Gdyby Fallout narodził się na Wschodzie. Recenzja gry ATOM RPG

0

Jeżeli szukacie lekarstwa na zgagę po Fallout 76, właśnie je znaleźliście.

Podczas gdy produkcje, takie jak Far Cry: New Dawn czy Rage 2 budzą raczej politowanie niż podziw pośród amatorów post-apo, twórcy gier wideo z Europy Wschodniej nieraz pokazali, że lepiej od szeroko pojętego Zachodu czują atmosferę atomowej apokalipsy. S.T.A.L.K.E.R. (post-apo w skali mikro) i Metro to dwa sztandarowe przykłady, które potwierdzają tę tezę. Do grona tego nie dołączył niestety Krai Mira (nasza recenzja tutaj), ale ma na to spore szanse ATOM RPG powołany do życia (poprzez platformę Kickstarter) przez pasjonatów klasycznych gier fabularnych z Łotwy, Ukrainy, Rosji i Polski.

Kliknij w banner, aby zapoznać się z naszymi pierwszymi wrażeniami z gry Fallout 76

DWADZIEŚCIA LAT PÓŹNIEJ

Akcja ATOM RPG toczy się w dwadzieścia lat po nuklearnym holokauście, jaki Związek Radziecki i państwa bloku zachodniego zgotowały światu w 1986 roku. Na początku rozgrywki nasz protagonista lub protagonistka wysłany zostaje przez tajną organizację, tytułowy Atom, z zadaniem poznania losu ekspedycji, która wyruszyła jakiś czas wcześniej z misją do rządowego bunkra i wszelki ślad po niej zaginął. Z czasem wychodzi jednak na jaw, że gra toczy się o znacznie większą stawkę, a mianowicie życie każdego, kto przeżył atomową apokalipsę sprzed dwóch dekad.

Sowieckie pustkowia cechuje niepowtarzalny klimat.

Jeżeli Fallout zawrócił wam niegdyś w głowach swoim pulpowym klimatem, myślę, że polubicie też ATOM RPG. Pierwsze skrzypce gra tutaj zdecydowanie bliższy nam sowiecki klimat, ale nie zabrakło też licznych nawiązań pop-kulturowych do klasyków post-apo. Na pogłębienie immersji dodatkowo wpływa też to, że każdy NPC posiada swój własny portret i krótką biografię. Niestety, pomimo doskonałego klimatu, pod względem warstwy fabularnej i zadań pobocznych ATOM RPG zbyt rzadko wznosi się ponad erpegową sztampę.

STARA SZKOŁA

W kampanii na Kickstarterze twórcy wspominali o inspiracjach klasykami, takimi jak Fallout, System Shock, Deus Ex czy Baldur’s Gate. Widoczne są zwłaszcza wpływy pierwszego z wymienionych tytułów. System rozwoju postaci to wypisz wymaluj S.P.E.C.I.A.L.: opiera się na cechach, umiejętnościach i perkach. Pierwsze rozwija się przy pomocy różnych przedmiotów, drugie z każdym poziomem doświadczenia, a trzecie zostają z nami do końca gry, więc warto się nad nimi dobrze zastanowić. Walka toczy się w turach i też do złudzenia przypomina to, co oferował Fallout dwadzieścia lat temu. Dzięki obecności statusów, takich jak przeciążenie, głód, zatrucie i napromieniowanie, jak również możliwości zadawania obrażeń w konkretne części ciała (à la V.A.T.S.) potyczki cechuje taktyczna głębia.

Twórcy często puszczają do gracza oczko.

Niestety, silne inspiracje Falloutem, to miecz obosieczny. Wielbiciele marki dostali do rąk grę, którą można nazwać spinn-offem lub duchowym następcą nieodżałowanego Van Burena, ale dla reszty będzie to hardkorowy erpeg wypełniony po brzegi przestarzałymi rozwiązaniami. To, co dwadzieścia lat temu powitalibyśmy z szeroko otwartymi ramionami, dzisiaj dla wielu może być zwyczajnie niestrawne. Skoro już o podobieństwach do Fallouta mowa, warto zaznaczyć, że Atom Team wrzucił do swojej gry kilka „nowych” rozwiązań z systemem rzemiosła na czele. Jego największą zaletą jest to, że daje graczowi dużą swobodę. Nawet jeżeli w ekwipunku nie macie przepisu lub składników do stworzenia konkretnych rzeczy możecie do woli eksperymentować z posiadanymi przedmiotami.

Relikty dawnego świata skrywają liczne tajemnice.

Jeżeli lubicie łatwe i przyjemne gry, nawet nie liczcie na to, że ATOM RPG da wam taryfę ulgową. Wysoki poziom trudności dał mi się we znaki już na samym początku rozgrywki. Jak zwykle stworzyłem wygadanego snajpera, ale prędko wyszło na jaw, że złote usta to za mało, aby przeżyć na sowieckich pustkowiach. Przez pierwszych kilkanaście godzin gry podejmowałem się jedynie zadań kurierskich, żeby znaleźć lepszą broń i rozwinąć umiejętności mojej bohaterki. Nikt nie mówił, że będzie lekko, ale mam wrażenie, że ATOM RPG ma problemy z balansem. Pomimo rozwiniętej osobowości i umiejętności mówienia, niejednokrotnie miałem problem z przegadaniem sporej części NPC-ów.

SOWIECKIE PUSTKOWIA

ATOM RPG bazuje na silniku Unity, ale daleko mu do najlepiej wyglądających gier wideo na nim stworzonych. Warstwa wizualna cechuje się surowością, która właściwa była pierwszym Falloutom. Lokacje mają przeciętne rozmiary i charakteryzuje je mała różnorodność, postaci również nie powalają na kolana szczegółowością, ale uważam to za detal, ponieważ pierwsze skrzypce w izometrycznych erpgegach gra słowo pisane, które wspomaga wyobraźnia, a nie graficzne fajerwerki.

System celowania to tylko jeden z wielu elementów odziedziczonych po serii Fallout.

Ścieżka dźwiękowa jest miła dla ucha, ale to nie Mark Morgan, którego muzyka budowała doskonały klimat Fallouta i Planescape Torment (nasza recenzja Planescape Torment: Enhanced Edition). Zapewne ze względu na wysokie koszta, dialogi nie są udźwiękowione, a wielka szkoda, bo rosyjski dubbing byłby świetnym dodatkiem.

UMARŁ VAN BUREN, NIECH ŻYJE ATOM

ATOM RPG to smakowity kąsek głównie dla fanów pierwszego i drugiego Fallouta, jak również amatorów klasycznych, hardkorowych erpegów. Wysoki poziom trudności, staroszkolne mechaniki i oszczędna oprawa audiowizualna mogą zniechęcić wielu graczy, ale w myśl starego powiedzenia: nie wszystko złoto, co się świeci. ATOM RPG to nielada gratka i pozycja wręcz obowiązkowa dla wielbicieli klimatu post-apo.

Grę do recenzji dostarczyła firma Atom Team, za co serdecznie dziękuję.


Dawid Sych

Od dziecka zapalony pecetowiec, a od niedawna konsolowy neofita. Kocha rozbudowane gry role-playing z masą statystyk i dziesiątkami okienek, najlepiej izometryczne i w klimacie science-fiction lub post-apo. Alergicznie reaguje na wszelkiej maści sandboksy oraz gry sportowe. Wielbiciel literatury klasycznej i amator dobrych seriali.

Zostaw komentarz