Data modyfikacji:

Dzień z życia profesjonalnego sprzątacza. Recenzja gry Serial Cleaner

"Nazywam się Winston Wolfe, rozwiązuję problemy" - Pulp Fiction.

Pod koniec września zeszłego roku do programu wczesnego dostępu platformy Steam dołączyła gra Serial Cleaner polskiego studia iFun4All, której bohaterem jest profesjonalny sprzątacz, prawdziwy specjalista od brudnej roboty pokroju Winstona Wolfe'a z Pulp Fiction. Miesiące szlifów opłaciły się, a "Seryjny Sprzątacz" w końcu rusza do akcji. Jeżeli kiedykolwiek zastanawialiście się nad tym, kto i jak posprząta po rozróbie, jaką zrobiliście w Hotline Miami, teraz znacie już odpowiedź na to pytanie.

CICHY I DYSKRETNY

Porównanie do popularnego Hotline Miami jest w przypadku Serial Cleanera nieprzypadkowe, ponieważ produkcja iFun4All garściami czerpie z gry studia Dennaton Games, ale twórczo przekształca zapożyczone rozwiązania i mechaniki. I tak, zamiast zabijać, nasz bohater pozbywa się ciał, zbiera z miejsca zbrodni dowody i ściera krew z podłóg. Jak każda praca, również ta, nie jest usłana różami. Sprzątaczowi w robocie przeszkadzają policjanci patrolujący okolicę. Żeby nie było zbyt nudno, im dalej w las, tym siły stróżów prawa są bardziej zróżnicowane. Pomimo tego, że zupełnie bezbronny, sprzątacz może korzystać z różnych kryjówek, robić użytek ze skrótów i tajnych przejść, przesuwać przedmioty i blokować w ten sposób nierozważnych policjantów lub dźwiękami wydawanymi przez różne urządzenia przyciągać ich uwagę.

Wachlarz ruchów jest stosunkowo szeroki, ale doskwierał mi brak możliwości odwrócenia uwagi policjanta na przykład rzuconą butelkę. Mam też drobne zastrzeżenia do tego, że stróże prawa rezygnują z pościgu w sytuacji, kiedy sprzątacz wskoczy do kryjówki na ich oczach. Rozumiem, że Serial Cleaner nie jest grą realistyczną, ale jako wieloletni weteran wszelkiej maści skradanek jestem wyczulony na tego typu rzeczy. Elementem, który bardzo mi się spodobał i który chciałbym zobaczyć w większej liczbie gier jest system Real-Word Data. Jeżeli gracz jest podłączony do internetu na przykład w nocy, w grze również panuje noc. Ma to oczywiście wpływ na rozgrywkę: część wyzwań dostępna jest o określonej porze, a godzina rozgrywki determinuje m.in. na zasięg wzroku policjantów czy dźwięku generowanego przez maszyny.

Siłą Serial Cleanera jest to, że poszczególne poziomy są krótkie, ale wymagające: zręczność i planowanie są niezbędne do osiągnięcia sukcesu. Złapanie przez policję oznacza konieczność powtórzenia planszy, a że wczytywanie poziomu trwa krótką chwilę, trudno oderwać się od ekranu. Każdy, kto grał w Hotline Miami, zna syndrom "jeszcze jednej próby"/"jeszcze jednego poziomu" i doskonale wie, że oderwanie się od gry podczas "rozpracowywania" planszy jest praktycznie niemożliwe. Dodatkowym utrudnieniem, ale takim, które wzbogaca rozgrywkę o nutkę niepewności i podnosi poziom adrenaliny, jest to, że położenie skrytek, ciał i dowodów jest częściowo losowe. Kiedy wydaje się wam, że jesteście już o krok od przejścia poziomu, drobna zmiana na planszy może położyć nawet najlepszy plan.

RÓŻOWE LATA '70

Serial Cleaner wyróżnia się na tle konkurencji nie tylko oryginalną mechaniką rozgrywki, ale także stylem graficznym, dla którego głównym źródłem inspiracji była estetyka lat 70-tych XX wieku, jak również klasyki kina gangsterskiego i seriale kryminalne, sami twórcy wskazują na "Pulp Fiction" i "Fargo". Pikanterii rozgrywce dodaje to, że poziomy w grze są inspirowane autentycznymi miejscami zbrodni, które producent odnalazł studiując wnikliwie archiwa amerykańskiej prasy. Dopełnieniem całości jest świetna ścieżką dźwiękowa, która wręcz doskonale buduje klimat gry.

Gdybym miał się do czegoś przyczepić to na pewno do tego, że jak na lata '70, w których toczy się akcja gry, fabuła jest zdecydowanie za mało "różowa". Sam sprzątacz jest postacią bardzo kolorową: dla sąsiadów kawaler zbyt długo mieszkający z matką pod jednym dachem, dla zleceniodawców specjalista od brudnej roboty i zacierania śladów. Tak jak w Hotline Miami, fabuła rozkręca się przede wszystkim pomiędzy misjami, w domu bohatera, podczas rozmów telefonicznych, rozmów z matką, słuchania radia, oglądania TV i czytania gazet. Niestety, opowiadanej historii brak trochę polotu i szaleństwa, które cechuje wielokrotnie wspominane przeze mnie Hotline Miami.

JESZCZE JEDNA PRÓBA

Serial Cleaner to w założeniach produkcja prosta, ale wymagająca, a przez to diablo grywalna. Przyjemna dla oka warstwa wizualna, doskonała ścieżka dźwiękowa i zróżnicowana rozgrywka to największe atuty nowej produkcji iFun4All. Tak jak Get Even pokazało niedawno, że polskiej branży gier nie są straszne poważne tematy i ambitne produkcje, tak Serial Cleaner dowodzi, że nad Wisłą nie brak ciekawych i świeżych pomysłów, które nawet małą grę przekształcą w prawdziwe dzieło sztuki.

P.S. Wisienką na torcie jest to, że twórcy pochowali w grze taśmy filmowe, które dają dostęp do ukrytych poziomów inspirowanych obrazami z lat 70-tych, takimi jak "Wejście smoka", "Gwiezdne Wojny" czy "Obcy: ósmy pasażer Nostromo". Dla mnie bajka! Przypominamy też, że w Polsce Serial Cleaner jest dostępny w edycji premium "Brudna Robota", w skład której wchodzą pocztówki z miejsc zbrodni, sprzątanych przez bohatera, zestaw naklejek, plakat, wizytówki sprzątacza, zawieszka na drzwi oraz dodatki cyfrowe w postaci oryginalnej ścieżki dźwiękowej i fan kitu.

Grę do testów dostarczyła firma iFun4All, za co serdecznie dziękujemy!

Autor: Dawid Sych