt mocno wyróżniający się na tle generycznej i „bezpiecznej” konkurencji. Owszem, specyficzny, ale przygotowany z największą starannością, gdzie każdy z proponowanych wariantów rozgrywki dobrze sprawdza się w praktyce. Przyznam, że już od pierwszej zapowiedzi po cichu kibicowałem Japończykom, a po konfrontacji swoich oczekiwań z rzeczywistością będę jeszcze baczniej mu się przyglądał. Naturalnie najlepszym testem dla nowej konsoli będą najbliższe miesiące po premierze, ale trzymam kciuki za Nintendo. Ich filozofia jest naprawdę potrzebna tej branży.

Za zaproszenie dziękujemy polskiemu dystrybutorowi Nintendo na Polskę, firmie Conquest Entertainment.

PS1. Nowa Zelda GOTY. Bez odbioru.
PS2. Pozdrowienia dla ekipy z AntyGaming.com oraz wymianę opinii!

 
Adam Szymański

Gracz od piątego roku życia, gdy brat pozwalał mu pogrywać na Commodore 64 oraz Amidze. Przez lwią część życia zagorzały pecetowiec, niestroniący jednak od konsol. Miłośnik otwartych światów i rozwiązań społecznościowych w grach wideo. Obecnie zakochany w marce Nintendo.

Zostaw komentarz