Gra o tron w japońskim wydaniu. Recenzujemy Final Fantasy XV

1

Nie taka ostatnia ta fantazja.

Premiera Final Fantasy XV to dla wielu fanów serii prawdziwy rarytas, wszakże na grę czekano prawie dziesięć lat, powoli tracąc nadzieje na jej powstanie. Liczne problemy produkcyjne, zmiana reżysera czy założeń gry, nie zwiastowały niczego dobrego, a każdy kto choć trochę siedzi w temacie wirtualnej rozrywki, wie jak to zazwyczaj się kończy. Na szczęście Suare-Enix dopięło projekt na ostatni guzik i w końcu wypuściło swój tytuł do sprzedaży. Tytuł, który jest naprawdę grywalny oraz diabelnie wciągający.

BOGOWIE, HONOR, OJCZYZNA

Miasto-państwo Lucis – rozwinięte technologicznie miejsce będące oazą spokoju i dobrobytu. Pechowo, kraina występuje na kontynencie opanowanym w większości przez mocno zmilitaryzowane imperium Nilflheimu, pragnące jeszcze bardziej poszerzyć swoje terytorium. Po wielu brutalnych bitwach, pomiędzy zwaśnionymi stronami dochodzi w końcu do porozumienia, które ma przypieczętować ślub księcia Noctisa Lucisa Caeluma z piękną Lunafreyą Nox Fleuret. W tym celu, młody bohater wyrusza do miasta Altissia, gdzie ma spotkać przyszłą żonę, przyjaciółkę z dzieciństwa. W międzyczasie wychodzi na jaw, że traktat pokojowy to jedynie farsa, umożliwiająca bezproblemowe wtargnięcie Nilflheimu do Lucis, chronionego dotychczas przez magiczną barierę. Król Regis ginie w walce, a za jego synem zostaje wysłany list gończy. Rozpoczyna się prawdziwa gra o tron.

W nocy na świat przychodzą potężne demony, dlatego eksploracja o tej porze dnia nie zawsze jest dobrym rozwiązaniem.
W nocy na świat przychodzą potężne demony, dlatego eksploracja o tej porze dnia nie zawsze jest dobrym rozwiązaniem.

Tak w skrócie prezentują się główne założenia produkcji, pełnej ciekawych zwrotów akcji i niespodziewanych wydarzeń.  W grze sterujemy Noctisem, a towarzyszy mu trójka wiernych przyjaciół – mięśniak Gladiolus, inteligent Ignis oraz jajcarz Prompto. Jeśli znacie Wojownicze Żółwie Ninja, to wiecie czego oczekiwać po zachowaniu bohaterów oraz ich metodach działania. Jako, że w najnowszej odsłonie nie ma możliwości zmieniania kompanów (dla fanów serii może być to sporym minusem), Square-Enix zrobiło wszystko, żeby portrety psychologiczne każdego z mężczyzn zostały odpowiednio nakreślone. Dzięki temu, przez całą rozgrywkę poznajemy ich charaktery, a także przeżywamy wspólnie wzloty i upadki. Po pewnym czasie tych drugich bywa znacznie więcej.

OGRANICZONA SWOBODA

Nowością w serii Final Fantasy jest w pełni otwarty świat, zbudowany na zasadach sandboksów takich jak TES V: Oblivion czy Wiedźmin 3: Dziki Gon. Oznacza to, że dosyć sporo czasu spędzamy na eksplorowaniu otoczenia, przyjmowaniu zleceń od napotkanych osób, bądź na szukaniu skarbów i nietypowych miejscówek. Mapa ma całkiem spore rozmiary, dlatego piesze przejście z jednej lokacji do drugiej momentami bywa mocno męczące. Na szczęście, do dyspozycji mamy samochód Regalia, który zawiezie nas we wskazane miejsce. Niestety, producent kompletnie nie wykorzystał potencjału drzemiącego w pojeździe, ponieważ jeździmy nim wyłącznie po wyznaczonych drogach, bez możliwości zjechania na bezdroża (chyba, że wymaga tego od nas zadanie). Gdybyśmy jednak woleli pobiegać w szybszym tempie po polach czy łąkach, z pomocą przychodzi niezawodny Chocobo, pełniący funkcję naszego wierzchowca.

Piękny widok, prawda?
Piękny widok, prawda?

Pomysł na otwarty świat w założeniach był ciekawy, ale developer nie do końca poradził sobie z zadaniem. Największy zarzut mam do wszędobylskich niewidzialnych ścian, dosyć mocno krępujących ruchy głównego bohatera. Ponadto świat w wielu miejscach jest kompletnie pusty, a gdy napotkamy po drodze (lub we wioskach i miastach) jakichś ludzi, to zachowują się oni niezbyt realistycznie. Niezależnie od pory dnia czy czasu gry, NPC-owie zawsze stoją w tych samych miejscach, czekając na interakcję z Noctisem. Średnio działają również misje poboczne, polegające zazwyczaj na wykonywaniu prawie identycznych czynności – idź z punktu A do B, pokonaj przeciwnika, zdobądź przedmiot, wróć do zleceniodawcy. Niektóre cele bywają różne, ale ogólnie wszystko sprowadza się do tego samego. Pod tymi względami, Japończycy powinni podpatrzeć co nieco u CD Projekt RED. Osoby, które nie są przekonane do sandboksów może zainteresować fakt, że w pewnym momencie fabuły, „piętnastka” trochę zawęża pole działania. Dlaczego? To już będziecie musieli sprawdzić samemu, gdyż nie chcę Wam spoilerować. Według mnie było to dobre posunięcie, ponieważ producent nie sprostał zadaniu wykreowania tętniącej życiem, rozległej krainy.

