Crash Bandicoot 20 lat później. Spojrzenie (nie)dojrzałym okiem na N. Sane Trilogy

0

Czy zwariowany jamraj wytrzymał próbę czasu?

Kiedy świat obiegła wieść, że planowany jest remaster kultowej platformówki ze zwariowanym jamrajem w roli głównej, moje serce zabiło szybciej. Znów poczułem się jak 10-latek, który odlicza minuty, ba… sekundy, do końca ostatniej lekcji, aby móc wrócić do domu i odpalić Crasha na pierwszej konsoli PlayStation. Nie ukrywam, że byłem też pełen obaw czy studio Vicarious Visions i sama gra sprostają moim dziecięcym, wyidealizowanym wyobrażeniom na temat rozgrywki. Łukasz w swojej recenzji sprzed roku rozwiał moje obawy, gdyż wychwalał wersję na PlayStation 4 pod niebiosa. Dlatego z tym większą radością przywitałem wiadomość o przeniesieniu Crash Bandicoot N. Sane Trilogy na konsolę Xbox One.

Kliknij w banner, aby przejść do recenzji gry Crash Bandicoot N. Sane Trilogy

Uruchomiłem grę, odpaliłem intro, a następnie wstrzymałem oddech i zamknąłem oczy. Kiedy ponownie je otworzyłem, zobaczyłem DOKŁADNIE tę samą grę, w którą grałem przeszło dwadzieścia lat temu na pierwszym PlayStation. Zdawałem sobie sprawę z tego, że tytuł został stworzony przez Vicarious Visions od podstaw, bez wykorzystania kodu źródłowego pierwowzoru, ale przez cały czas towarzyszyło mi wspomniane wyżej uczucie. Chyba każdy, kto miał okazję zagrać w remaster ukochanej produkcji z czasów dzieciństwa, zna ten cudowny stan. Twórcom N. Sane Trilogy należy się piątka z wielkim plusem za to, że udało im się osiągnąć efekt „WOW” u trzydziestoletniego fana przygód Crasha.

Kiedy pierwsze emocje opadły, dotarło do mnie to, jak trudną grą jest Crash Bandicoot, a zwłaszcza pierwsza część przygód sympatycznego jamraja. Rodzice! Nie dajcie się zwieść kolorowej grafice – Crash Bandicoot N. Sane Trilogy to tytuł dla amatorów wyzwań. Co więcej, nie mogłem wyjść z podziwu na myśl o tym, jakie pokłady cierpliwości musiały we mnie tkwić za dzieciaka, skoro nie tylko grałem, ale także pokochałem Crasha. Podczas przechodzenia N. Sane Trilogy nie raz i nie dwa zdarzyło mi się wyrzucić z siebie wiązanki przekleństw, na dźwięk których w podstawówce uciekłbym z pokoju, ale tak jak wtedy, uczucie, które towarzyszyło pokonaniu trudnego etapu, rekompensowało z nawiązką wszystkie frustracje.

Dwadzieścia lat temu wyglądało to dokładnie tak samo. Pamiętam doskonale, jak po każdej nieudanej próbie ucieczki przed głazem siadałem coraz bliżej ekranu, aż mama krzyczała: „odsuń się od telewizora, bo oślepniesz!”. Z wiekiem mój gust growy mocno się zmienił, ponieważ z platformówek przerzuciłem się na gry strategiczne i role-playing, ale mam ciągle słabość do klasyków pokroju Crasha i cieszy mnie to, że powstają podobne gry oraz remastery, takie jak N. Sane Trilogy.

Jak już wspomniałem wyżej, Crash Bandicoot N. Sane Trilogy prezentuje się wyśmienicie, zwłaszcza na konsoli Xbox One X. Tytuł otrzymał znak Xbox One X Enhanced, co oznacza, że wspiera rozdzielczość 4K Ultra HD i technologię HDR. Mimo wszystko brakowało mi jednak funkcji, przełączania się pomiędzy starą i nową warstwą wizualną, która cieszy w tak wielu innych remasterach. Mocno podrasowanej względem pierwowzoru grafice nie ustępuje odświeżona ścieżka dźwiękowa – nie zabrakło nawet kultowego „Whoah!”, z którego dzisiaj śmieje się pół internetu.

O Crash Bandicoot N. Sane Trilogy poczytacie też tutaj:

Crash Bandicoot N. Sane Trilogy to tytuł skierowany nie tylko do wielbicieli kultowego pierwowzoru, ale także do amatorów platformówek w ogóle. Jeżeli za dzieciaka zagrywaliście się w przygody sympatycznego jamraja, dzisiaj będzie dokładnie tak samo i znów będziecie mogli poczuć się przez chwilę, jak dwadzieścia lat temu, kiedy graliście w nie po raz pierwszy. Jeżeli jednak nie znaliście żadnego z trzech tytułów, które wchodzą w skład N. Sane Trilogy, nic straconego! Studio Vicarious Visions zadbało o to, aby nowe doświadczenie było tak bliskie staremu, jak to tylko możliwe. Jeżeli nie boicie się wyzwań i lubicie dobrą zabawę, sięgajcie po N. Sane Trilogy bez najmniejszego wahania!

Grę do testów dostarczyła firma Cenega, za co serdecznie dziękujemy!


Dawid Sych

Od dziecka zapalony pecetowiec, a od niedawna konsolowy neofita. Kocha rozbudowane gry role-playing z masą statystyk i dziesiątkami okienek, najlepiej izometryczne i w klimacie science-fiction lub post-apo. Alergicznie reaguje na wszelkiej maści sandboksy oraz gry sportowe. Wielbiciel literatury klasycznej i amator dobrych seriali.

Zostaw komentarz