Destiny 2: Porzuceni – recenzja

0

Gracze szczęśliwie nie zostali porzuceni.

Minął już ponad rok od premiery podstawowej wersji Destiny 2. Kontynuacja naprawiła wiele błędów swojego poprzednika zmieniając system lootu, a także dodając pełnokrwistą kampanię dla pojedynczego gracza. Poza tym oczywiście w ręce graczy oddany został solidny moduł MMO z całym szeregiem aktywności zarówno PvP, jak i PvE.

Burzliwe losy Destiny 2 po premierze

O ile recenzje w okolicach premiery podstawowej dwójki były zdecydowanie pozytywne, tak po około trzech miesiącach coś zaczęło się psuć i nie zawsze była to wina twórców gry. Gracze szybko zaczęli narzekać na brak nowej zawartości oraz monotonny grind. Było w tym sporo prawdy – sam gdy osiągnąłem ok. 270 poziom światła, zdobywanie kolejnych poziomów było niczym orka na ugorze. Sytuację przez moment poprawiały dwa niewielkie dodatki, które za sprawą nowych przygód umożliwiały szybkie zwiększenie poziomu mocy oraz zdobycie nowych, atrakcyjnych przedmiotów. Osobiście uważam jednak, że były zbyt drogie w stosunku do zwartości, którą oferowały.

Niemniej gracze nastawieni bardziej na rozgrywkę singlową, którzy często utykali na poziomie powtarzanych co tydzień kamieni milowych, zapominali często o tym, że rdzeniem Destiny zawsze była rozgrywka kooperacyjna oraz rywalizacyjna. Destiny 2 od zawsze błyszczało na tym polu, w szczególności, jeśli mieliśmy ekipę do gry. Na domiar złego gra oberwała jeszcze rykoszetem podczas tzw. „afery loot-boksowej”, gdyż kosmetyczne dodatki możemy kupić również za prawdziwą walutę. Tak czy owak musiał być to wyjątkowo stresujący i pracowity rok w studiu Bungie.

Destiny 2: Porzuceni

Porzuceni. Mrok spowija Strażników

Równolegle względem prac nad bieżącą poprawą rozgrywki w Destiny 2, trwały prace nad pierwszym dużym dodatkiem o wyjątkowo mrocznym tytule „Porzuceni”. I tak też jest w istocie. W prologu dodatku umiera jeden z najsłynniejszych strażników w historii Straży Przedniej. To preludium do wyjątkowo mrocznej i nie przynoszącej wewnętrznego ukojenia historii o zemście. Tak, „Porzuceni” to wyjątkowo mroczny w swej narracji dodatek, który pozostaje taki aż do końca głównego wątku fabularnego.

Mroczny klimat to nie wszystko. Niesie on ze sobą wyjątkowo wyśrubowany poziom trudności, przez co nawet w misjach dla pojedynczego gracza samotny Strażnik może mieć nie lada problem z ich ukończeniem i konieczny będzie dodatkowy grind. I choć nie jest niemożliwe ukończenie fabuły samemu, osobiście zalecam przechodzenie całej kampanii w kooperacji z przyjaciółmi. Co więcej, po raz pierwszy w historii drugiej odsłony gry stanowi ona naprawdę kompetentne i satysfakcjonujące wyzwanie, co należy zdecydowanie zaliczyć jej na plus! Nie jest to dodatek, w którym łatwo odnajdą się początkujący gracze.

Destiny 2: Porzuceni

Krótka charakterystyka dodatku

Największym kawałkiem tortu jest bez wątpienia nowa, całkiem rozbudowana kampania fabularna, która wystarczy wprawnym graczom na około trzy długie wieczory. Zalecam tutaj jednak przechodzenie kampanii z przyjaciółmi, gdyż poziom trudności jest naprawdę wyśrubowany, co mnie osobiście cieszy. Nowa duża lokacja w grze, Splątany brzeg, robi naprawdę świetne wrażenie. Bungie nadal nieludzko umie w krajobrazy. Bazowy poziom bohatera zostaje zwiększony do 50, natomiast maksymalny poziom mocy to 600. Warto tu zaznaczyć, że dojście do 500 poziomu mocy idzie dość gładko, zwłaszcza jeśli umiejętnie wykorzystamy możliwości, jakie niesie ze sobą dostęp do czarnego rynku u jednej z nowych postaci niezależnych.

Dodatek wprowadza także spore zmiany w cyklicznie odświeżanych aktywnościach. Codziennie za rozegranie przynajmniej jednego meczu w Tyglu lub ukończenie jednej przygody lub szturmu, otrzymujemy gwarantowany legendarny engram. Bez zmian pozostały aktywności tygodniowe, gdzie za zrealizowanie odpowiedniej ilości aktywności (np. wydarzeń publicznych) otrzymujemy także potężne engramy, które zawsze zawierają przedmiot o mocy wyższej od naszego aktualnego poziomu światła.

destiny 2 porzuceni

Jeżeli zakończyliście swoją przygodę z Destiny 2 na podstawowej wersji gry, warto wspomnieć, że w darmowej aktualizacji praktycznie wszystkie playlisty PvP w Tyglu zostały rozszerzone do 12 graczy jednocześnie. Więcej graczy na mapie sprawia, że pojedynki są daleko bardziej emocjonujące.