NIE MA CZASU NA MYŚLENIE

Od zawsze uważałem cykl Final Fantasy za coś wyjątkowego, ale dotychczas odbijałem się od większości odsłon ze względu na turowy system walki. Jestem zwolennikiem pojedynków, gdzie istotna bywa zręczność i natychmiastowe reakcje, dlatego skrupulatne planowanie taktyki kompletnie mnie nie kręci. Square-Enix zdaje sobie sprawę, że taki model rozgrywki jest znacznie bardziej popularny na Zachodzie, dlatego w najnowszej odsłonie serii mamy do czynienia z wieloma elementami charakterystycznymi dla slasherów. Oczywiście producent zadbał o to, żeby starcia z oponentami były odpowiednio skomplikowane, dlatego główny bohater w każdej chwili może korzystać z jednej z czterech broni, a także przyzywać do pomocy kompanów, wykonując razem z nimi widowiskowe ataki. Walki to jeden z lepszych elementów „piętnastki”, który został wykonany praktycznie bezbłędnie. Jedynym minusem może być chaotyczna praca kamery, gubiąca trop w ciaśniejszych pomieszczeniach oraz podczas starć z większą liczbą przeciwników. Miłośników serii informuję, że powróciły summony (tym razem jako Astrale). Zapewniam Was, tak spektakularnych ataków mogliście jeszcze nie widzieć w żadnej innej grze.

Bohaterowie awansują na wyższe poziomy w obozach lub wynajętych pokojach. Wtedy też możemy przejrzeć zdjęcia zrobione przez Prompto lub zjeść potrawę przyrządzoną przez Ignisa, która zwiększy właściwości członków drużyny.
Bohaterowie awansują na wyższe poziomy w obozach lub wynajętych pokojach. Wtedy też możemy przejrzeć zdjęcia zrobione przez Prompto lub zjeść potrawę przyrządzoną przez Ignisa, która zwiększy właściwości członków drużyny.

Ogromny problem w ocenie gry sprawia mi oprawa wizualna. Grafika momentami bywa przepiękna, ale miewa też swoje słabsze strony. Braki wychodzą przede wszystkim podczas przemierzania pustkowi (ale też nie zawsze) i przy zbliżeniach na niektóre elementy – nie wszystkie tekstury prezentują wysoką jakość. Mimo to, co i rusz natrafiamy na fenomenalne widoki, dosłownie zapierające dech w piersiach. Producent ma niesamowity dryg do kreowania cudownych, różnorodnych światów. Ten występujący w Final Fantasy XV jest połączeniem współczesności, z latami 50-tymi XX wieku i klasycznymi dla japońskich RPG-ów motywami. Mniej ogarnięte umysły mogłyby się w tym pogubić, ale nie Square-Enix. Japończycy zdołali wszystkie elementy wkomponować w taki sposób, że całość wygląda autentycznie i nie powoduje żadnych zgrzytów u odbiorcy. Wenecja atakowana przez wielkiego morskiego potwora, walczącego z głównym bohaterem i rycerzami uzbrojonymi w broń energetyczną – brzmi absurdalnie? Może, ale wygląda bezbłędnie. Całość idealnie dopełnia ścieżka dźwiękowa, oferująca zarówno utwory wesołe, jak i te znacznie bardziej dramatyczne.

„FOR FANS AND FIRST-TIMERS”

Final Fantasy XV to dzieło, na które warto było czekać tyle lat. Producent co prawda nie do końca poradził sobie ze wszystkimi aspektami, ale w grze zdecydowanie przeważa liczba plusów. Tytuł miewa gorsze momenty w pierwszych godzinach rozgrywki, ale im dalej szedłem, tym coraz lepiej się bawiłem. Fabuła początkowo bywa niespójna (zabili mu ojca, a ten śmieszkuje z kumplami przy ognisku), jednakże z biegiem czasu zaczyna układać się w logiczną i sensowną całość. Square-Enix przygotowało piękną opowieść o męskiej przyjaźni, dorastaniu oraz braniu odpowiedzialności za swoje czyny. Jeśli dodamy do tego świetny system walki i magiczne lokacje, to wychodzi na to, że producent nie zawiódł oczekiwań graczy.

Grę do testów dostarczyła firma Cenega, za co serdecznie dziękujemy!

 

Werdykt

  • Fabuła i klimat
    9
  • Grafika
    8
  • Udźwiękowienie
    9
  • Dopracowanie
    7.5
  • Grywalność
    8.5
Podsumowanie

Final Fantasy XV to piękna, lecz niepozbawiona błędów gra. Pomimo pewnych niedociągnięć i kilku nietrafionych pomysłów, produkcja Square-Enix, zgodnie z początkowym hasłem, powinna zadowolić zarówno fanów cyklu, jak i osoby, które dopiero rozpoczynają przygodę z tą marką.

84%
84
Bardzo dobra
Łukasz Morawski

Prawdopodobnie urodził się z padem w ręku i kawałkiem pizzy w ustach. Miłośnik wszystkiego co jest związane z kulturą popularną i nowymi technologiami. Gra w gry, ogląda filmy, czyta książki i komiksy. Jedno jest pewne - nie ma czasu na nudę.

Dyskusja1 komentarz

  1. Final Fantasy już kompletnie odeszła od tego, co czyniło ją wyjątkową. Teraz to kolejny slasher-rpg. Jeżeli to przynosi SE dochody – ok, ale nic tu po mnie.

Zostaw komentarz