Codemasters znowu to zrobiło. F1 2018 wymiata

0

Można się było tego spodziewać.

Nie wiem jak wy, ale ja nie potrafię grać we wcześniejsze odsłony gier sportowych, kiedy na horyzoncie pojawiło się najnowsze wydanie. Chyba nigdy nie zdarzyło mi się, żebym z własnej woli odpalił poprzednią edycję FIFY, nawet jeśli pod pewnymi względami była dla mnie lepsza. Identycznie mam z grami wyścigowymi, o czym dobitnie przypomniała mi najnowsza produkcja Codemasters. Dwa lata temu zachwycałem się F1 2016 (recenzja) i wydawało mi się wtedy, że znalazłem dla siebie idealny tytuł, przy którym będą mógł od czasu do czasu spędzać wolne chwile. Przy okazji premiery F1 2017 (recenzja) szybko uświadomiłem sobie, że jednak warto niekiedy zmienić zdanie i iść do przodu. Od tamtej pory, to właśnie ta gra była dla mnie idealną samochodówką. I wiecie co? Właśnie debiutuje kolejna odsłona serii.

A przed wyścigiem partyjka w Fortnite.
A przed wyścigiem partyjka w Fortnite.

SZLIFOWANIE DIAMENTU

Codemasters to absolutnie genialny producent, który praktycznie nigdy mnie nie zawodzi. Na przestrzeni lat miałem okazję recenzować sporo ich tytułów i praktycznie za każdym razem kończyłem tekst bardzo wysoką notą końcową. Obecnie na portalu zrezygnowaliśmy z klasycznego oceniania gier, ale gdybym działał według starego systemu, to ponownie musiałbym wystawić 90/100. Możliwe, że byłaby to delikatnie naciągana nota, ponieważ F1 2018 w żaden sposób nie rewolucjonizuje cyklu, jednakże kompletnie mi to nie przeszkadza. Producent kilka edycji temu, tak bardzo dopracował swoje dzieło, że właściwie już dawno otarł się o perfekcję. Kolejne edycje służą więc m.in. za wprowadzanie delikatnych liftingów do rozgrywki wynikających z ogólnych zasad ustanowionych przez FIA czyli Międzynarodową Federację Samochodową. W tym przypadku zaowocowało to osłoną umieszczoną na bolidzie, której zadaniem jest zwiększenie bezpieczeństwa kierowców. Super, że twórcy reagują na takie rzeczy, nawet jeśli nie mają one zbyt wielkiego wpływu na rozgrywkę. Aczkolwiek, miłośnicy jazdy z widokiem FPP mogą delikatnie narzekać na zmniejszoną widoczność. Mi osobiście takie rozwiązanie bardzo się spodobało. Jak realizm, to realizm.

Z pewnością mógłbym teraz wymieniać i opisywać inne zmiany (wywiady dla mediów, poprawiony system negocjacji kontraktu, zmodyfikowany system rywalizacji kierowców, itp.) względem poprzednich odsłon. Wydaje mi się jednak, że nie ma to większego sensu, ponieważ jako fani serii, i tak powinniście nabyć najnowszą odsłonę. Chociażby dlatego, żeby być na bieżąco ze wszystkimi zespołami, trasami czy właśnie nowymi zasadami. Z kolei, jeśli jesteście świeżakami w temacie, to nawet nie macie co zastanawiać się nad kupnem poprzedniej odsłony. Po co inwestować w coś starszego i delikatnie gorszego, kiedy można mieć aktualną, najlepszą wersję. Jasne, w grę może wchodzić jedynie różnica cenowa, ale tak jak pisałem we wstępie – osobiście nie potrafię już grać w F1 2017. Swoją drogą, piękne w tym tytule jest to, że dzięki rozbudowanym ustawieniom, mogą czerpać z niego radość zarówno kompletni amatorzy, jak i profesjonalni gracze z wypasionymi kierownicami.

Tryb treningowy jak zwykle jest złotem!
Tryb treningowy jak zwykle jest złotem!

WARTO!

Nie ukrywam, że choć tegoroczne wydanie mocno mnie usatysfakcjonowało, to jednak nie pogniewałbym się za wprowadzenie jeszcze większej ilości nowych elementów. Obawiam się tylko, że w tej chwili Codemasters uderza głową w sufit i nie może przebić się bardziej, dopóki ogranicza go obecna, już mocno zużyta, generacja konsol. Na szczęście nie samą oprawą wizualną czy fizyką jazdy ta seria żyje, dlatego jeśli producent bardzo by chciał, to miałby przy czym jeszcze podłubać. Zdecydowanie można jeszcze bardziej rozbudować i dopracować kampanię dla pojedynczego gracza. Może dodać jakieś super bajeranckie wirtualne muzeum lub szczegółową encyklopedię poświęconą wyścigom Grand Prix. Raczej byłoby co opisywać lub obrazować, wszakże impreza zadebiutowała w 1950 roku. No nic, może w przyszłym roku Mistrzowie Kodu zaskoczą nas czymś wypasionym i niespodziewanym. Tymczasem, kończę swój wywód i spadam zaliczać kolejne tory w najlepszej odsłonie serii.

Grę do testów dostarczyła firma Techland Wydawnictwo, za co serdecznie dziękujemy!

Łukasz Morawski

Prawdopodobnie urodził się z padem w ręku i kawałkiem pizzy w ustach. Miłośnik wszystkiego co jest związane z kulturą popularną i nowymi technologiami. Gra w gry, ogląda filmy, czyta książki i komiksy. Jedno jest pewne - nie ma czasu na nudę.

Zostaw komentarz