Deponia Doomsday – recenzja

0

Konkluzja, na którą wszyscy czekali.

Pierwotnie Deponia planowana była jako trylogia, jednakże niezbyt szczęśliwy finał przygód Rufusa wywołał ogromne niezadowolenie wśród fanów. Deponia Doomsday jest odpowiedzią studia Daedalic na głosy tych, którzy pragnęli innego, bardziej optymistycznego zakończenia.

Powrót do przeszłości

Pewnej pamiętnej nocy Rufus budzi się z mrożącego krew w żyłach koszmaru. Śniło mu się, że poświęcił własne życie, aby ocalić Deponię. Robiąc to, przyczynił się do zagłady podniebnego miasta Elizjum, które rozbiło się o powierzchnię planety. O dziwo, udało mu się przeżyć. W niewyjaśnionych okolicznościach Deponię opanowały jednak krwiożercze Fewlocki. W akcie desperacji Rufus postanowił wysadzić całą planetę w powietrze.

Wkrótce dowiadujemy się, że nie był to zwyczajny sen, a nasz antybohater przeniósł się w czasie. Pomny porażki, Rufus postanawia naprawić błędy przyszłości. Nie chcąc zdradzać zbyt wielu szczegółów dotyczących fabuły, powiem jedynie, że motyw podróży w czasie jest niezwykle ważny dla historii – przygotujcie się na liczne pętle i paradoksy czasowe.

Rufus i Goal wyruszają na kolejną szaloną przygodę
Rufus i Goal wyruszają na kolejną szaloną przygodę

Jeżeli pokochaliście oryginalną trylogię za absurdalny i niewybredny humor, Deponia Doomsday również Was nie zawiedzie. Rufus nie zmienił się ani na jotę; nadal jest arogancki, egocentryczny i nie grzeszy inteligencją, ale właśnie za to wszyscy go kochamy. Fani serii powinni być ukontentowani. Na korzyść Deponia Doomsday przemawia też to, że bez wahania mogą sięgnąć po nią osoby, które nie miały styczności z poprzednimi częściami. Zanim zdecydujecie się sięgnąć po grę ostrzegam, że specyficzne poczucie humoru nie każdemu przypadnie do gustu.

Wskaż i kliknij

W kwestii rozwiązywania zagadek niewiele się zmieniło. Łamigłówki nadal miewają absurdalne rozwiązania, niektóre nawet zbyt absurdalne, przez co nie tak łatwo na nie wpaść. Nie spodobało mi się to, że część posiada dodatkowe ograniczenie czasowe, co jeszcze bardziej, zupełnie niepotrzebnie, podnosi poprzeczkę. Na szczęście, „czasówek” nie jest wcale tak dużo.

Narracja bywa zaskakująca
Narracja bywa zaskakująca

Bardzo przypadło mi do gustu to, że z powodu podróży w czasie pewnych przedmiotów używa się ponownie, ale w zupełnie innym celu. Z jednej strony rozwiązanie to urozmaica zabawę, z drugiej wprowadza pewien zamęt. Podróże w czasie mają jeszcze jedną konsekwencję – niektóre lokacje odwiedzamy kilkakrotnie. O ile fabularnie jest to w pełni uzasadnione, o tyle niektórzy mogą narzekać na niezbyt okazałą liczbę plansz, a co za tym idzie, monotonię.

Nie zabrakło odwołań do klasyków
Nie zabrakło odwołań do klasyków

Mimo że Deponia Doomsday jest typową przygodówką z gatunku point’n click, w której większość czynności odbywa się poprzez wskazanie konkretnego obiektu i kliknięcie, twórcy zadbali o to, aby formuła nie była nużąca; co pewien czas pojawiają się krótkie wstawki zręcznościowe i mini-gry stanowiące przyjemną i nie narzucającą się graczowi odskocznię.

Grafika jak malowana

Oryginalną Deponię pokochałem między innymi za ręcznie rysowaną komiksową oprawę graficzną, która moim zdaniem znacznie lepiej pasuje do przygodówek point’n click niż trójwymiarowe lokacje i modele. Co więcej, nadaje im ponadczasowy charakter. W tej kwestii również nic nie uległo zmianie – Deponia Doomsday nadal cieszy oko.

Przemierzymy wiele wspaniałych lokacji
Przemierzymy wiele wspaniałych lokacji

Niestety, nie obyło się bez drobnej wpadki. W pewnym momencie, ni z tego, ni z owego, grafika „wysypała się” – kilka plansz wymieszało się ze sobą, przez co ekran był kompletnie nieczytelny. Dobrze, że kluczowe przedmioty da się podświetlić, ponieważ w innym wypadku utknąłbym na dobre. Czasami zdarza się też, że jedne animacje nakładają się na drugie.

Niestety, gra nie jest wolna od błędów
Niestety, gra nie jest wolna od błędów

Jeżeli chodzi o oprawę dźwiękową, to wypada ona bardzo dobrze, ale raczej nie liczcie na to, że którakolwiek ścieżka – poza głównym motywem – zapadnie Wam w pamięć. Z kolei aktorzy głosowi trzymają poziom, który prezentowali w poprzednich częściach.

Polskie wydanie

Zagraniczna premiera Deponia Doomsday miała miejsce 1. kwietnia. Na polską (kinową) wersję językową trzeba było czekać kilka dodatkowych tygodni, ale muszę przyznać, że było warto, ponieważ rodzime wydanie, za które odpowiada Techland, zawartością przewyższa najśmielsze oczekiwania, o niskiej cenie już nie wspominając.

Deponia Doomsday - polskie wydanie
Deponia Doomsday – polskie wydanie

W kolorowym pudełku, oprócz samej gry, znajdziemy liczącą ponad 200 stron książkę z przepięknymi grafikami koncepcyjnymi i dodatkowymi opisami, płytę z oryginalną ścieżką dźwiękową i plakat przedstawiający wszystkie występujące w grze postaci. Na słowa pochwały zasługuje również tłumaczenie, które stoi na bardzo wysokim poziomie.

Wyczekiwany finał

Deponia Doomsday, zgodnie z zapowiedziami twórców, charakteryzuje się absurdalnym humorem, sarkastycznymi dialogami i ręcznie rysowaną oprawą graficzną. Myślę, że fani Deponii dostali nareszcie zakończenie sagi, na które liczyli. Ważne jest też to, że po grę mogą bez wahania sięgnąć również osoby, które nie miały styczności z poprzednimi częściami.

Grę do testów dostarczyła firma Techland, za co serdecznie dziękujemy!


Werdykt

  • Fabuła i klimat
    9
  • Grafika
    9
  • Udźwiękowienie
    7
  • Dopracowanie
    7.5
  • Grywalność
    7.5
  • Ocena użytkowników (0 głosów)
    0
    Your Rating:
Podsumowanie

Konkluzja przygód Rufusa, na którą czekali wszyscy fani. Co najważniejsze po Deponia Doomsday mogą bez wahania sięgnąć również ci, którzy nie mieli styczności z poprzednimi częściami... o ile przypadnie im do gustu specyficzne poczucie humoru.

80%
80
Bardzo dobra
Dawid Sych

Indiana Jones i nerd w jednym. Zawsze wszystko wie i zawsze we wszystkim ma rację, więc lepiej nie wchodzić z nim w polemikę. Amator nowych technologii, dobrych książek i seriali.

Zostaw komentarz