Najważniejszym jednak dodatkiem, jakie niosą ze sobą „Porzuceni” jest zupełnie nowy najazd zatytułowany „Ostatnie życzenie”, który stanowi największe wyzwanie w omawianym dodatku i jest przeznaczony wyłącznie dla naprawdę perfekcyjnie współpracujących ze sobą drużyn ogniowych (6-cio osobowy zespół). Powinni podchodzić do niego strażnicy posiadający co najmniej 500 poziom mocy i przede wszystkim od 4 do 5 godzin wolnego czasu, gdyż najazdy to naprawdę niezwykle angażujące aktywności. Warto tu przy okazji wspomnieć, ze poprzedni najazd, Lewiatan, wymaga jedynie posiadanie 300 poziomu mocy, więc jeśli posiadamy najnowszy dodatek oraz znacznie wyższy poziom, warto do niego wrócić, jeśli wcześniej się nam nie udało.

Duża kampania fabularna, nowa lokacja (Splątany brzeg), możliwość awansu bohatera do poziomu 600, tryb gambit, system triumfów (takich wewnętrznych osiągnięć), rozszerzone play listy PvP, nowe szturmy i oczywiście całkowicie nowy Najazd „Ostatnie życzenie”.

Gambit – coś pięknego!

Przyznam szczerze, że jedną z najlepszych nowinek, jak przyniosło ze sobą Destiny 2: Porzuceni, to nowy tryb rozgrywki sieciowej, niezwykle umiejętnie łączący ze sobą rozgrywkę kooperacyjną z rywalizacją. Dzięki temu, wydawało by się niemożliwemu połączeniu, został oddany w nasze ręce jeden z najbardziej nietuzinkowych modeli rozgrywki sieciowej od bardzo długiego czasu. Na czym polega cały myk?

Dwie sześcioosobowe drużyny równolegle na dwóch osobnych mapach rozpoczynają odpieranie następujących kolejno po sobie fal przeciwników. Z ubitych stworów wypadają specjalne żetony, które każda drużyna na bieżąco musi zdeponować w banku. Im więcej kreatur ustrzelimy, tym więcej zbieramy żetonów i tym więcej możemy dostarczyć do naszej skarbonki. Jeżeli jednak po drodze zginiemy, tracimy zebrany łup. A może nam przeszkodzić nie tylko SI, ale także pojedynczy gracze z drużyny przeciwnej, którzy za sprawą okazjonalnie otwierających się portali mogą „najechać” naszą mapę i próbować pokrzyżować nam szyki. My naturalnie możemy zrobić to samo! Mało tego: jeśli zdeponujemy w banku minimum 5 żetonów, na mapie drużyny przeciwnej aktywujemy blokera, który tymczasowo blokuje dostęp do banku. Przeciwnicy muszą ubić blokera, by móc znów aktywować bank.

Końcową fazą starcia jest walka z bossem. Gdy dana drużyna zbierze w banku wymaganą ilość żetonów, do ich świata przybywa boss. Ekipa, która jako pierwsza pokona końcowego przeciwnika, wygrywa rundę. Jeśli uzyskamy dwa zwycięstwa, wygrywamy cały mecz. Prawda, że brzmi ciekawie?

Destiny 2: Porzuceni

Granie razem to największa frajda

To największa zaleta gry, a zarazem dla części spora wada. W Destiny 2: Porzuceni najlepiej ogrywać z przyjaciółmi. Wówczas najlepiej wykorzystamy potencjał tkwiący w podstawowej wersji gry i dodatku, nie wspominając już o tym, że rozszerzenie jest kierowane głównie dla doświadczonych Strażników. Nie oznacza to, że nie można dobrze bawić się samemu, jednak warto liczyć się z tym, że może ominąć Was sporo frajdy.

Destiny 2: Forsaken (także podstawka), błyszczy jako shooter, przy którym najlepiej będzie bawić się trójka znajomych stanowiąca zgraną drużynę ogniową. Jeżeli dojdzie do tego komunikacja głosowa, to tylko lepiej. Warto mieć to na uwadze i nie postrzegać tego jako przeszkoda. Destiny 2 to u swoich podstaw naprawdę rewelacyjny, kooperacyjny shooter, przy którym możecie spędzić przed znajomymi naprawdę długie godziny.

destiny 2 porzuceni

Podsumowanie

Destiny 2: Porzuceni to niezwykle angażujący i wymagający dodatek, który powinien ponownie przyciągnąć do gry fanów serii. Mroczniejszy ton i klimat nowej opowieści ma także potencjał, by przyciągnąć do gry nowych graczy. Nowa, rozbudowana opowieść, poziom trudności, możliwość dalszego rozwoju naszej postaci, dodatkowe tryby rozgrywki, a także zmiany w oryginalnej formule sprawiają, że jest do pełnoprawny, solidny dodatek, który warto sprawdzić. Dzięki niemu znów bawiłem się w Destiny 2 znakomicie, mimo wcześniejszych nieco rozczarowujących DLC. Destiny 2 jest teraz w szczytowej formie i jeśli nosicie się z zamiarem sprawdzenia tej gry, teraz jest najlepszy moment.

OCENA KOŃCOWA: 85/100

PLUSY:
+ oprawa wizualna ponownie urzeka, zwłaszcza krajobrazy!
+ mroczniejszy klimat
+ niezwykle wymagający dodatek dla zaprawionych w boju Strażników
+ przy Gambicie bawiłem się doskonale
+ dużo pomniejszych zmian w codziennych i tygodniowych aktywnościach

MINUSY:
 może zniechęcić samotnego Strażnika

Grę do testów dostarczyły firma Activision Blizzard, za co serdecznie dziękujemy!


Adam Szymański

Gracz od piątego roku życia, gdy brat pozwalał mu pogrywać na Commodore 64 oraz Amidze. Przez lwią część życia zagorzały pecetowiec, niestroniący jednak od konsol. Miłośnik otwartych światów i rozwiązań społecznościowych w grach wideo. Obecnie zakochany w marce Nintendo.

Zostaw komentarz