Dlaczego oglądamy streamy z gier?

0

Przecież to bez sensu!

  NASTĘPNA 

Streaming to jedna z największych zagadek dwudziestego pierwszego wieku – przed nim wszyscy oglądaliśmy tylko starszych braci i partnerów, zaglądając im przez ramię, jak grali w Heroes of Might and Magic 3 czy inne Assassyny. Tymczasem nagle okazało się, że pojawił się YouTube i opcja oglądania nagranych wcześniej gier, a jakiś czas później możliwość śledzenia gier na żywo. Ale po co to właściwie robić? Powodów jest kilka.

CIEKAWOŚĆ

Wiadomo, drugi stopień do piekła i takie tam, ale nie oszukujemy się – ciekawość jest siłą napędową wielu rzeczy, a z całą pewnością napędza oglądanie streamów. To w końcu dobry sposób na poznanie gier przed ich zakupem, albo po prostu szansa, by zobaczyć o co chodzi w grach, których kupować nie zamierzamy.

To taka nowa forma dema, kompletnie bez ograniczeń. Możemy zobaczyć każdą scenę dowolną ilość razy, albo obejrzeć trzy czwarte fabuły, ba, nawet całą, jeśli mamy czas. Nie musimy założyć za to nawet złotówki, nie musimy przejmować się detalami, takimi jak posiadanie odpowiednio mocnego sprzętu – jeśli jesteśmy w stanie połączyć się z Internetem, możemy zgłębiać grę.

Niewątpliwym plusem jest pewna „ochrona przed crapami” jaką zyskujemy w ten sposób – oglądając streamera jesteśmy w stanie sprawdzić, czy gry są dostatecznie fajne, by chciało nam się grać w nie później samemu, a jeśli coś, na przykład nowy Mass Effect, nam nie pasuje, podjąć szybką decyzję o ominięciu tytułu.

Ma to dość wyraźny wpływ na całą branżę – twórcy wiedzą, że ich produkcje muszą się dobrze oglądać, a co za tym idzie, oferować konkretny styl rozgrywki. Nie może być dłużyzn, nie może być zbyt nudno, nadmiar gadaniny też przecież nie wciąga. Wiedzą też, że nie może być przesadnie liniowo, bo przecież jeśli gra jest do obejrzenia „na raz” i u każdego streamera będzie wyglądać tak samo, to nawet najlepszy tytuł będzie miał problemy ze sprzedażą. Po co kupować coś, co obejrzało się już za darmoszkę w całości?

WYGODA

Oglądanie streamów jest też zwyczajnie wygodne – to nowa forma telewizji, bez reklam i obowiązkowych płatności, która pozwala nam przyjmować całe medium, gdy nie mamy czasu na bezpośredni z nim kontakt. Zajęte ręce? Prasowanie? Rysowanie? Praca? Czemu nie rzucić sobie na telewizor lub drugi monitor w komputerze filmu toczącego się na żywo, do tego opartego na naszej ulubionej (lub ciekawiącej nas) grze? Stream można obejrzeć w ruchu, na telefonie, gdy nie mamy dostępu do komputera i swojej biblioteki gier.

Możemy też chcieć, by ktoś inny przebijał się przez Dark Souls albo tego Zdecydowanie Zbyt Długiego RPGa, bo nie znajdziemy kilkudziesięciu godzin, by zrobić to osobiście. Bo gry potrafią być za długie, za monotonne albo za trudne, a streamer wyręcza nas w tych wszystkich momentach. Czy to nie wygodne?

  NASTĘPNA 

1 2 3
Artur Cnotalski

Gra od kiedy pamięta. PCtowiec, który nie boi się konsol ani urządzeń przenośnych. Kiedy nie siedzi przy komputerze, prawdopodobnie gra w planszówki lub "papierowe" RPG.

Zostaw komentarz